Artystyczna dusza bankowości

BANK 2016/12

Artystyczna dusza bankowości

Mariaż bankowości z kulturą to stabilny związek, budowany przez wiele lat wspólnych przedsięwzięć o różnej skali. Polscy bankowcy chętnie i aktywnie towarzyszą ważnym projektom artystycznym, często także sami je inicjują. Dzięki tym trwałym relacjom liczne wydarzenia, w tym m.in. koncerty jubileuszowe Związku Banków Polskich, swoją obecnością zaszczycało wielu wybitnych twórców i ludzi kultury.

Michał Polak

Małgorzata Walewska

Co łączy jubileusz Związku Banków Polskich i operę „Manru”, czy bankowcy są koneserami opery oraz czy polscy śpiewacy są lepsi od… piłkarzy – o tym m.in. w specjalnej rozmowie dla „Miesięcznika Finansowego BANK” powiedziała Małgorzata Walewska, jedna z najbardziej uznanych polskich śpiewaczek operowych, która występowała na najważniejszych scenach operowych świata. Swoją wspaniałą barwą głosu i wyjątkową osobowością ujmuje publiczność zarówno w Polsce, jak i poza jej granicami. Jej porywający mezzosopran pozwolił na stworzenie wspaniałych kreacji operowych, takich jak Carmen, Aida, Azucena, Ulryka, Dalila czy Kundry.

Kilka źródeł jako datę rozpoczęcia przez panią aktywności artystycznej podaje rok 1991 – to właśnie wtedy nawiązała pani współpracę ze sceną Teatru Wielkiego w Warszawie. Czyli wychodzi na to, że tę rozmowę powinienem rozpocząć od gratulacji, bowiem w tym roku obchodzi pani ten sam jubileusz działalności zawodowej co Związek Banków Polskich…

imageFot. Archiwum Teatru Wielkiego – Opery Narodowej

– Zgadza się, dokładnie 29 czerwca 1991 r. miał miejsce mój debiut w Operze Narodowej w roli Azy w operze „Manru” autorstwa Ignacego Jana Paderewskiego. 25 października 2016 r. dyrekcja Opery Narodowej postanowiła publiczne ogłosić jubileusz na zakończenie spektaklu „Goplany”, podczas którego wcielam się w rolę Wdowy. Zostałam odznaczona Złotym Medalem Zasłużony Kulturze Gloria Artis, który wyjątkowo pasował do mojego kostiumu scenicznego. Ja też bardzo serdecznie gratuluję Związkowi Banków Polskich i życzę, żebyśmy rośli w siłę ku chwale ojczyzny. Mam nadzieję, że fakt, że razem obchodzimy 25-lecie debiutu przyniesie nam szczęście.

O polskim sektorze bankowym mówi się, że pod wieloma względami należy do jednego z najlepszych w Europie. A jaką pozycję i renomę pani zdaniem w środowisku operowym na Starym Kontynencie i całym świecie mają polskie śpiewaczki i śpiewacy operowi?

– Polska ma bardzo silną reprezentację na stałe obecną na najlepszych scenach świata, że wymienię takie nazwiska, jak: Mariusz Kwiecień, Piotr Beczała, Aleksandra Kurzak, Artur Ruciński, Tomasz Konieczny, Andrzej Dobber. Mam wrażenie, że nasza reprezentacja operowa jest silniejsza od piłkarskiej.

imageKażdy jubileusz to dobra okazja zarówno do podsumowania dokonań, jak i wyznaczenia nowych celów. Czy w takim razie po tych minionych dwóch i pół dekadach czuje się pani artystką spełnioną? Jakie jeszcze ewentualne ambicje artystyczne chciałaby pani zaspokoić?

– Spełnioną? Hmmm… Ja nigdy nie mam dość i mam wrażenie, że tylko biorę rozpęd, żeby wskoczyć wyżej i cały czas mam tu na myśli zadania operowe. Sięgam po coraz trudniejsze i ambitniejsze wyzwania – zarówno w kwestii ról, jak i pracy pedagogicznej. Jest jeszcze wiele partii, które chciałabym zaśpiewać. Są też takie (i to jest wspaniałe w tym zawodzie), do których dopiero teraz dojrzałam.

Zaszczyciła pani swoją obecnością poprzednie jubileuszowe koncerty Związku Banków Polskich organizowane w 2006 i 2011 r. w Filharmonii Narodowej. Jak pani wspomina te występy? Czy z pani doświadczeń, bankowcy faktycznie znają się na operze, czy patrząc szerzej – na sztuce?

– Niedawno podczas porządkowania programów natknęłam się na pięknie wydany folder z racji 15-lecia ZBP. Tam też były dołączone płyty: Edyty Geppert, Michała Bajora, moja i złota moneta z 15-tką. Jestem szczęśliwa, że uświetniają państwo swoje gale muzyką klasyczną i jestem zaszczycona, że biorę w nich udział. Nie ma dla mnie znaczenia, czy ktoś się zna na sztuce, czy nie. Dla mnie najważniejsze jest, żeby słuchacz miał wrażliwość i otwarte serce.

Miała pani okazję występować na najważniejszych scenach operowych świata, wcielając się w najsłynniejsze role m.in. Carmen, Dalili czy Ulryki. Którą ze wszystkich swoich kreacji darzy pani największym sentymentem i z jakiego powodu?

– To się zmienia. W procesie rozwoju emocjonalnego, zawodowego, zdobywania nowych doświadczeń zmieniają się też moje gusta muzyczne i stosunek to kreowanych ról. Zawsze najbardziej fascynują mnie role nowe lub bardzo trudne. Takim ostatnim wyzwaniem była dla mnie rola Kundry w „Parsifalu” Ryszarda Wagnera. Będzie można zobaczyć tę kreację w kwietniu w Teatrze Wielkim w Poznaniu. Zapraszam.

Na koniec, biorąc pod uwagę, że rozmawiamy w ostatnim miesiącu 2016 r. chciałbym zapytać, gdzie będzie można zobaczyć panią w przyszłym roku?

– Przyszły rok będzie bardzo pracowity i miło mi poinformować państwa, że w większości będę występować w Polsce. Zaczynam już od 1 stycznia koncertem noworocznym w Bytomiu. Jestem bardzo podekscytowana, bo pierwszy raz wystąpię na scenie Opery Śląskiej. Potem czekają mnie próby do fascynującego projektu „Człowiek z Manufaktury” – to będzie nowa opera wyłoniona w drodze konkursu kompozytorskiego zorganizowanego przez Teatr Wielki w Łodzi. 8 stycznia będę miała przyjemność, po wieloletniej przerwie, znów zaśpiewać pod dyrekcją Krzesimira Dębskiego w podwarszawskim Piasecznie. Na ten koncert cieszę się szczególnie, bo będę mogła zaprosić wszystkich warszawskich i podwarszawskich krewnych i przyjaciół. A w maju zapraszam na konkurs Ady Sari w Nowym Sączu, którego mam zaszczyt i przyjemność być dyrektorem artystycznym. Konkurs zaczynamy 12 maja koncertowym wykonaniem opery Pietro Mascagnego „Cavalleria rusticana”. Planowane są też koncerty z Garym Guthmanem i jego jazzowym kwartetem oraz wiele innych ciekawych projektów, więc już teraz zapraszam serdecznie do śledzenia moich planów zawodowych.

Dziękuję bardzo za rozmowę i życzę wszystkiego dobrego na kolejne lata obecności na scenie.

– Dziękuję i pozdrawiam.

image

Michał Bajor

Wystąpił w 1993 r. podczas koncertu przy okazji III Walnego Zgromadzenia ZBP oraz w 2006 r. podczas koncertu jubileuszowego w Filharmonii Narodowej z okazji 15-lecia Związku Banków Polskich.

Polski artysta występujący na krajowych ii europejskich estradach już od ponad 40 lat. Niezwykle wszechstronny i ceniony za umiejętności wokalne oraz interpretatorskie. Publiczności znany również z wielu ról teatralnych i filmowych.

image

Ewelina Flinta

Wystąpiła w 2011 r. podczas koncertu jubileuszowego w Filharmonii Narodowej z okazji 20-lecia Związku Banków Polskich.

Wielbicielka muzyki i brzmienia z lat 70., której charakterystyczne walory głosowe cała Polska poznała w 2002 r. podczas pierwszej edycji programu telewizyjnego „Idol”. Od tego czasu do dziś nagrała wiele utworów, które święciły tryumfy na szczytach krajowych list przebojów.

image

Wojciech Młynarski

Wystąpił w 1995 r. podczas koncertu przy okazji VI Walnego Zgromadzenia ZBP.

Twórca piosenek, poeta, tłumacz, reżyser i wykonawca. Napisał słowa do ponad dwóch tysięcy piosenek, z czego niewielką część sam wykonywał. Jego przeboje śpiewali m. in. Dwa plus Jeden, Skaldowie, Maryla Rodowicz, Edyta Geppert, Zbigniew Wodecki, Alicja Majewska, Ewa Bem i wielu innych słynnych wykonawców. Pisał libretta operowe oraz tłumaczył m.in. Brassensa, Brela, Wysockiego i Okudżawę, ale także musicale np. Jesus Christ Superstar i Chicago.

Artur Andrus

image

Fot. Igor Morye

Na co dzień przede wszystkim dziennikarz Programu III Polskiego Radia, ale także poeta i artysta kabaretowy. Od momentu spektakularnej premiery drugiego albumu solowego „Myśliwiecka”, ceniony również za umiejętności wokalne. Kim czuje się jednak najbardziej on sam i co wspólnego ma bankowiec…z lekarzem? O tym specjalnie dla czytelników „Miesięcznika Finansowego BANK” opowiada prowadzący koncert jubileuszowy 25-lecia Związku Banków Polskich – Artur Andrus.

Znajduje się pan w gronie osób wyróżnionych tytułem „Mistrza Mowy Polskiej”. Jak pan, dla którego operowanie słowem w różnej formie jest podstawą aktywności zawodowej, podchodzi do tego wyróżnienia? A jednocześnie, czy to zobowiązanie panu nieco nie ciąży w codzienności i tzw. uważaniu na słowa?

– To wyróżnienie nie ciąży, bo mam świadomość, że jak to w życiu, skoro ktoś mi je dał, to tak samo ktoś może mi zabrać. Gdybym nagle zaczął się wyrażać niepoprawnie (uśmiech). Ale oczywiście sam tytuł to dla mnie ogromna przyjemność, przede wszystkim ze względu na towarzystwo, w jakim się znalazłem. Wystarczy spojrzeć na grono laureatów z poprzednich lat – to naprawdę grupa zacnych i niezwykle błyskotliwych osobistości. Jest to dla mnie tym ważniejsze, że zostałem nominowany do tej nagrody za sprawą Stefanii Grodzieńskiej – historycznie pierwszej laureatki w tym plebiscycie z 2001 r.

W tym roku, podobnie jak w 2011, będzie pan prowadzić jubileuszowy koncert Związku Banków Polskich w Filharmonii Narodowej. Jak wspomina pan poprzedni jubileusz?

– Koncert jubileuszowy z 2011 r. wspominam jako miłe zdarzenie towarzyskie, przede wszystkim z jednego, ale chyba najważniejszego powodu. Mianowicie, pomimo zrozumiałej podniosłości, galowego i uroczystego charakteru związanego ze świętem Związku Banków Polskich, udało się stworzyć wspólnie z publicznością naprawdę fajną atmosferę. Na sali znajdowało się wówczas wiele ważnych osób, ale mimo to nie czuło się przesadnego usztywnienia. Mam nadzieję, że podobne odczucia będą towarzyszyły wszystkim uczestnikom tegorocznego koncertu.

Czy bankowcy to wymagająca publiczność?

– Myślę, że bankowcy to, w pozytywnym tego słowa znaczeniu, publiczność taka jak inne. Oczywiście zdecydowana większość z nich to ludzie, których łączy wspólne zajęcie czy są po prostu skojarzeni branżowo, ale podejrzewam, że każdy z nich jest obdarzony odpowiednią dozą wrażliwości i, tak jak każdy inny człowiek, również bankowiec może się wzruszyć czy rozbawić.

Dziennikarz radiowy, poeta, artysta kabaretowy, piosenkarz i autor tekstów – czy taka kolejność wykonywanych zajęć przez Artura Andrusa jest zgodna z pańską hierarchią? Kim dzisiaj czuje się pan najbardziej?

– Czuję się przede wszystkim radiowcem – i to niezmiennie od ponad dwudziestu lat. Wszystkie pozostałe aktywności miały szansę się pojawić właśnie dzięki temu, że jestem związany z radiem. To stamtąd trafiłem na scenę czy do studia telewizyjnego. Czyli z pełnym przekonaniem mogę powiedzieć, że dziś, ale i jutro Artur Andrus to przede wszystkim radio, a potem dopiero cała reszta.

O bankowcach krąży wiele dowcipów i anegdot. Czy pan jako uznany artysta kabaretowy także czasem po nie sięga, czy też ma pan inne swoje „ulubione” grupy zawodowe?

– Muszę przyznać szczerze, że nie przychodzi mi do głowy żaden konkretny żart dotyczący bankowców. Znam kilka o muzykach, ale to pewnie dlatego, że wśród nich często się poruszam. Oczywiście kojarzę też parę dowcipów o lekarzach, choć akurat staram się w ich otoczeniu za często nie przebywać. To znaczy – prywatnie mogę, ale niechętnie jako pacjent. Ale z drugiej strony z lekarzem, pewnie tak jak z bankowcem, każdy z nas ma czasem do czynienia, tak że może przy okazji gali w Filharmonii Narodowej uda mi się jakieś bankowe żarty zebrać.

Na koniec chciałbym zapytać pana o plany zawodowe na 2017 r. Czy po sukcesie albumów „Myśliwiecka” i „Cyniczne córy Zurychu” możemy spodziewać się w najbliższym czasie kolejnych przebojów muzycznych?

– Z przebojami niestety jest tak, że jakby człowiek wiedział, że stworzy autentyczny hit, to by pisał bez przerwy, a na to składa się mnóstwo spraw i sprzyjających okoliczności. Na pewno mam zamiar pisać piosenki, ale nie hurtowo i wątpię, że wystarczy tego materiału na kolejną płytę, która ukazałaby się w najbliższym czasie. A inne plany? Przyznam szczerze, że staram się nie patrzeć w kalendarz dalej niż za 2–3 dni. Mogę jednak śmiało powiedzieć, że plany jak zawsze ogólnokrajowe, w ostatnim czasie dużo czasu spędzam w samochodzie i mam przyjemność spotykać się z publicznością w wielu zakątkach Polski. Mam nadzieję, że tak będzie nadal.

Dziękuję za rozmowę.

– Ja również dziękuję i życzę wszystkiego dobrego z okazji jubileuszu.

image

Zbigniew Wodecki

Wystąpił w 2011 r. podczas koncertu jubileuszowego w Filharmonii Narodowej z okazji 20-lecia Związku Banków Polskich.

Jeden z najbardziej uznanych i rozpoznawalnych polskich artystów. Piosenkarz, kompozytor, ale także skrzypek i trębacz. Autor i wykonawca wielu znanych piosenek o zróżnicowanej charakterystyce.

image

Tadeusz Woźniak

Wystąpił w 1996 r. podczas koncertu z okazji otwarcia Klubu Bankowca.

Muzyk, kompozytor oraz wokalista. Wykonawca autorskich gitarowych ballad oraz twórca muzyki teatralnej i filmowej. Za piosenkę „Zegarmistrz światła” został nagrodzony na Festiwalu Piosenki Polskiej w Opolu w 1972 r.