Banki spółdzielcze: Czy banki spółdzielcze zaktywizują polską wieś?

NBS 2016/10

Banki spółdzielcze: Czy banki spółdzielcze zaktywizują polską wieś?

Działalność banków spółdzielczych w społecznościach lokalnych powinna stanowić remedium na ogólny spadek aktywności obywatelskiej Polaków, w szczególności żyjących na obszarach wiejskich. Postulat ten, wysunięty przez Krzysztofa Pietraszkiewicza, prezesa Związku Banków Polskich podczas tegorocznego Forum Liderów Banków Spółdzielczych (FLBS), stanowi w istocie odniesienie do pierwotnej roli, jaką w kształtowaniu się nowoczesnej gospodarki na ziemiach polskich odegrały lokalne instytucje finansowe.

Karol Jerzy Mórawski

Zwrot w kierunku uniwersalnych wartości, jakie przeszło półtora wieku temu położyły zaczyn pod funkcjonowanie spółdzielczości finansowej w Polsce, staje się kierunkiem szczególnie aktualnym również obecnie, w dobie smartfonów, bankowości mobilnej i technik omnikanałowych. Nie ulega bowiem wątpliwości, że polska wieś znajduje się obecnie w momencie równie przełomowym co w chwili tworzenia się pierwszych banków spółdzielczych, kiedy to definitywny kres gospodarki folwarczno-pańszczyźnianej zmusił dotychczasowych poddanych do stawania się obywatelami w pełnym tego słowa znaczeniu. Dane zaprezentowane podczas FLBS przez prof. dr hab. Jerzego Wilkina, kierownika Zakładu Integracji Europejskiej w Instytucie Rozwoju Wsi i Rolnictwa Polskiej Akademii Nauk, nie pozostawiają wątpliwości: gospodarka rolna przestała być podstawą egzystencji wiejskich społeczności. Aż 60% mieszkańców obszarów wiejskich nie ma żadnego związku z rolnictwem, a typowi rolnicy stanowią jedynie 10% ludności polskiej wsi. Na niektórych obszarach wskaźnik ten jest jeszcze bardziej niekorzystny; Adam Dudek, prezes Banku Spółdzielczego w Limanowej, szacuje liczbę rolników aktywnych na terenie działania swej placówki na zaledwie 4%.

nbs.2016.10.foto.015.a.267xKarol Jerzy Mórawski

Absolwent Wydziału Historycznego Uniwersytetu Warszawskiego. Autor wielu publikacji z zakresu krajoznawstwa, dziejów Warszawy oraz polskiej motoryzacji. Współpracował m.in. z redakcjami dzienników „Życie”, „Dziennik – Polska, Europa, Świat” oraz „Polska The Times”. Od 2010 r. współpracuje z Wydawnictwem Centrum Prawa Bankowego i Informacji, przygotowując artykuły dla „Miesięcznika Finansowego BANK”, „Nowoczesnego Banku Spółdzielczego”, „Kuriera Finansowego – Nowoczesne Zarządzanie Biznesem” oraz portalu aleBank.pl.

Od importera do ekspansji zagranicznej

Postawioną przez prof. Wilkina tezę o stopniowym zacieraniu się różnic pomiędzy miastem a wsią potwierdza również struktura przychodów osiąganych przez mieszkańców obszarów wiejskich. Na pierwszym miejscu, analogicznie jak w miastach, znalazła się praca najemna, drugą pod względem wielkości kategorią przychodów są świadczenia z systemu emerytalno-rentowego, co komponuje się z obserwowanym od dłuższego czasu zjawiskiem starzenia się polskich wsi. Gospodarka rolno-spożywcza zajmuje w tym rankingu dopiero odległe, trzecie miejsce. Dodatkowo należy uwzględnić fakt, że ponad 50% przychodów z pracy rolnej pochodzi z różnego rodzaju dotacji i subwencji; to właśnie z tej przyczyny w środowiskach wiejskich czterech na pięciu mieszkańców popiera przynależność Polski do Unii Europejskiej. Jeżeli porównać te statystyki z rokiem 1999, kiedy to jedynie co czwarty rolnik uchodzić mógł za euroentuzjastę, widać, jak wielka transformacja dokonała się również pod względem świadomości mieszkańców obszarów wiejskich. Wsparcie unijne oraz dynamiczny rozwój przemysłu przetwórczego sprawiły, że w ciągu ostatnich kilkunastu lat nasz kraj stał się znaczącym eksporterem żywności – podczas gdy jeszcze w roku 2002 saldo wymiany zagranicznej w tej branży wskazywało ewidentną przewagę importu.

Niestety, wieloletniego zapóźnienia nie dało się prosto nadrobić w ciągu zaledwie ćwierćwiecza. Przeszkodą dla dalszego rozwoju cywilizacyjnego polskiej wsi pozostaje nadal niekorzystna struktura agrarna. Jedynie 30% polskich gospodarstw rolnych przekracza swym obszarem 50 ha, podczas gdy w wielu krajach starej Unii mniejsza jest jedynie co dziesiąta farma. A to sprzyja ekstensywnemu korzystaniu z gruntu lub zgoła zaprzestaniu produkcji rolnej; wielu starszych gospodarzy decyduje się na utrzymanie wyłącznie ze świadczeń otrzymywanych z KRUS.

Wykorzystać kapitał zaufania

W jaki sposób lokalna bankowość może wykorzystać te zmiany, by optymalnie realizować zarówno misyjny, jak również biznesowy cel działalności? Punktem wyjścia powinien być oczywiście wysoki poziom zaufania mieszkańców wsi do lokalnych instytucji finansowych. Przytoczone przez eksperta TNS Polska dr. Marcina Idzika dane potwierdzają, że bankowość lokalna wciąż góruje nad komercyjną choćby pod względem ilości pozytywnych rekomendacji. Zdaniem samych bankowców, zaufania tego nie były w stanie naruszyć ani perturbacje związane ze SKOK-ami, przez niektórych mylnie utożsamianymi z sektorem spółdzielczym, ani też ubiegłoroczny upadek SKbanku Tymczasem to właśnie rynkowe giganty postrzegane są jako główni rywale – przypomniała o tym prof. Ewa Miklaszewska z Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie, powołując się na badania przeprowadzone wśród samych spółdzielców. Dodatkowym atutem, o którym duże instytucje finansowe mogą jedynie pomarzyć, jest dogłębna znajomość realiów panujących na lokalnym rynku. Równocześnie jednak spore wątpliwości budzić musi defensywne podejście wielu banków spółdzielczych. Wyniki ankiety przeprowadzonej wśród samych bankowców nie pozostawiają wątpliwości: dla większości lokalnych instytucji finansowych celem strategicznym jest utrzymanie dotychczasowej pozycji na rynku. A to może być utrudnione z dwóch przyczyn. Po pierwsze, informatyzacja obszarów wiejskich sprawia, że konkurencja poprzez kanały internetowe bez problemu dociera na obszary będące dotychczas domeną spółdzielców. Po drugie – i to jest stokroć bardziej niepokojące – zaangażowanie młodego pokolenia w bankach spółdzielczych prezentuje się niepokojąco. – Do banków spółdzielczych nie ma napływu młodzieży. Tak na dłuższą metę nie da się funkcjonować – stwierdził Marcin Idzik, odnosząc się do rosnącej średniej wieku klienta lokalnych placówek. Jeszcze w roku 2000 kształtowała się ona na poziomie 46,5 roku, natomiast piętnaście lat później osiągnęła poziom 53 lat. Omijanie lokalnych placówek przez klientów z pokolenia Y i Z nie sposób wytłumaczyć jedynie dynamicznym rozwojem kanału internetowego czy mobilnego; ekspert TNS przypomniał, że to właśnie młodzi ludzie najczęściej zaczynają bankowanie od wizyty w oddziale. – Ta grupa społeczna odczuwa wbrew pozorom bardzo silną potrzebę więzi, autentyczności. Banki spółdzielcze to mają – skwitował Marcin Idzik.

Bank spółdzielczy to nie elitarny klub

– Co zrobić, żeby zmienić sytuację? Powinniśmy wrócić do korzeni, do podstawowych zasad spółdzielczości – taką receptę na zwiększenie zaangażowania członków lokalnych spółdzielczości w bankowość spółdzielczą przedstawił Cezary Maciejewski, prezes Kujawsko- Dobrzyńskiego Banku Spółdzielczego. Zauważył on, iż – niezależnie od zewnętrznych uwarunkowań natury społecznej czy ekonomicznej – same banki również przyczyniły się do spadku zaangażowania mieszkańców. Podyktowana dążeniem do szybkiego wzrostu wyników sprzedaż tzw. wysokokwotowych udziałów komercyjnym inwestorom czy „budowanie elitarnych spółdzielni” to najprostsza droga do alienacji banku spółdzielczego. – Zasada otwartego i nieograniczonego członkostwa to absolutna podstawa – podkreślił Cezary Maciejewski. W podobnym duchu wypowiedział się zwierzchnik Banku Spółdzielczego w Limanowej, który na tle całego sektora wyróżnia się wciąż rosnącą liczbą członków; tylko w ubiegłym roku grono udziałowców banku zwiększyło się o 915 nowych osób. – Żeby spółdzielnia żyła, musi pozyskiwać członków; kontakt z nimi przekłada się na zacieśnianie więzi, dzięki czemu bank buduje swą pozycję – wskazał Adam Dudek. Za przywróceniem sensu zaangażowania mieszkańców obszarów wiejskich w bankowość lokalną opowiada się również prezes ZBP, który zaproponował nawet powołanie specjalnej grupy roboczej mającej za cel zredefiniowanie sensu przynależności i uczestnictwa w lokalnych instytucjach finansowych. – W Polsce odnotowaliśmy spadek aktywności społecznej jako takiej; jeżeli chcemy ponownie zwiększyć tę aktywność, to jest tu miejsce i rola dla bankowości lokalnej – podkreślił Krzysztof Pietraszkiewicz. Wzorem dla polskich spółdzielców mogą być choćby doświadczenia Finów w tej materii; prof. Ewa Miklaszewska przypomniała, iż w kraju tym kryzys zaowocował podjęciem szeroko zakrojonych działań, mających za cel zwiększenie zaangażowania mieszkańców w banki lokalne. – Placówki te postawiły sobie za punkt honoru zwiększenie liczby członków i zaktywizowanie już obecnych poprzez liczne promocje i wszelkiego rodzaju zachęty – przypomniała przedstawicielka Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie. Taka budowa silnej i trwałej podstawy konieczna jest zwłaszcza w obecnych, „ciekawych czasach”: jeszcze trzy lata temu sami bankowcy oceniali otoczenie rynkowe jako stabilne, dziś zdecydowana większość przedstawicieli sektora spółdzielczego jest zgoła innego zdania.

Wspólnie finansujmy zaawansowane projekty

Samo zwiększanie grona członków i ich aktywizacja to jednak zbyt mało, by mówić o pełnej reinterpretacji funkcjonowania polskiej bankowości spółdzielczej. Elementem niezbędnym jest również aktywna działalność na rzecz rozwoju lokalnego środowiska, w tym w szczególności wsparcia przedsiębiorczości. Do realizacji tego celu znakomicie można wykorzystać wciąż aktywne instrumenty unijne; prezes Kujawsko-Dobrzyńskiego Banku Spółdzielczego przypomniał, że tylko dzięki inicjatywie JEREMIE w ostatnich czterech latach sfinansowano 144 przedsięwzięcia, w tym 42 start-upy, tworząc w ten sposób nowe miejsca pracy. Działania wspierające lokalny biznes spółdzielcy mogą też podejmować wspólnie z samorządami szczebla gminnego i powiatowego; przykładem takowego współdziałania jest spółka poręczeniowa, utworzona przez Kujawsko-Dobrzyński Bank Spółdzielczego oraz miasto Włocławek. – Partnerska współpraca z samorządami otwiera nam szerokie pole do działania. Musimy aktywnie uczestniczyć w tych procesach – zauważył Cezary Maciejewski. Bartosz Kublik, prezes Banku Spółdzielczego w Ostrowi Mazowieckiej, zwrócił uwagę na jeszcze jedno wyzwanie, wiążące się z finansowaniem lokalnego biznesu, jakim jest narastająca asymetria pomiędzy lokalnymi bankami a ich tradycyjnymi klientami. Dynamicznie rozwijające się przedsiębiorstwa z branży przetwórczej coraz częściej potrzebują finansowania na poziomie, jakiego nie jest w stanie zapewnić pojedynczy bank. To wyzwanie może się paradoksalnie okazać szansą, w tym przypadku na budowę struktur o charakterze konsorcjalnym pomiędzy poszczególnymi placówkami funkcjonującymi w ramach zrzeszenia, a nawet zaangażowanie w ich tworzenie samego banku zrzeszającego. Pełne poparcie dla takiej formy współdziałania zadeklarował Zdzisław Kupczyk, prezes Banku Polskiej Spółdzielczości.

Samorządy potrzebują od banków nie tylko pieniędzy

Na partnera w postaci banków spółdzielczych czeka tymczasem nie tylko lokalny biznes. Istotnym kierunkiem pozwalającym na umocnienie pozycji lokalnych instytucji finansowych jest współpraca z samorządami. O tym, jakie korzyści dla obu stron może przynieść taka kooperacja opowiadał prezes Banku Spółdzielczego w Limanowej. – Udało się nam wykreować wspólnotę interesów. Obsługujemy starostwo i wszystkie jednostki wokół starostwa – podkreślił Adam Dudek. Działalność limanowskiego banku zasługuje na wzmiankę jeszcze z jednej przyczyny; na tym samym terenie co Bank Spółdzielczy w Limanowej funkcjonuje bowiem inna lokalna instytucja finansowa. Obie placówki podzieliły się samorządowym tortem w ten sposób, że jedna z nich obsługuje starostwo, druga natomiast siedem samorządów gminnych funkcjonujących na terenie powiatu. To doskonały przykład, jak unikać bratobójczej konkurencji pomiędzy spółdzielcami. Warto podkreślić, że atrakcyjne finansowanie nie jest jedynym wsparciem, jakie lokalne banki mogą zaoferować gminom czy powiatom. Prezes limanowskiego banku przywołał tu przykład lokalnego szpitala powiatowego, który jeszcze kilka lat temu znajdował się na granicy wypłacalności. Zaangażowanie banku w sanację tej placówki nie sprowadziło się tylko do kolejnych transz kredytowych, ale objęło również edukację pracowników szpitala w zakresie efektywnego zarządzania finansami.

Proces budowania nowych relacji pomiędzy bankiem a lokalną społecznością byłby niepełny, gdyby pominąć najważniejszego interesariusza – czyli zwykłego Kowalskiego. Relacyjny charakter bankowości spółdzielczej jest bowiem niczym szlachectwo, które zobowiązuje. Niekiedy owo wyjście ku klientowi dokonuje się w sposób dosłowny – jak w przypadku limanowskiej placówki. W momencie uruchomienia dopłat dla rolnictwa bank ten zatrudnił dodatkowo 30 pracowników i uruchomił na wsiach tzw. punkty lotne; bankowi doradcy docierali dosłownie pod strzechy. – Dzięki temu 85% dopłat w powiecie przechodzi przez nasze rachunki bankowe do dziś – zaznaczył Adam Dudek. Bank spółdzielczy powinien być również otwarty na finansowanie inicjatyw społecznych na obszarach wiej skich, zarówno tradycyjnych, jak zespoły sportowe, koła gospodyń wiejskich czy jednostki OSP, jak również nowoczesnych, tworzonych w oparciu o organizacje pozarządowe i unijne programy aktywizacji wsi.

Pakt dla obszarów wiejskich: należycie uwzględnić banki lokalne

Wyznaczenie bankom spółdzielczym stałej i silnej pozycji w życiu społeczności wiejskich staje się zadaniem szczególnie doniosłym w obliczu przygotowywanego przez rząd Paktu dla obszarów wiejskich. – Jak skonstruować odpowiednie, atrakcyjne i opłacalne instrumenty finansowe dla rolników, biorąc pod uwagę, że nasza struktura agrarna jest rozproszona, a znaczna liczba rolników gospodarujących w nich nie dysponuje wystarczającym doświadczeniem w wykorzystywaniu instrumentów finansowych? – to pytanie, postawione podczas FLBS przez Dariusza Niecia, dyrektora Departamentu Rozwoju Obszarów Wiejskich w Ministerstwie Rolnictwa i Rozwoju Wsi, odnosi się w pierwszej kolejności właśnie do bankowości spółdzielczej. Kwestia ta staje się paląca z kilku powodów. Po pierwsze, dotychczasowa forma unijnej pomocy dla polskiej wsi zbliża się już ku końcowi. Znane polskiej wsi dotacje coraz częściej zastępowane będą instrumentami o charakterze zwrotnym, do których obsługi rolnikom potrzeba znacznie więcej wiedzy finansowej lub wsparcia ze strony zewnętrznego eksperta. Zmienia się również model instytucji realizujących wypłaty środków. Jarosław Sierszchulski, zastępca prezesa Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa, przypomniał, że obecna struktura, bazująca na dwóch czy trzech placówkach wsparcia dla rolnictwa, mocno się zdezaktualizowała. Nie oznacza to oczywiście, iż ARiMR, która przez 20 lat swej działalności umożliwiła udzielenie finansowania na kwotę przeszło 57 mld zł, odejdzie bezpowrotnie do historii; jej miejsce zajmie nowa agencja płatnicza, która przejmie ponad 80% aktywności dotychczasowej. I wreszcie najistotniejsza przemiana zakładana przez pakt – czyli upowszechnienie nowoczesnego zarządzania na obszarach wiejskich. Zdaniem Ministerstwa Rolnictwa to klucz do przemian jakościowych i strukturalnych na polskiej wsi. – Efektem tych skoordynowanych działań powinno być wzmocnienie funkcji wsi, promowanie zrównoważonego rozwoju na rzecz odejścia od doktryny polaryzacyjno-dyfuzyjnej – zadeklarował dr Ryszard Zarudzki, wiceszef tego resortu. Realizację tak ambitnych planów wprost trudno wyobrażać sobie bez znaczącego udziału bankowości spółdzielczej jako zaplecza finansowego i eksperckiego polskiej wsi. W tym kontekście wymiaru nie tylko symbolicznego nabiera gest prezesa ZBP, który podczas sesji inauguracyjnej Forum Liderów Banków Spółdzielczych przekazał na ręce wiceszefa resortu rolnictwa propozycje sektora bankowego do Paktu dla obszarów wiejskich. Nie można mieć bowiem najmniejszych wątpliwości: jakakolwiek strategia rozwoju polskiej wsi, która w niedostatecznym stopniu uwzględniać będzie siłę i potencjał naturalnego zaplecza ekonomicznego, nie będzie w stanie sprostać jakże licznym wyzwaniom stojącym dziś przed społecznościami lokalnymi.