Fajne dwadzieścia pięć lat

BANK 2016/12

Fajne dwadzieścia pięć lat

Z dr. Mieczysławem Groszkiem, wiceprezesem Związku Banków Polskich rozmawiał Krzysztof Mika.

Mieczysław Groszek

Dr ekonomii, od grudnia 2010 r. wiceprezes Związku Banków Polskich. Reprezentuje ZBP w Europejskiej Federacji Bankowej w Brukseli jako członek komitetu wykonawczego. Z bankowością związany jest od 1990 r.: był wiceprezesem zarządu Banku Własności Pracowniczej S.A.; w Polskim Banku Rozwoju S.A. pełnił kolejno funkcje głównego ekonomisty, członka, wiceprezesa i prezesa zarządu; był wiceprezesem zarządu BRE Banku S.A., dyrektorem generalnym, a potem prezesem MHB Mitelleuropäische Handelsbank AG Deutsch-Polonische Bank we Frankfurcie nad Menem. Od 2002 do 2010 r. pełnił funkcję prezesa zarządu BRE Leasing Sp. z o.o. W latach 1973-1991 pracownik naukowy SGH w Katedrze Ekonomii. Obecnie wiceprzewodniczący Rady Nadzorczej Krajowej Izby Rozliczeniowej S.A. W latach 2003-2010 przewodniczący i wiceprzewodniczący Związku Polskiego Leasingu, członek zarządu Leaseurope w Brukseli. Autor wielu publikacji naukowych oraz ekspertyz z zakresu bankowości i finansów. Kierował zespołem przygotowującym ustawę o restrukturyzacji finansowej przedsiębiorstw i banków (1992-1993).

Jak wyglądało pańskie spotkanie ze Związkiem Banków Polskich?

– Mojemu spotkaniu z ZBP towarzyszyło pewne zdziwienie i można powiedzieć wręcz zaskoczenie. Doświadczenia wynikające z pracy naukowej, a potem z działalności w bankowości komercyjnej dawały pewne wyobrażenie o funkcjonowaniu takiej organizacji, jaką powinien być Związek Banków Polskich – jeszcze jedna instytucja lobbingowa, bo taki jest podstawowy cel działania każdej izby gospodarczej, a nią w istocie jest ZBP. Jakież było moje zaskoczenie i zdziwienie, kiedy po rozpoczęciu pracy w ZBP okazało się, że moje wyobrażenia są mocno nieprecyzyjne. Oprócz reprezentowania interesu grupowego określonego sektora zetknąłem się z działaniami na rzecz interesu społecznego, interesu polskiej gospodarki jako całości. Banki i ich interes owszem, ale właśnie w szerszym kontekście gospodarczym i społecznym. Było to sprzeczne z moimi wyobrażeniami. Wkrótce jednak okazało się, że to jest właściwa droga i co więcej dalekowzroczna. Innymi słowy myślenie w kategoriach makro, a nie tylko w kategoriach wąskiego interesu branży.

Czy zatem kolejne rządzące ekipy doceniły i doceniają takie podejście ZBP?

– Zacznę może od kwestii, nazwijmy ją, anegdotycznej. Takim świadectwem pozytywnego stosunku do ZBP jest sprawa przepustek. Otóż od lat mamy stałe przepustki do Sejmu. Jest to zdarzenie rzadkie i często podlegające różnym weryfikacjom, niezależnie nawet od tego, czy na „szczytach” władzy nastąpiły zmiany. Taki drobiazg. A tak poważnie rzecz ujmując, ZBP uczestniczy obecnie w coraz większej liczbie konsultacji… Choć – jak powszechnie wiadomo – obecnie rządzący nie darzą sektora finansowego specjalnym uczuciem.

A tak konkretnie z czego, jak pan sądzi, to wynika?

– Jak wspomniałem wcześniej, ZBP nie zajmuje się wyłącznie reprezentowaniem wąsko rozumianych interesów branży, ale ta pozycja uznanego partnera konsultacji wynika również z czego innego. Udało się nam, po pierwsze, zdobyć pozycję eksperta. Po drugie – dzięki konsekwentnemu podejściu makroekonomicznemu nasze wypowiedzi mają charakter opiniotwórczy. To podejście dotyczy, co pragnę podkreślić, zarówno sfery bankowej, jak i gospodarczej sfery pozabankowej. To zasługa bardzo rozbudowanej w ZBP działalności analitycznej i prawnej w Centrum Prawa Bankowego i Informacji.

Może jakieś przykłady?

– Weźmy pierwszy z brzegu, tak bardzo obecnie aktualny i budzący tyle emocji. Sprawa kredytów frankowych. Nie ma sensu przytaczać proponowanych przez nas rozwiązań – wszyscy je znają. Warto natomiast zwrócić uwagę na to, jak – mimo że powinniśmy reprezentować interes banków – staramy się wyważyć rozwiązania w tym zakresie, tak aby nie obciążyć nadmiernie banków, a jednocześnie pomóc klientom. A o tym, że sprawa jest nadzwyczaj skomplikowana, świadczy choćby brak od ponad roku jakichkolwiek ustaw w tym zakresie, mimo obietnic ze strony najwyższych władz. Nie można pogrążyć sektora, przerzucając na niego wszystkie koszty. Z drugiej strony – nie można nie pomóc klientom, szczególnie tym w trudnej sytuacji. Tym bardziej że wspomniane nadmierne obciążenie banków prędzej czy później odbije się na funkcjonowaniu gospodarki. Wyważone rozwiązania są tym bardziej potrzebne, że prezentowane koncepcje rozwiązań ustawowych są bardzo niedoskonałe.

imageWróćmy jeszcze do kwestii z początku naszej rozmowy: stwierdzenia o makroekonomicznym podejściu widocznym w działaniach ZBP. Tak konkretnie na czym ono polega?

– Zasygnalizowałem to wcześniej: równoważne podejście do interesów branży i interesów klienta. Branża będzie się rozwijała, jeśli klient będzie traktowany w sposób partnerski. Po prostu na usługach finansowych trzeba zarabiać mądrze. I nowocześnie. Temu służą również wszelkie działania dotyczące bezpieczeństwa obrotu, ochrona przed różnymi formami ataków cybernetycznych, wyłudzeniami. To np. system informacji o nieruchomościach, system zabezpieczenia przed użyciem skradzionych czy zagubionych dokumentów. Wiąże się to z cyfryzacją obrotu pieniężnego w Polsce. ZBP był promotorem tych rozwiązań i trzeba to otwarcie powiedzieć, że nie zawsze branża patrzyła przychylnym okiem na nasze propozycje i działania. Może wybiegały one za bardzo w przyszłość, w sytuacji kiedy „na dziś” nie były koniecznie potrzebne.

Tak chyba było z plastikowym pieniądzem?

– No właśnie. Z dzisiejszego punktu widzenia obrót kartami, to „oczywista oczywistość”. Tymczasem jeszcze kilkanaście lat temu banki nie bardzo potrafiły się dogadać co do wspólnych standardów w tym zakresie i ZBP musiał włożyć mnóstwo energii w doprowadzenie do porozumienia. Jak widać, udało się. W ogóle nacisk na rozwój elektronicznych form obrotu był swoistą ucieczką do przodu. Mimo że 25 lat temu w Polsce nie istniał de facto system bankowy, to obecnie można powiedzieć, że należymy do czołówki w tym zakresie i udało się przeskoczyć tak typowy, np. dla bankowości amerykańskiej, etap obrotu czekowego, choć – przez jakiś czas i w ograniczonym zakresie – funkcjonował on i u nas.

Wspomniał pan, że w ciągu ostatnich 25 lat udało się stworzyć sprawnie funkcjonujący system bankowy. Co według pana było szczególnie istotne dla tego procesu?

– Chciałbym przypomnieć coś, o czym dość rzadko się obecnie mówi, a co moim zdaniem miało kapitalne znaczenie dla tego procesu. Mianowicie ustawę o restrukturyzacji finansowej przedsiębiorstw i banków [Ustawa z dnia 3 lutego 1993 r. o restrukturyzacji finansowej przedsiębiorstw i banków oraz o zmianie niektórych ustaw – Dz.U. 1993 nr 18 poz. 82 – przyp. red.], która w dużym stopniu doprowadziła do sanacji i normalizacji gospodarczego obrotu w kraju. A druga kwestia, to również zapomniana dziś sprawa licencji bankowych, bardzo łatwo kiedyś udzielanych. 10 lat trwało wychodzenie z błędów tego rozwiązania, ale dzięki rozsądnej polityce, promowanej także przez Związek Banków Polskich, udało się ograniczyć liczbę upadłości (m.in. poprzez przejęcia). W efekcie oznaczało to mniej problemów i mniej bałaganu. W przypadku restrukturyzacji finansowej ZBP również zajął właściwą pozycję, czyli wspomagania tego procesu.

Jaki jest pana stosunek do podmiotów zagranicznych w sektorze? Ostatnio chętnie powtarzane jest hasło repolonizacji gospodarki, a w tym i sektora bankowego.

– Nie mam negatywnego stosunku do banków zagranicznych. Chciałbym uniknąć stawiania tez o charakterze politycznym, w związku z czym skoncentruję się na kwestiach, nazwijmy je, technicznych. Otóż, w bankowości są one niezwykle istotne – banki zagraniczne wniosły do Polski wiele nowoczesnych rozwiązań, począwszy od organizacji obrotu, a skończywszy na pracy z klientem. Było od kogo się uczyć. Przecież 25 lat temu bankowość w Polsce de facto nie istniała, było to, podobnie jak w innych sektorach, rozdzielnictwo pieniędzy – pamiętajmy o tym. Jest jeszcze jedna rola kapitału zagranicznego, o której politycy zwycięskiej partii mówią niechętnie – jego obecność ma dodatni wpływ na stabilizację sektora, a co za tym idzie obrotu gospodarczego. Proszę sobie wyobrazić, co powinno być oczywiste dla wszystkich decydentów, skutki wycofania się kapitału z polskiego rynku. To byłoby cofnięcie w wielu aspektach.

Jakie pan widzi aktualne zadania dla Związku Banków Polskich? Ćwierć wieku funkcjonowania ZBP to chyba dobry moment na zastanowienie się nad taką kwestią?

– Zadania są dość jasno określone. Poza sprawami bieżącymi, takimi jak np. sprawa kredytów frankowych, to przede wszystkim realizacja zadań już nałożonych przez regulacje zarówno unijne, jak i krajowe (one są często rozłożone na lata, co świadczy o ich kompleksowości ) oraz wskazania dyrektyw obecnie wydawanych lub przygotowywanych, jak PSD2 czy tzw. Bazylea 4. Chciałbym położyć nacisk na szersze zagadnienie, które obecnie dotyczy bankowości na całym świecie: bezpieczeństwo obrotu elektronicznego. A więc stworzenie kanału przepływu informacji i dokonywania transakcji odpornego na ataki hakerskie. Bez tego nie można iść dalej w dotychczasowym tempie w zakresie rozwoju nowego typu bankowości, czyli bankowości elektronicznej. A zagrożenia są ciągle realne. Kolejna kwestia to zmiany w regulacjach prokonsumenckich Unii Europejskiej i krajowych. Inną ważną sprawą jest zapewnienie bezpieczeństwa przy wejściu na rynek płatności, czyli de facto funkcjonowania obok instytucji bankowych podmiotów niebankowych i ich dostępie do informacji, co przewiduje wspomniana wcześniej dyrektywa o usługach płatniczych (PSD2). Ten obrót będzie rósł. Warto również pamiętać o formach finansowania związanych z firmami nowych technologii, polegających na rozwoju instrumentów zwrotnych i usługach określanych mianem „banks with no banking”, czyli niestandardowego finansowania przedsiębiorstw, czasem połączonego z większym ryzykiem. Nie ma już powrotu do tradycyjnych form działania. Natomiast chcę bardzo mocno podkreślić, że tylko banki są w stanie zapewnić bezpieczne formy obrotu. I to jest ich przewaga w konfrontacji z podmiotami niebankowymi. Z drugiej strony – jeśli te banki nie będą stosować nowych technologii, wytwarzanych dzisiaj bardzo często w sektorze niebankowym, m.in. tzw. fintechów, wypadną z obrotu.

A jak jednym zdaniem podsumowałby pan to ćwierćwiecze Związku Banków Polskich?

– Może to zabrzmi nieco kolokwialnie, ale nasuwa się wręcz samo dla kogoś, kto, jak ja, był od początku tego okresu w sektorze bankowym i traktuje to jako jedność zawodowego i „prywatnego” życiorysu. To było fajne 25 lat.

Dziękuję za rozmowę.


Wywiad przeprowadzono 15 listopada 2016 r.