Gospodarka czerwona jak cegła

Blogi / Przemysław Szubański

Tempo rozwoju polskiej gospodarki może przekroczyć 4 proc. I to nie tylko w tym, ale i w przyszłym roku. Ten rok zapowiada się wręcz rewelacyjnie. W III kwartale wzrost gospodarczy mógł zbliżyć się do 5 proc. - szacują ekonomiści dla "Parkietu". Co więcej, zmienia się struktura wzrostu PKB. Po miesiącach "ciągnięcia" go przez konsumpcje prywatną wreszcie przyspieszyły inwestycje. "W ocenie ekonomistów PKO BP mogła ona dojść nawet do 10 proc., po zaledwie 0,8 proc. w II kwartale." - pisze "Parkiet".

Jeśli jest tak dobrze, to co jest źle? Zbyt szybkie tempo rozwoju prowadzi do przegrzania gospodarki. Mieliśmy z tym zjawiskiem do czynienia po szybkim wzroście z lat 2006-2008. Wprawdzie późniejsze spowolnienie – na co zwraca uwagę “Parkiet” – było spowodowane głównie światowym kryzysem, ale i przegrzaniem gospodarki, czego dowodem mogą być bańka na rynku nieruchomości i wysoka inflacja – w 2008 r. zbliżyła się do 5 proc.

Agencja S&P Global Ratings potwierdziła niedawno rating Polski na poziomie “BBB+” z perspektywą stabilną. Ale ostrzega: Polska gospodarka jest elastyczna, otwarta i wydajna. Jednocześnie istnieje ryzyko jej “przestymulowania” z uwagi na kombinację procyklicznej polityki fiskalnej, akomodacyjnej polityki monetarnej, rosnącego popytu zewnętrznego, wzrostu transferów z UE i szybkiego wzrostu płac. Do tego można dodać spadające bezrobocie i efekt 500+ – czyli ucieczkę z pracy kobiet.

Poziom wykorzystania mocy produkcyjnych w przemyśle doszedł w październiku do 81,4 proc. – podał GUS. To najwyżej w historii. Rekordy efektywności biją przy tym największe firmy, tj. zatrudniające powyżej 250 pracowników – wykorzystanie mocy produkcyjnych jest tam obecnie na poziomie 84,4 proc. – pisze portal money.pl.

Maszyny zatem są wykorzystywane “do imentu”, w górę idą wskaźniki wydajności, a za nimi zyski. Można płacić więcej pracownikom. Można czy trzeba? 23,9 proc. firm przemysłowych zgłasza problemy ze skompletowaniem załogi. Żeby pozyskać pracowników, trzeba im więcej płacić. Czyli w firmie zostaje mniej pieniędzy. Produkcja rośnie, moce produkcyjne wykorzystane w znakomitej większości – czyli potrzebne są inwestycje. Nakłady brutto na środki trwałe w sektorze przemysłowym (odpowiedzialny za 27 proc. wartości dodane) były w I półroczu większe o 5,8 proc. niż rok temu, tj. o 1,1 mld zł. W tym samym czasie produkcja sprzedana przemysłu rosła jednak o aż 9,3 proc., tj. o 49 mld zł. Czyli dużo szybciej niż przyrastały inwestycje – podkreśla money.pl. Jednak jednocześnie zatrudnienie zwiększyło się o 3,1 proc., a płace o średnio 5 proc., czyli na wynagrodzenia poszło łącznie o 8,3 proc. więcej. Czyli mniej na inwestycje. Przykład? Największe wykorzystanie mocy produkcyjnych jest w produkcji wyrobów skórzanych – 90,4 proc. Jednocześnie inwestycje w tej branży spadły w I półroczu o 8,2 proc., a produkcja sprzedana wzrosła o 6 proc. Zamiast na inwestycje przedsiębiorstwa wydawały na pracowników, którzy najwyraźniej byli bardziej niezbędni dla zwiększenia produkcji w branży niż nowe maszyny, czy budynki. Zatrudnienie wzrosło o 8,6 proc., a wynagrodzenia poszły w górę o 4,5 proc. Czy długo tak można? Podobna sytuacja może się zacząć klarować w innych branżach. Wtedy o 4 procentach tylko pomarzymy.

Przemysław Szubański