Hejterzy wiedzą lepiej

Blogi / Przemysław Szubański

Internetem wstrząsnęła wiadomość: Bezwzględny konduktor wyrzucił z pociągu chłopca, który pociągiem jechał do szkoły. Dziecko miało bilet, miało też zaświadczenie ze szkoły o prawie do zniżki. Gdyby sprawdziła się chociaż część życzeń internautów dla konduktora, to w najlepszym razie trafiłby on do leprozorium.

Duża część komentujących doskonale wiedziała, jacy są konduktorzy i – oczywiście – brała stronę dziecka. Minął bodajże jeden dzień – i ukazało się dementi Kolei Wielkopolskich. Stwierdza się w nim, że „Nasz pracownik nie doprowadził do „usunięcia” chłopca z pociągu”. I zaprezentowano nagranie z monitoringu, które zdaje się to potwierdzać: konduktor sprawdził bilet i legitymację, usiadł niedaleko, żeby porozmawiać z innym kolejarzem, a chłopiec sam wysiadł z pociągu. Nie wiadomo jednak, co wcześniej powiedział mu konduktor.

Natychmiast pojawili się „wszystkowiedzący”, pewni, że mały poszedł na wagary. Hejterzy konduktora nieco spuścili z tonu podkreślając jednak, że nie wiadomo, co powiedział chłopcu (co jest faktem – słowa konduktora przeciw zeznaniom dziecka). Komentatorzy bardziej obiektywni zwracają uwagę na głupotę sprawdzania legitymacji dzieciom w sytuacji, kiedy w Polsce mamy obowiązek szkolny  i każde dziecko do jakiejś szkoły chodzi.

Nawet jeżeli nie ma pieczątki – a jej brak nie wynika obecnie na ogół z zapomnienia, tylko nawet nie szkoły, a władz, które o pieczątki w odpowiednim czasie nie zadbały.

Ale kwintesencja całej historii nie są kwestie merytoryczne, ale wspomniana „wszechwiedza” internautów. To widać niemal w każdej sytuacji. Wielu z nich bardzo szybko wyciąga (pochopne?) wnioski i wylewa z siebie całą żółć pomieszaną z jadem.

A tematyka jest dowolna: przede wszystkim polityczna, ale i – jak widać na załączonym przykładzie – związana z w sumie drobiazgami. Siedzący przed komputerami są wybitnymi ekonomistami, znawcami sportu, znakomitymi lekarzami et cetera. I oczywiście doskonale wiedzą, co bohater opisywanego przypadku zrobił, myślał, powiedział, jakie były jego intencje, zamiary, plany. Na ogół w tle mamy spiskową teorię dziejów. No i oczywiście język… Zapewne im bardziej ktoś przypomina bohatera piosenki Danuty Rinn, który „Zakłamane swoje racje, Wykrzykuje taki w domu, Śmiesznym szeptem po kolacji”, tym chętniej takie właśnie zakłamane racje wylewa w sieci. Najchętniej anonimowo, bo tak bezpieczniej. Ale nawet gdyby anonimem nie był, to i tak jest i będzie zerem.

Przemysław Szubański

Redaktor Gazety Giełdy i Inwestorów „Parkiet”