Kraje BRICS liczą na mundialowe cuda

Komentarze ekspertów

Trzy lata temu gospodarzem piłkarskich mistrzostw świata była RPA. W przyszłym roku Mundial odbędzie się w Brazylii, a do następnego już szykuje się Rosja. W Chinach w 2008 r. odbywała się olimpiada. Każdy z krajów organizujących takie wydarzenie ma nadzieję, że pomoże to jego gospodarce. Najczęściej jednak kończy się na rachubach.

Aż trudno uwierzyć, że to kwestia przypadku, iż w aż czterech spośród pięciu krajów zaliczanych do grupy najbardziej dynamicznie rozwijających się wśród rynków wschodzących, w ostatnich latach odbyły się lub w najbliższej przyszłości odbędą największe światowe imprezy sportowe, takie jak olimpiada (Chiny 2008 r.), czy piłkarskie mistrzostwa świata (RPA 2010 r., Brazylia 2014 r., Rosja 2018 r.). Jedynie w Indiach nie zapowiada się w najbliższej przyszłości żadne tego typu wydarzenie. Może to i lepiej dla Indii, bowiem przygotowania do ich przeprowadzenia i organizacja pochłaniają niebagatelne kwoty, zaś nadzieje na rozruszanie gospodarki kraju rzadko się spełniają. Jak wskazują doświadczenia RPA i Brazylii, mogą się przy okazji pojawić niekorzystne zjawiska ekonomiczne i społeczne, których negatywne konsekwencje bywają o wiele bardziej trwałe, niż chwilowe korzyści.

Organizacja piłkarskich mistrzostw świata przez RPA przypadła na okres bardzo niekorzystny dla gospodarki tego kraju. Skutki globalnego kryzysu finansowego i następującej po nim recesji, zaczęła ona odczuwać już w połowie 2008 r., jednak gospodarka weszła w fazę kurczenia się w 2009 r. Tym większe nadzieje tamtejsze władze pokładały w ekonomicznych efektach Mundialu. Rzeczywiście, po czterech kwartałach spadków, PKB powrócił na ścieżkę wzrostu już od pierwszego kwartału 2010 r. Wzrost PKB nie osiągnął już jednak 4-5 proc. dynamiki, jaką charakteryzował się przed kryzysem. W kolejnych kwartałach 2010 r. sięgała ona 2,3-3,7 proc., a tego niezbyt imponującego impetu wystarczyło jedynie na półtora roku. Nie ma przy tym żadnego argumentu, że poprawa sytuacji gospodarczej była efektem organizacji mistrzostw, choć niewątpliwie w jakimś stopniu i ona się do tego przyczyniła. Lata 2010-2011 były okresem prosperity w większości krajów świata, napędzanej przez nadzwyczajne posunięcia największych banków centralnych świata. Z kolei oszacowanie wpływu mistrzostw na tempo wzrostu PKB jest przedsięwzięciem karkołomnym.

Choć trudno zaprzeczyć, że wielkie wydarzenia sportowe mają wpływ na gospodarkę, głównie poprzez inwestycje związane z ich przygotowaniem, a następnie zachowania konsumentów, to jednak z oszacowaniem skali tego wpływu sprawa nie jest prosta. „Efekt Mundialu” szacowany jest przez niezależnych ekspertów na 0,4-0,7 proc. PKB, w zależności od kraju, w którym impreza się odbywa (w przypadku Niemiec ocenia się, że było to 0,3 proc.). Często skalę tego wpływu kojarzy się też z wynikami sportowymi, osiąganymi przez poszczególne reprezentacje (ma to głównie związek z czasem, w trakcie którego utrzymują się dobre, pro popytowe nastroje kibiców, im dłużej reprezentacja pozostaje w grze, tym większe wydatki konsumpcyjne, wpływy z reklam, turystyki itp.).

Tempo wzrostu gospodarek RPA i Brazylii (dane urocznione, w proc.)
131026.rpa.brazylia.pazdziernik2013.01.569x267
Źródło: OECD.

Według różnych szacunków RPA wydała na organizację mistrzostw od 6 do 10 mld dolarów. Tamtejsze władze liczyły, że przyczynią się one do wzrostu PKB o 1 proc. W rzeczywistości z większości optymistycznych oczekiwań niewiele zostało. Liczono na przykład, że w związku z mundialowymi inwestycjami powstaną miejsca pracy dla ponad 400 tys. osób. W ciągu kilku lat przygotowań przybyło ich zaledwie 130 tys., a spora część z nich znikła po zakończeniu prac. Także turystów przybyło do RPA znacznie mniej niż się spodziewano. Jeszcze przed rozpoczęciem rozgrywek ministerstwo finansów szacowało efekt na 0,4 proc. PKB. W ocenie niezależnych ekspertów efekt mógł wynieść od 0,2 do 0,5 proc. PKB. Skutkiem ubocznym inwestycyjnego boomu były wygórowane żądania płacowe, nie tylko budowlańców, ale także zatrudnionych w transporcie, energetyce, a nawet nauczycieli i pielęgniarek. To spowodowało wzrost presji inflacyjnej.

Brazylia, która na mundial zamierza wydać 13,6 mld dolarów, podobne jak RPA ma wielkie nadzieje na pozytywny impuls. Tym bardziej, że tamtejsza gospodarka w ciągu ostatnich trzech lat mocno ucierpiała. Tempo jej wzrostu zmniejszyło się z 9,3 proc. na początku 2011 r. do zaledwie 0,5 proc. w 2012 r. Od połowy ubiegłego roku ta negatywna tendencja ulega odwróceniu, jednak sięgające 3,3 proc. urocznione tempo wzrostu PKB w drugim kwartale 2013 r. zdecydowanie odbiega w dół od wieloletniej średniej dla tego kraju, wynoszącej 5-6 proc. Widoczne są już podobne negatywne zjawiska, jak wcześniej w RPA. W prasie głośno już o gigantycznym wzroście cen miejsc w hotelach i biletów lotniczych. Ten dodatkowy impuls cenowy w kraju, w którym inflacja sięga 6 proc. może okazać się bardzo niebezpieczny. Okiełznanie go może wymagać zaostrzenia polityki pieniężnej, co negatywnie odbije się na gospodarce. Organizacja mundialu może jednak niewątpliwie korzystnie oddziaływać na brazylijską gospodarkę, która cierpi z powodu niskiego poziomu inwestycji. Relacja inwestycji do PKB sięga tam około 20 proc. Dla porównania w Chinach, także wchodzących w skład grupy BRICS, wynosi ona niemal 50 proc. Brazylijskie władze już od kilku lat pobudzają tempo inwestycji kolejnymi programami stymulacyjnymi. Tempo wzrostu gospodarczego przez dłuższy czas podcinało jednak dynamiczne umocnienie waluty, nakręcane potężnym napływem zagranicznego kapitału (efekt luźnej polityki pieniężnej głównych banków centralnych świata). Podejmowane przez brazylijskie władze kontrowersyjne posunięcia, mające na celu przeciwdziałanie tym zjawiskom rzeczywiście odniosły skutek. Tyle tylko, że teraz Brazylia ma problem z gwałtownym odpływem kapitału, a real od dwóch lat należy do najbardziej dynamicznie osłabiających się walut. Efekt mundialu może mieć dłuższy żywot niż w przypadku RPA, głównie dlatego, że w 2016 r. w Brazylii odbywać się będzie także olimpiada.

Choć piłkarskie mistrzostwa odbędą się w Rosji dopiero w 2018 r., już teraz rząd szacuje wydatki na ten cel na 22 mld dolarów. Jednak agencja Standard & Poor’s ocenia, że mogą one być niemal dwukrotnie wyższe i wyniosą 43 mld dolarów. Trzeba przy tym pamiętać, że na przyszłoroczną zimową olimpiadę w Soczi Rosjanie wydali już co najmniej 50 mld dolarów. To około trzykrotnie więcej, niż koszty poniesione na igrzyska w Londynie (14,3 mld dolarów). To spore obciążenie dla rosyjskich finansów, które i tak są w nienajlepszym stanie. Jeszcze kilka miesięcy temu przedstawiciele tamtejszych władz przyznawali, że być może konieczne będzie sięgnięcie do rezerw walutowych. Mundialowy impuls, wspierający wzrost gospodarczy, może nie być w stanie zrównoważyć budżetowych kłopotów.

Niemal zawsze przedstawiciele organizatorów podkreślają, że efektem imprez jest poprawa infrastruktury, wizerunku kraju oraz satysfakcja i duma narodowa. O konkretnym bilansie zysków i strat wypowiadają się mniej chętnie i bardziej oględnie. W analizach pomija się zwykle obciążenia budżetów państw wydatkami, sięgającymi dziesiątek miliardów dolarów i konsekwencje z tym związane. Niezależnie jednak od faktycznych i domniemanych korzyści, piłkarskie mistrzostwa świata i olimpiady nie są i nie będą remedium na kłopoty, z którymi borykają się krajów grupy BRICS i z coraz bardziej licznymi zagrożeniami, jakie przed nimi stoją.

Roman Przasnyski
Open Finance