Mroczny przedmiot pożądania

Andrzej Lazarowicz / Blogi

Światem zaczęła rządzić jesień, Topi go w żółci i czerwieni. A ja tak pragnę, czemu nie wiem, Uciec pociągiem od jesieni…

– śpiewała kiedyś Maryla Rodowicz, choć tak naprawdę jako pierwsi piosenkę wykonali muzycy „Czerwonych Gitar”. Jej słowa napisała poetka Magda Czapińska, muzykę zaś Seweryn Krajewski. Ale nie chodzi mi o to kto i co, nawet nie o jesień, nawet nie o ucieczkę, ale o rządzenie. A dokładniej o żądzę władzy. I dążenie do niej. Jesień, choć rządzi nam bardziej lub mniej miłościwie od 22 września, wcale do władzy się nie pcha. Przejęła ją, zgodnie z biegiem pór roku, od lata i odda ją nieco za ponad dwa miesiące zimie. Nie pcha się, bo nie kieruje nią żądza władzy, więc i jej się nie poddaje.

Co innego człowiek. O, ten to potrafi o władzy i śnić, i marzyć. Osobliwie tym bardziej, im w rzeczywistości jest mniejszy. Co słusznie zauważył swego czasu Stefan kardynał Wyszyński, prymas Polski: władza imponuje tylko małym ludziom, którzy jej pragną, by nadrobić swą małość. Człowiek naprawdę wielki, nawet gdy włada, jest sługą. A zapewne oprócz nadrobienia chodzi też i o wypełnienie czymś życia wewnętrznego. Wspomniał o tym Richard Flanagan, australijski pisarz, historyk i filmowiec, potomek zesłańców irlandzkich, w „Księdze ryb Williama Goulda”: żądza władzy, doszedł do wniosku w ostatnich chwilach świadomości, jest najsmutniejszym przejawem życia wewnętrznego, przejawem braku miłości, a co gorsza, umiejętności kochania.

Co więcej, żądza ta nigdy nie zostaje zaspokojona, a choć ma swój początek, to nie ma końca. Ursula Kroeber Le Guin, amerykańska pisarka SF i fantasy, stwierdziła onegdaj: żądza władzy nie istnieje bez wzrostu. Osiągnięcie celu anuluje ją. Aby istnieć, żądza władzy musi wzrastać przy każdym spełnieniu, czyniąc z niego jedynie stopień do kolejnego spełnienia. Im większa jest uzyskana władza, tym bardziej rośnie apetyt na nią.

A wracając do zaspokojenia, to – aż sam się boję, że to przypuszczenie może się okazać prawdą – może żądni władzy mają jakieś z tym problemy. Rzekł wszak Henry Kissinger, właściwie Heinz Alfred Kissinger (amerykański polityk i dyplomata; doradca ds. bezpieczeństwa narodowego oraz sekretarz stanu podczas prezydentury Richarda Nixona i Geralda Forda, laureat pokojowej Nagrody Nobla w 1973 r.): władza to największy afrodyzjak.