Najlepiej zarządzane samorządy powinny mieć większe możliwości zadłużania się

Aktualności / Bankowość spółdzielcza / Multimedia / Samorządy

O systemie finansowania samorządów - dr Bohdan Wyżnikiewicz, Prezes, Instytut Prognoz i Analiz Gospodarczych. Rozmawia Robert Lidke.

dr Bohdan Wyżnikiewicz, Instytut Prognoz i Analiz Gospodarczych: Ja bym nieco złagodził ograniczenia dla tych samorządów, które potrafią udowodnić, że są wypłacalne i że długów, które zaciągną w żaden sposób nie obrócą w katastrofę. #BohdanWyżnikiewicz #IPiAG #Samorządy

Robert Lidke, aleBank.pl: Mamy w Polsce małe i duże samorządy, mamy duże miasta i małe gminy, gdzie jest kilka tysięcy mieszkańców. Mamy też przepisy, które mówią o tym, że samorządy nie mogą się nadmiernie zadłużać. Te przepisy są takie same dla wszystkich samorządów. Czy to jest słuszne?

Bohdan Wyżnikiewicz, Instytut Prognoz i Analiz Gospodarczych: To jest bardzo trudne pytanie. Z jednej strony to jest słuszne, bo samorządy gospodarują pieniędzmi publicznymi i nie mogą nadmiernie nimi szastać, zwłaszcza, że zapędy inwestycyjne mogą być bardzo duże i to w dobrej wierze. Wobec czego wprowadzono ograniczenia w możliwości zadłużania się samorządów, a jak wiadomo procesy inwestycyjne wymagają także finansowania z kredytów, czy innych form pozyskiwania kapitału.

Zobacz i posłuchaj rozmowy na naszym kanale aleBankTV na YouTube albo na końcu artykułu

Ta słuszna zasada powoduje, że pewne samorządy, które są w dobrej sytuacji finansowej, które mogłyby z niewielkim ryzykiem zaciągnąć jeszcze większe kredyty, nie robią tego, bo im nie wolno, więc w jakiś sposób cierpią na tym i te samorządy i ich mieszkańcy. Jednak dzięki temu we we wszystkich jednostkach samorządu terytorialnego zadłużenie jest pod kontrolą, jest umiarkowane i nie zagraża finansom państwa.

To byłoby źle widziane, gdyby jakiś samorząd wpadł w długi, których nie jest w stanie spłacić, więc myślę, że generalnie to jest słuszna zasada.

Zaradny samorząd jest w stanie organizować sobie dochody w inny sposób, chociażby inwestując wcześniej w spółki, które przynoszą odpowiednie im dywidendy, czy też przyciągając do siebie ludzi zamożnych, którzy płacą odpowiednio wysokie podatki.

Zaradne samorządy na tym korzystają, aczkolwiek nie do końca, dlatego, że istnieje coś takiego, jak tzw. janosikowe, czyli takie solidaryzująca samorządy zasada, że odbiera się pieniądze tym najbardziej zamożnym, najbardziej korzystającym z różnego rodzaju dochodów samorządom na rzecz tych, którzy nie mają takich możliwości i dochodów.

W tej chwili najbardziej „pokrzywdzona” jest Warszawa, która płaci 45% całego polskiego Janosikowego. Są nawet takie powiaty, które płacą niewielkie kwoty – 31 tysięcy złotych, to najmniejsza kwota, jaką zapłacił Janosikowego jeden z powiatów.

Generalnie jak się przyjrzeć wszystkim wydatkom, nie tylko inwestycyjnym, to ich rozkład jest bardziej zrównoważony niż by się to mogło wydawać. Czyli różnice między tymi gminami, które wydają najmniej i najwięcej nie są jakieś bardzo duże. W tej chwili najmniejszy wydatek na mieszkańca w gminach wiejskich mieści się w granicach 2,5-3 tysięcy zł rocznie na osobę, a w gminach najzamożniejszych 7 tysięcy – to są takie różnice, podczas gdy średnia w kraju jest w okolicach 5 tys. zł.

Dlaczego tak się dzieje? Przecież mamy bardzo bogate samorządy i mamy bardzo biedne samorządy. Dlaczego te różnice są takie nieznaczne?

Takich bardzo bogatych samorządów mamy kilka tak naprawdę…

…takich, gdzie np. jest siedziba kopalni miedzi?

Tak, i to jest regulowane przez to tzw. janosikowe, ale to jest po to, żeby poziom życia, dostęp do różnych usług, które państwo dostarcza – też poprzez samorządy – był w kraju mniej więcej wyrównany. Ci, którym się dobrze powodzi i tak mają nieco lepiej, niż Ci, którym się powodzi gorzej. Nie byłoby dobrze, gdybyśmy mieli nagle jakiś biegun ubóstwa, czy nadmiernego bogactwa na poziomie samorządu.

Uważam, że polityka, która nie prowadzi do pełnej urawniłowki – jak to się kiedyś mówiło – tylko do spłaszczenia wydatków, to jest słuszna polityka, bo państwo realizuje swoje cele w ten sposób, żeby jednak nikogo nie dyskryminować.

Gdyby to od Pana zależało i mógłby pan zmodyfikować przepisy dotyczące zadłużania się samorządów i pozyskiwania środków na inwestycje, to co by Pan zmienił?

Ja myślę, że bym nieco złagodził ograniczenia dla tych samorządów, które potrafią udowodnić, że są wypłacalne i że długów, które zaciągną w żaden sposób nie obrócą w jakąś katastrofę. Oczywiście to by nie znaczyło, że nie ma żadnego limitu, ale te limity powinny być dla tych rzeczywiście dobrych, sprawdzonych samorządów z perspektywami dochodowymi troszkę rozluźnione.