Oklapła Ameryka, znerwicowana Europa

Finanse i gospodarka

Kiedy 2 maja amerykański sekretarz skarbu Timothy Geithner oficjalnie zawiadomił Kongres, że maksymalny, legalny limit zadłużenia Stanów Zjednoczonych zostanie przekroczony 16 maja, a państwo będzie wypłacalne tylko do 2 sierpnia, nikt się tym nie przejął - tego samego dnia prasa informowała głównie o zabiciu Osamy bin Ladena. Kiedy jednak minął 2 sierpnia i na czołówki gazet wtargnęły niepokojące wieści z giełd, sprawą przejęło się o wiele więcej ludzi niż bin Ladenem. Nad światową gospodarką, szczególnie sektorem bankowym, krąży coraz więcej czarnych chmur.

Wszystko potoczyło się, jak przewidywano, a jednak nikt nie jest zadowolony. Zakończenie psychodramy związanej z wielotygodniowym ustalaniem kompromisu w sprawie podniesienia limitu długu amerykańskiego nie przyniosło żadnego katharsis, gdyż pojawiły się wątpliwości, czy rzeczywiście “uniknięto katastrofy”. Do wszystkich dotarło, że sytuacja budżetowa Stanów Zjednoczonych jest równie napięta jak w niektórych krajach strefy euro.

Dalsza część artykułu tutaj.

Oklapła Ameryka, znerwicowana Europa

Polecamy

Kiedy 2 maja amerykański sekretarz skarbu Timothy Geithner oficjalnie zawiadomił Kongres, że maksymalny, legalny limit zadłużenia Stanów Zjednoczonych zostanie przekroczony 16 maja, a państwo będzie wypłacalne tylko do 2 sierpnia, nikt się tym nie przejął - tego samego dnia prasa informowała głównie o zabiciu Osamy bin Ladena. Kiedy jednak minął 2 sierpnia i na czołówki gazet wtargnęły niepokojące wieści z giełd, sprawą przejęło się o wiele więcej ludzi niż bin Ladenem. Nad światową gospodarką, szczególnie sektorem bankowym, krąży coraz więcej czarnych chmur.

Wszystko potoczyło się, jak przewidywano, a jednak nikt nie jest zadowolony. Zakończenie psychodramy związanej z wielotygodniowym ustalaniem kompromisu w sprawie podniesienia limitu długu amerykańskiego nie przyniosło żadnego katharsis, gdyż pojawiły się wątpliwości, czy rzeczywiście “uniknięto katastrofy”. Do wszystkich dotarło, że sytuacja budżetowa Stanów Zjednoczonych jest równie napięta jak w niektórych krajach strefy euro.

Ameryka będzie mogła wciąż się zadłużać (nie ma zresztą innego wyjścia, jeśli chce dalej funkcjonować) przez dwa następne lata, ale przewidziane cięcia budżetowe (około 2500 mld dolarów w ciągu dziesięciu lat) wyglądają mało wiarygodnie. Agencja ratingowa Standard & Poor’s oczekiwała co najmniej 4000 mld oszczędności i podjęła historyczną decyzję obniżenia noty Stanów Zjednoczonych z – wydawałoby się wiecznego – AAA na AA+. To doprowadziło do wściekłej reakcji Chin.

Ostre słowa

Doszło do tego, że Chińczycy pouczają Amerykanów w podstawowych kwestiach kapitalizmu. Komunikat oficjalnej agencji prasowej Nowe Chiny nie pozostawiał wątpliwości: “Chiny, pierwszy wierzyciel jedynego światowego supermocarstwa, mają odtąd prawo wymagać od Stanów Zjednoczonych, by zajęły się problemem ich długu strukturalnego i zapewniły bezpieczeństwo chińskich aktywów dolarowych. (…) Należy zastanowić się nad przyszłością dolara amerykańskiego, a ustanowienie nowej, stabilnej i pewnej waluty międzynarodowej może być zabezpieczeniem przed katastrofą sprowokowaną przez jeden kraj. (…) Rząd amerykański musi pogodzić się z bolesnym faktem: stare dobre czasy, kiedy mógł ile chce pożyczać, by wyrwać się ze stworzonych przez siebie problemów, już się skończyły.”

Pytań o dolara nie stawiają tylko Chińczycy czy inni wielcy właściciele amerykańskich obligacji skarbowych. Guru szwajcarskich finansistów Marc Faber nie żartuje: “Zawsze uważałem, że końcowa wartość dolara wyniesie zero, bo rząd, departament skarbu i FED nie mają żadnego interesu w utrzymywaniu mocnego dolara. Od 1913 r., tj. utworzenia FED, zielony banknot stracił 97 proc. swojej siły nabywczej. Długo był słabszy w stosunku do większości innych dewiz, jak np. funt szterling. Koniec dolara nie nastąpi z dnia na dzień, to będzie stopniowy proces”.

Ciąg “historycznych” wydarzeń nie mija. Ledwo prezydent Obama podpisał kompromisową ustawę, przegłosowaną przez Izbę Reprezentantów i Senat, departament skarbu pożyczył dodatkowo 238 mld dolarów, co podniosło poziom długu federalnego do 14 526 mld. Innymi słowy w nocy z 3 na 4 sierpnia Stany Zjednoczone weszły do ekskluzywnego “klubu 100 proc.” krajów, których dług przekracza 100 proc. bogactw produkowanych w ciągu roku (PKB). Takie kraje można policzyć na palcach – prawie wszystkie leżą w Europie: Grecja, Portugalia, Islandia, Irlandia, Belgia, Włochy i Japonia (przypadek japoński jest nieco inny, ten kraj jako jedyny przekroczył już 200 proc., ale 95 proc. tego długu należy do samych Japończyków). Choć trudno porównywać Amerykę z Grecją, fakt że znalazły się w tym samym worku, nie może budzić optymizmu.

Jerzy Szygiel

Cały artykuł ukaże się w październikowym wydaniu Miesięcznika Finansowego BANK 10/2011.

X
0