Problem kredytów frankowych rozwiąże się sam

BANK 2016/12

Problem kredytów frankowych rozwiąże się sam

Z prof. Markiem Belką rozmawiał Krzysztof Bień, redaktor naczelny portalu ObserwatorFinansowy.pl.

Polskiemu bankowi centralnemu udało się nie wypłynąć na niezbadane wody polityki pieniężnej, czyli w obszar ujemnych stóp procentowych. Wśród wielu pan uznaje to za jeden z największych sukcesów nie tylko polityki pieniężnej, ale szerzej – gospodarczej.

– Bo tak jest.

Ale jest też druga strona – przy wyższych stopach niż gdzie indziej pieniądz więcej kosztuje, a akcja kredytowa idzie słabo. Czy więc faktycznie jest to taki sukces?

„Obniżka stóp procentowych nie spowodowałaby obniżki kosztów finansowania długu publicznego, jak też kosztów kredytu. Teraz wzrost gospodarczy musi być stymulowany przez inne czynniki, przede wszystkim strukturalne. Banki, nawet jeśli są państwowe czy z udziałem Skarbu Państwa, powinny działać w takim otoczeniu, które wymuszałoby na nich działania racjonalne”

– Akcja kredytowa idzie ostatnio słabiej, to prawda, ale nie z tego powodu, że stopy procentowe się podniosły. Wręcz odwrotnie, ponieważ deflacja ustępuje, to realne stopy procentowe spadają. Akcja kredytowa jest nadal dodatnia, w odróżnieniu od wielkich okresów w wielu krajach europejskich. O tym, że mamy dziś z kredytami sytuację słabszą niż wcześniej, decydują prawdopodobnie inne czynniki. Jeśli chodzi o kredyty dla korporacji, to mamy wiele niepewności. Wszyscy o tym mówią i to jest prawda. A niepewność przekłada się na słabe inwestycje. Co do kredytu hipotecznego – jest takie oczekiwanie, że będą jakieś nowe rozwiązania. Tak czy inaczej – nie sądzę, aby stopy procentowe były dzisiaj powodem, dla którego kredyt idzie słabo albo trochę słabiej.

Z czego wynika sukces polskiej polityki pieniężnej – z przemyślanej konserwatywnej polityki banku centralnego i kolejnych RPP, czy raczej tak na szczęście wyszło?

– Nikt mi nie powie, że to – ot tak – samo sobie przyszło. Przez 6 lat prowadziłem dość konsekwentnie politykę pieniężną i choć czasami RPP miała inne zdanie od mojego, realizowana była wyraźna wspólna linia. Różnice nie były zasadnicze, dotyczyły one tego, czy już w tym momencie przyspieszyć, coś zmienić, czy może jeszcze chwilę odczekać. Wydawało mi się w ciągu tych 6 lat, że stopy procentowe muszą być odpowiednio niskie, żeby zapobiec niekontrolowanemu napływowi kapitału. A gdyby je trzymać zbyt wysoko, to mielibyśmy w tej chwili backlash, czyli reakcję. I nie obronilibyśmy się przed obniżkami stóp, chociaż one byłyby zupełnie w złym momencie i nie na miejscu. Była to polityka niskich, ale wyższych stóp niż w krajach, które prowadzą politykę zerowych stóp procentowych.

Ani odrobiny szczęścia?

image– Polityka pieniężna była świadoma, ale z pewnością pomogła nam ogólna sytuacja gospodarcza w Polsce. Od wielu lat bezrobocie przecież spada. Gdybyśmy mieli gospodarkę, która nie może sobie poradzić sama ze sobą, to prawdopodobnie nacisk na obniżanie stóp procentowych byłby większy. Nie byliśmy zmuszeni do prowadzenia takich akrobatycznych działań jak inne banki centralne. I wykorzystaliśmy to.

Deflacja dobiega końca, ryzyka wzmożenia inflacji nie widać, z raportów m.in. Instytutu NBP wynika, że gospodarka polska jest niemal idealnie zrównoważona, a z wypowiedzi członków RPP – że stopy procentowe zostaną zmienione może za rok, a może za dwa lata. Czy to koniec historii polityki pieniężnej?

– Obniżka stóp procentowych nie spowodowałaby obniżki kosztów finansowania długu publicznego czy też kosztów kredytu. I dlatego, choć przy zupełnie innym poziomie stóp procentowych niż na zachodzie Europy, myśmy już dobiegli do ściany. Teraz wzrost gospodarczy musi być stymulowany przez inne czynniki, przede wszystkim strukturalne.

W debacie ekonomicznej w świecie coraz mocniej przebija opinia, że polityka pieniężna wyczerpała już swoje możliwości wpływania na pobudzenie wzrostu gospodarczego.

– Bo to jest prawda.

Jeśli nie banki centralne, to kto? Władze fiskalne?

Problem kredytów frankowych rozwiąże się sam, tyle że dopiero za mniej więcej 15 lat, jak ludzie spłacą te kredyty. Jak na razie spłacają i co miesiąc regularnie ich wolumen obniża się.

– Trzeba prowadzić dobrą politykę gospodarczą, która umacniałaby mikroekonomiczne fundamenty wzrostu gospodarczego, a nie kombinować, co można zmienić w polityce pieniężnej albo fiskalnej. Stymulusu fiskalnego nie potrzebujemy. I tak już go mamy: program „500+” i dalsze, które są zapowiadane, nie mają przecież zapewnionego stałego, stabilnego finansowania.

Idąc w ślad za tym, może zmienić się centrum dowodzenia gospodarką i to nie polityka pieniężna, ale gospodarcza będzie brała na siebie ciężar dalszego działania?

– Oby tak było. Dlatego że pewnym zagrożeniem dla banków centralnych, a więc i – na dłuższą metę – dla skuteczności polityki pieniężnej, jest to, że coraz więcej ciężarów jest nakładanych na centralne banki. A tymczasem instrumentów, jakie one posiadają, nie ma znowu tak wiele. Rządy powinny przejąć na siebie główny ciężar polityki ożywiającej gospodarkę.

Czy – przechodząc na polski grunt – unie personalne, czy nawet instytucjonalne, a to w rządzie, a to w przypadku NBP i KNF też należy traktować jako element zmiany myślenia, że owo centrum dowodzenia gospodarką powinno być inaczej zorganizowane?

– Mówi się o dwóch uniach zarządzania gospodarką. Jedna dotyczy unii personalnej łączącej rozwój z finansami. To jest ryzykowne, nigdy nie było unii łączącej te dwie sfery, nawet wtedy, gdy bardzo silnym ministrem gospodarki był np. Jerzy Hausner. To jest trudne. Z jednej strony rozwój, gospodarka, z drugiej finanse. To są dwa różne punkty widzenia. Nie wierzę, żeby w rządzie nie było potrzeby ścierania się tych różnych racji. Natomiast jeśli chodzi o unię personalną NBP z KNF – przecież już tak kiedyś było. I jest tak w wielu krajach świata, więc ja bym to traktował jako postęp.

Może były prezes NBP zazdrości swojemu następcy?

– Nie zazdroszczę, dlatego że w takim przypadku odpowiedzialność jest olbrzymia. A ponieważ wcale nie musi być w przyszłości różowo, mogą pojawić się problemy, tak jak teraz w przypadku banku spółdzielczego w Nadarzynie [rozmowa odbyła się 24 października – przyp. red.], będzie trzeba uporządkować kwestię SKOK-ów. Jest to więc wielka władza, ale i olbrzymia odpowiedzialność. Dla Polski to dobrze, ale ja nie mógłbym spać.

Jak w tym kontekście wygląda kwestia niezależności NBP?

– Nastąpi umocnienie pozycji prezesa. Szef NBP staje się drugą osobą w polskiej gospodarce.

W polskiej gospodarce mamy nowe zagrożenia płynące z zewnątrz. Po brexicie mogą nas dotknąć np. ograniczenia dopływu części funduszy unijnych. Będzie czym je zastąpić?

– Ewentualny ubytek pieniędzy unijnych nie da się łatwo skompensować czymś innym, bo w świecie mniej jest przepływów także kapitału prywatnego. Jeżeli w USA następować będzie normalizacja polityki pieniężnej, to część pieniędzy ze świata wróci do Stanów Zjednoczonych. Będzie mniej kapitału na świecie, chociaż jeśli chodzi o EBC, to odejście od niekonwencjonalnej polityki pieniężnej będzie raczej odsunięte w czasie. Cóż, trzeba będzie inwestować z własnych środków. Tyle że na razie nasza polityka gospodarcza idzie w kierunku odwrotnym. Bo raczej stawia się na konsumpcję, mówi się o skróceniu wieku emerytalnego. Przecież to są wszystko elementy obniżające tempo wzrostu. Czyli – co trzeba robić? Przede wszystkim nie psuć.

image

Zarząd Związku Banków Polskich w uznaniu szczególnych zasług w budowie i rozwoju sektora bankowego uhonorował prof. Marka Belkę Medalem Mikołaja Kopernika.

Banki – pomimo wielu ostrzeżeń i nawoływań, m.in. prezesa Marka Belki – nie rozwiązały same problemu kredytów walutowych. Teraz mogą spodziewać się trudniejszych dla siebie rozwiązań. Przegrają na tym w sumie?

– Nie wiadomo jeszcze, jakie rozwiązanie zostanie ostatecznie przyjęte. Jakie by jednak nie było, będzie ono dla banków komercyjnych niekorzystne. Więc coś tam one przegrają, ale to była trochę sytuacja jak w „Paragrafie 22”. Zarządy banków nie mogą działać niezgodnie z interesem spółki. Jeśli więc nie są przymuszone prawnie, ustawą, to nie mogą same godzić się na utratę wartości udzielonych kredytów. Gdyby zarządy miały same, a nie pod przymusem, stosować korzystne rozwiązania dla frankowiczów, pakowałyby się nawet w procesy karne, za działanie na szkodę własnej firmy.

Na stole leżą trzy propozycje legislacyjne rozwiązania problemu kredytów walutowych, a najbardziej łagodna dla banków jest prezydencka propozycja oddania tylko części spreadów. Czy sama ustawa spreadowa wystarczy, aby rozwiązać w Polsce problem kredytów walutowych? Czy to raczej dopiero początek?

– Problem kredytów frankowych rozwiąże się sam, tyle że dopiero za mniej więcej 15 lat, jak ludzie spłacą te kredyty. Jak na razie spłacają i co miesiąc regularnie ich wolumen obniża się. Oczywiście, dopuściliśmy do pewnej anarchii w tym zakresie. I dlatego obawiam się, że nawet jeżeli zostanie przyjęta ta najrozsądniejsza propozycja, mogą być następne.

Na początku lat 90. ubiegłego wieku strategią, jeśli chodzi o przyszłość banków w Polsce, była ich prywatyzacja. Obecnie – raczej ich repolonizacja, czyli jak się to eufemistycznie nazwał Stefan Kawalec – ich udomowienie. Gdzie tu powinien być złoty środek, żebyśmy nie wpadali w niepotrzebne skrajności?

– Zawsze mówiłem, że udomowienie banków powinno mieć charakter oportunistyczny. Czyli, że jeżeli nadarzy się okazja, to trzeba z niej korzystać. Generalnie, zaniepokojony jestem zbyt dużą obecnością państwa w systemie bankowym, ale gdybym był ministrem, nie wypuściłbym z ręki takiej okazji, jak wykupienie Banku Pekao S.A. To zbyt duży kąsek. Nie krytykuję, ale system bankowy powinien być zróżnicowany. Dobrze, że on w Polsce nie jest aż tak skrajnie scentralizowany, że dominują w nim 3–4 wielkie banki. Banki, nawet jeśli są państwowe, lub z udziałem Skarbu Państwa, powinny działać w takim otoczeniu, które wymuszałoby na nich działania racjonalne. Na razie tak jest, ale obawiam się, że po przejęciu Pekao S.A. dominacja sektora państwowego będzie tak duża, że możemy stracić trochę rozum.

A w życiu prezesa Marka Belki jest życie po życiu?

– Jest co robić i nawet parę złotych można tu i ówdzie utłuc.

Dziękuję za rozmowę. 

Wywiad przeprowadzono
24 października 2016 r.