Redaktor Naczelny Miesięcznika Finansowego BANK: Lepiej być lisem niż lwem

BANK 2017/10

Wybory w Niemczech są dla Polski kolejnym sygnałem ostrzegawczym. Wejście AfD do Bundestagu spowoduje, że postawa Berlina wobec Moskwy okupującej Krym może ulegać powolnym zmianom. Hasło business as usual będzie alibi do kolejnej próby dogadania się z Putinem, na jego warunkach i w klimacie Monachium AD 1938.

 

Stanisław Brzeg-Wieluński

image

W tej sytuacji polski rząd musi się zastanowić, czy roszczenie majątkowe wobec Niemiec za zniszczenia wojenne są tylko retoryką, próbą powstrzymania świadomego i prowokacyjnego lansowania przez Berlin terminu „polskich obozów koncentracyjnych”, czy oficjalną polityką 38-milionowego narodu. Bo jeżeli Warszawa będzie dalej konfrontować się z Niemcami, mając ogromny problem z ekspansywną Rosją, może się to skończyć przekonaniem niemieckich elit, że Putin ma rację, szermując na Zachodzie retoryką, że Polacy nie potrafią się dogadać z najbliższymi sąsiadami, tkwiąc w okowach swojej polityki historycznej.

Nie sądzę, aby sprawa roszczeń wojennych nie miała przed sobą przyszłości, Niemcy zrujnowały nasz kraj, a dziś pomniejszają skalę swoich zbrodni tak skandalicznymi serialami, jak „Nasi ojcowie, nasze matki”. Chodzi o to, że dziś zagrożenie ma wschodni kierunek i nie możemy zbyt łatwo dawać argumentów naszym zachodnim sąsiadom, aby sprawa przyszłości Polski, Litwy, Estonii, Łotwy i Ukrainy przestała być dla nich problemem. Z tego powodu nie możemy iść na podporządkowaną wymogom polityki krajowej konfrontację z UE, Berlinem, Paryżem etc.

Polska ma wiele atutów, aby przetrwać presję ze strony Rosji. Już dziś nasze PKB sięga 40% PKB Federacji, w roku 2050 potencjał demograficzny naszego kraju będzie sięgał 32 mln, gdy obecne 110 mln Rosjan skurczy się do 50 mln. Putin wie, że ma coraz mniej argumentów: niewydolną gospodarkę, skorumpowana elitę władzy, przestarzałe technologie militarne, eksport oparty głównie na surowcach, gospodarczą infrastrukturę nieremontowaną od czasów ZSRR. Dlatego się śpieszy i nas straszy, próbuje podzielić UE, NATO, ośmieszyć Donalda Trumpa jako lidera wolnego świata. Ale na pełną militarną konfrontację nie pójdzie, bo poza obosieczną bronią jądrową nie ma zbyt wielu asów w rękawie. Trzeba zachować spokój, nie dać się wewnętrznie podzielić, zachować zimną krew. Ale nie możemy iść na konfrontację z krajem, który dominuje w UE i jest głównym odbiorcą naszego eksportu. Nie możemy tego zrobić, pamiętając o hekatombie polskich ofiar II wojny światowej, niespełnionych obietnicach Zachodu z 1939 i 1945 r. Wojna na wszystkich frontach nic nie daje.