Sharing economy zabije banki?

Blogi / Robert Lidke

Bankowcy chyba lubią horrory, albo filmy z dreszczykiem, bo w ubiegły czwartek zorganizowali w Klubie Bankowca spotkanie Klubu Polska 2025+ poświęcone sharing economy, albo jak mówią inni ekonomii współdzielenia.

Zorganizowali po to, aby się dowiedzieć, że do 2025 roku są dla nich budzące grozę 3 scenariusze wynikające z rozwoju sharing economy i towarzyszącego mu postępu naukowo-technologicznego, związanego przede wszystkim z informatyką i Internetem.

Banki będą traciły klientów i w końcu upadną, bo rozwiną się płatności P2P, co oznacza, że nie będzie potrzebny rachunek bankowy, ani karta płatnicza, aby dokonać płatności drogą elektroniczną. Wystarczy posiadanie adresu mailowego. #RobertLidke

Zdaniem profesora Bolesława Roka z Akademii Leona Koźmińskiego w pierwszym scenariuszu banki będą traciły klientów i w końcu upadną, bo rozwiną się płatności P2P, co oznacza, że nie będzie potrzebny rachunek bankowy, ani karta płatnicza, aby dokonać płatności drogą elektroniczną. Wystarczy posiadanie adresu mailowego.

W drugim scenariuszu banki oddadzą część pola innym firmom, ale uratują się współpracując z podmiotami, które będą prowadziły biznes P2P.

I trzeci scenariusz, w którym banki same będą rozwijały usługi oparte o P2P – i to jest scenariusz najbardziej prawdopodobny – skonstatował profesor Bolesław Rok. I w tym momencie bardziej nerwowi bankowcy mogli popić wodą mineralną środki na uspokojenie.

W dalszej części spotkania także były potrzebne. Bo oto dowiedzieli się od Macieja Panka prezesa firmy CarSheringowej, że jeden samochód w CarSheringu zastępuje 10 prywatnych samochodów. A jeśli tak, to znaczy, że za klika lat koncerny samochodowe będą musiały gwałtownie ograniczyć produkcję samochodów. Przemysł motoryzacyjny, świetny klient sektora bankowego się skurczy, pracownicy koncernów motoryzacyjnych – klienci banków stracą pracę. I w ogóle cała ta nasza obecna gospodarka oparta na zasadzie kup, zużyj, wyrzuć skończy się. Ludzie będą się wymieniać usługami i dzielić różnymi urządzeniami, a przemysł już nie tylko motoryzacyjny będzie się zwijać.

Gospodarka współdzielenia z jednej strony oznacza lepsze wykorzystanie zasobów i redukcję kosztów po stronie klienta, ale z drugiej strony to mniejsze zarobki tych, którzy pracują w branżach, które osłabia sharing economy, a może nawet utrata przez nich pracy. To mniejsze podatki wpłacane do budżetu państwa i tym samym mniejsze środki na finansowanie służby zdrowia, administracji, szkolnictwa, wojska itd. To także mniejsze zapotrzebowanie na pracę.

W nowej gospodarce gdzie rozwinie się ekonomia współdzielenia nadal będą potrzebne pieniądze, i nadal ktoś komuś będzie je pożyczał. Ale czy w tym Nowym Wspaniałym Świecie odnajdą się banki?

Na marginesie tego spotkania dochodzę do wniosku, że robotyzacja gospodarki i sharing economy zmuszą polityków do wprowadzenia na masową skalę bezwarunkowego dochodu podstawowego. Kiedy każdy będzie otrzymywał od państwa pieniądze za to tylko, że żyje gospodarka oparta na współdzieleniu nabierze nowego sensu. I nareszcie się spełni marzenie – każdemu według jego potrzeb