Siła drużyny

Maciej Małek

Finał Pucharu Świata w skokach, jaki rozegrał się minionego weekendu w Planicy przyniósł wiele emocji. Jeszcze w piątek - dał podium Piotrowi Żyle, drużynie zabrakło podczas sobotniego konkursu 1,5 metra do "pudła", a w niedzielny poranek spektakularny drugi skok polskiego ulubieńca Internetu awansował Go z 14-tej na 5-tą pozycję, podczas gdy Kamil Stoch z 4-tego spadł na 8-me miejsce, ale, co ważne utrzymał przewagę nad Severinem Freundem, gwarantującą obronę w klasyfikacji łącznej Pucharu Świata 3-ciej lokaty.

Gdy dodać, że Maciej Kot i Dawid Kubacki-każdy na miarę aktualnej dyspozycji, byli widoczni, podobnie jak w drużynówce Krzysztof Miętus, stanie się jasne, że sezon był dla skoczków udany. Nie tylko za sprawą indywidualnych osiągnięć, ale potencjału tkwiącego w młodej, żądnej sukcesów drużynie. Być może brak wsparcia sprawił, że finał biegowy w Falun, nie był tak okazały w wydaniu Justyny Kowalczyk, która wprawdzie wcześniej zapewniła sobie czwarty już końcowy triumf w Pucharze Świata, lecz nawet w swojej koronnej konkurencji, jaka stanowi bieg na 10 km. techniką klasyczną, nie tylko nie zdołała urwać najgroźniejszej konkurentki Marit Bjoergen, ale w końcówce przegrała pudło z młodą Heidi Weng, dla której stanowi wzór, o przysłowiowy włos.

Tu zresztą nie było zaskoczenia, bowiem Norweżki-jak w całym sezonie- biegły we cztery, zaś polska lokomotywa była, jak zawsze, sama. Jak ważny jest team spirit, oraz co oznacza jego brak przekonało się boleśnie ponad pięćdziesiąt tysięcy rodaków na Stadionie Narodowym i miliony przed telewizorami w piątkowy wieczór. Rzecz zresztą nie w samym wyniku meczu z Ukrainą, ile w stylu, graniczącym z blamażem. Elokwentny i starannie ufryzowany Robert Lewandowski, próbujący racjonalizować przyczyny przegranej, był równie mało przekonujący jak na boisku, gdzie bywa królem pola karnego, ale jedynie w żółto-czarnych barwach klubowego pracodawcy.

Jeśli Artur Boruc – bramkarz tyle kontrowersyjny, co wybitny, który po zawirowaniach w życiu  prywatnym i sportowym odbudował się w Southampton tak skutecznie, że sam zatrzymywał w Premiership gwiazdy takiego kalibru jak Wayne Rooney, czy Fernando Torres, w ciągu 7-miu minut kapituluje dwa razy wobec dwóch strzałów przeciwnika, to świadczy to jedynie o tym, że zamiast obrońców miał przed sobą przypadkowych facetów. Skoro jednak przywódca tej grupy, jakim bez wątpienia powinien być selekcjoner, nie podaje składu do publicznej wiadomości na dzień przed meczem, bo przeciwnik słucha, za to deklaruje, że na tym meczu eliminacje się nie kończą? Teza tyleż uprawniona, co mająca rację bytu, po – i to najlepiej wygranym – meczu. Umiejętność gry drużynowej, to umiejętność równie ważna, co rzadka. Nie tylko w sporcie!