Tak szybko stąd odchodzą…

NBS 2017/09

Widział więcej i rozumiał więcej, a do tego po­trafił w otaczającej nas rzeczywistości odnaj­dywać rzeczy naprawdę ważne – Grzegorz Miecugow: redaktor, dziennikarz, nauczyciel, który od­szedł za szybko.

Był jednym z najbardziej znanych polskich dziennikarzy. Radiowcem z krwi i kości, dyrektorem Programu III Polskiego Radia, dziennikarzem telewizyjnych „Wiadomo­ści”, obecnym przy wszystkich najważniejszych wydarzeniach, które działy się w Polsce po 1989 r. Tworzył „Fakty” TVN, zanim jeszcze Polska dowiedziała się o tym, że po­wstanie stacja telewizyjna, która po latach konkurować bę­dzie z Polsatem i telewizją publiczną. Był twórcą TVN24 i twarzą tej stacji od samego początku.

Jaki był? Chyba najbliżej mu było do Grzegorza Miecu­gowa, jakiego znamy z programu Inny punkt widzenia. Dla niego dziennikarstwo to była misja. Kiedy pracował w „Faktach” TVN, zawsze oczekiwał od reporterów spoj­rzenia szerzej, gdzieś do wnętrza, szukania odpowiedzi na pytania, które jego samego nurtowały. Liczył się warsztat, cała ta telewizyjna otoczka, ale przede wszystkim liczył się człowiek. Był sprawiedliwy, nad wyraz spokojny, nie­stwarzający dystansu, otwarty na rzeczowe argumenty. Był sobą. Jurek Owsiak powiedział już po jego śmierci, że jeśli ktoś miałby zapowiadać koniec świata, to powinien to zro­bić Grzegorz Miecugow, bo pewnie zrobiłby to spokojnie, rzeczowo od początku do końca.

Kiedy kilkadziesiąt miesięcy temu nagrywał rozmowę z prezesem Związku Banków Polskich do Innego punktu widzenia, mówił spokojnie, że gdy patrzy na współczesny świat finansjery, na kryzys związany z frankiem szwajcarskim – to odnosi wrażenie, że świat chyba oszalał. Pytał, co się dzieje? Próbował zrozumieć istotę szoków walutowych, które miały miejsce. Nie opowiadał się po żadnej ze stron. Pytał, słuchał, analizował, rozumiał i wyciągał wnioski na przyszłość. Potrafił powiedzieć na koniec progra­mu, że jeśli coś zrobiliśmy nie tak, to trzeba to naprawić w przyszłości, zrobić lepiej, ale zaraz dodawał, że możemy być dumni z tego, co dokonaliśmy wspólnie i że warto o tym pamiętać.

Teraz, gdy go już nie ma, myślę sobie, że niełatwo będzie wy­pełnić miejsce, które opuścił. Niełatwo będzie znaleźć dzien­nikarza, który wysłucha i, nie opowiadając się po żadnej ze stron, będzie potrafił wyważyć wszystkie argumenty. Nigdy też nie zapomnę wieczoru wyborczego w 1995 r., gdy Alek­sander Kwaśniewski wygrał wybory prezydenckie i jako reporter programu III Polskiego Radia robiłem wspólnie z Grzegorzem pierwszą rozmowę z prezydentem-elektem – ja, wtedy młody dziennikarz, i ON – mistrz i nauczyciel, dzien­nikarz telewizji publicznej. Był jak zawsze rzeczowy, emanują­cy spokojem i dający poczucie bezpieczeństwa.

Grzegorzu, bardzo Ci dziękuję, że miałem okazję z Tobą współpracować.

Przemysław Barbrich