Wielki Brat coraz bliżej

Blogi / Przemysław Szubański

Najpóźniej w ciągu dwóch lat większość kontaktów z bankiem będzie odbywać się w Polsce za pośrednictwem tzw. botów, czyli programów wykonujących określone czynności w zastępstwie ludzi - ocenili w środę uczestnicy panelu "Banku przyszłości" w Warszawie. Panel dyskusyjny odbył się w ramach XII Kongresu Ryzyka Bankowego.

Tymczasem Australia być może stanie się pierwszym na świecie, w którym ludziom masowo będą wszczepiane mikrochipy. Wprawdzie przewidywano, że Amerykanie jako pierwsi będą mieli mikrochipy już w 2017 roku, tymczasem Australia może wyprzedzić USA.

Z jednej strony to fajnie – jak cieszy się pewna Australijka, może wyjść  do pracy bez noszenia ze sobą karty lub klucza. Chce uwolnić się już na zawsze od noszenia portfela. A jakie przyspieszenie w sklepie – każdy przytyka rękę do czytnika i zakupy zrobione. Wystarczy przyłożyć rękę do czytnika w drzwiach – i już otwarte. Nie ma grzebania po kieszeniach/torebkach, ślepienie w ciemności (właśnie zgasło światło na klatce albo nie pali się nad drzwiami domu) w poszukiwaniu dziurki od klucza. I nie pomyli się dziurki, wtykając do niej nie ten klucz.

To te miłe strony. A gorsze? Jedna to możliwość utraty ręki. Ponoć w latach 90. wprowadzono bodajże w Zimbabwe, ze względu na analfabetyzm mieszkańców, bankomaty na odcisk kciuka. No i posiadacze gotówki w bankach zaczęli nagminnie tracić kciuki (i środki na rachunku). Z pomysłu się wycofano. I u nas znaleźliby się tacy, dla których ręka milionera jest znacznie mniej warta niż kasa, która mogą wypłacić.

A poważnie – Wielki Brat mógłby zacząć czuwać w jeszcze większym stopniu, niż u Orwella. Wiedzieć wszystko o wszystkich: gdzie (a może i z kim) śpią, dokąd chodzą, o której wychodzą z domu i o której wracają. I jakie pole do popisu dla hakerów: takie informacje pozwoliłyby chociażby na bezproblemowe włamanie do opuszczonego przez lokatorów domostwa. A twórca chipa, Carl Sanders, jest przeciwny wszczepianiu go ludziom. Wycofał się z dalszej pracy obawiając się, że jest to krok do przejęcia kontroli nad ludźmi. Piszący ma klasyczne odczucia ambiwalentne. W innych warunkach najlepiej byłoby usiąść w kąciku i przeczekać – ale tu można się raczej doczekać przymusowego zaczopowania. Oby nie.

Przemysław Szubański