WOŚP a kultura

Blogi / Przemysław Szubański

Niedziela. 26 finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Jedni głośno promują i dają, inni nic nie mówią i dają, inni wreszcie głośno krzyczą, że nie dają - i krytykują, psioczą i plują. To chyba jakieś typowe dla Polaków psioogrodnicze zachowanie: nie dość, że nie wesprę, to jeszcze spróbuję obrzydzić innym.

To zupełnie inaczej niż z ZUS-em: psioczy (po cichu na ogół) wielu, dają wszyscy. No, ale teraz łatwiej. Zamiast trzech przelewów – jeden. Tylko że o ile wcześniej przelewy do ZUS były oznaczone i bezpłatne, o tyle teraz to zwykły przelew – zatem w niektórych bankach zapewne płatny (nie wiem, nie sprawdzałem – bo czy płatny, czy nie, i tak muszę zapłacić).

Na emeryturę, której “wysokość” poraża. Na Fundusz Pracy, chociaż jako jednoosobowej firmie jest mi on na plaster. No i wreszcie na służbę zdrowia. No, na te psioczą prawie wszyscy, i to głośno. Od lat. I od lat zachodzą w niej różne zmiany – tylko czy ktoś widział jakąś na lepsze? Jeżeli, to związane raczej z pewnymi (nieśmiałymi) zmianami na lepsze w kulturze Polaków. Aczkolwiek tu mamy rozziew: chamowaci chamieją coraz bardziej, niektórzy w miarę kulturalni ukulturalnili się trochę bardziej, a kulturalni tacy pozostali. Za to z przyjemnością obserwuje poprawę kultury obsługi klienta w wielu firmach. Ot, tacy dostawcy elektryczności. Kiedy jakiś czas temu udałem się do punktu obsługi klienta jednego z energetycznych koncernów, na moje powitanie wstała pani, przedstawiła się, i – co najważniejsze – szybko, sprawnie i pozytywnie załatwiła sprawę.

Inny koncern, który niestety nie ma jeszcze w zwyczaju wysyłania elektronicznych faktur, potrafi je wysyłać w sytuacji, gdy Poczta Polska (tu czasem jak za Gierka) papierowych nieuprzejmie nie dostarczy na czas, narażając na kontakt z windykacją. I ta znów jest uprzejma i usłużna, a nie napastliwa, jak to drzewiej z windykacjami bywało.

No i właśnie kultury chamiejącym przeciwnikom WOŚP życzę. Kulturalnie, choć bez nadziei, że się zmienią. Cóż, perły przed wieprze też czasem trzeba rzucać. Dla własnej satysfakcji.

Przemysław Szubański