1200 euro powszechnego dochodu podstawowego przez trzy lata, startuje niemiecki eksperyment

Blogi / Finanse osobiste / Jan Cipiur

Jan Cipiur
Jan Cipiur Fot. Autor

Nie mija zafascynowanie ideą powszechnego dochodu podstawowego (UBI – universal basic income). Podjęto kilka eksperymentów, m.in. w Finlandii, które zakończono jednak bez wiary w ciąg dalszy. Ale sprawa nie padła trupem. Jakby-denata wskrzeszają właśnie Niemczech, choć ponoć tylko dla lepszej o ludziach wiedzy.

#JanCipiur: Przedsięwzięcie finansowane będzie z pieniędzy 140 tys. darczyńców zdopingowanych przez doświadczonych promotorów idei współdziałających w grupie pn. Mein Grundeinkomenn, czyli Mój dochód podstawowy

Nowe badanie praktyczne właśnie się rozpoczyna i potrwać ma trzy lata. Uczestniczyć w nim ma 1 500 osób wybranych spośród aż miliona chętnych, którzy zgłosili akces w ciągu 70 godzin od rozpoczęcia naboru.

120 wybrańców

Tylko 120 chętnych z półtora tysiąca zgłoszonych otrzymywać będzie co miesiąc 1200 euro bez jakichkolwiek warunków, ograniczeń i zakazów. Reszta obejdzie się smakiem i stanowić będzie tzw. grupę kontrolną, czyli punkt odniesienia.

Przedsięwzięcie finansowane będzie z pieniędzy 140 000 darczyńców, zdopingowanych przez doświadczonych promotorów idei, współdziałających w grupie pn. Mein Grundeinkomenn, czyli „Mój dochód podstawowy”.

Statystyczni bliźniacy

Badanie odpowiedzieć ma na mnóstwo pytań: czy reakcją będzie zgnuśnienie, a może wyższa kreatywność, czy wybrańcy w ogóle porzucą pracę, czy tylko zwolnią tempo, czy podzielą się pieniędzmi z bliskimi lub obcymi, czy chętnie wezmą się za pomoc innym…?

Nawet w pełni udane zostawi jednak wiele kwestii otwartych, przede wszystkim ze sfery makroekonomii i rynku pracy, który ma się zmieniać radykalnie w wyniku jednoczesnego oddziaływania procesów demograficznych oraz domniemanej cyfryzacji niemal wszystkiego.

Przedsięwzięciem zawiaduje 64-letni socjolog z Berlina Jürgen Schupp, który jest od lat członkiem Niemieckiego Panelu Socjo-Ekonomicznego, a swego czasu nim kierował. W rozmowie z tygodnikiem Der Spiegel prof. Schupp podkreślił metodologiczne walory badania, dzięki którym spodziewa się wyodrębnienia z zachowań uczestników czystego czynnika finansowego.

Służyć temu ma zwłaszcza dobór grupy kontrolnej, która składać się ma ze statystycznych „bliźniaków” osób otrzymujących pieniądze, a więc z ludzi w tym samym wieku, tej  samej płci, z tym samym wykształceniem, identycznym stanem cywilnym i rodzinnym, z tej samej miejscowości, z takim samym podejściem do dochodu podstawowego itd. Tak precyzyjny dobór uczestników umożliwiła wielka liczba aplikantów.

Stary system ubezpieczń społecznych do zmiany

Sam Schupp nie jest zdeklarowanym entuzjastą UBI, choć patrzy na ideę przychylnym okiem. Chciałby potwierdzenia lub rozwiania mitów krążących wokół tego rozwiązania i antagonizujących jego zwolenników oraz oponentów. Podkreśla, że każda zmiana powinna być wprowadzana dopiero wtedy, gdy istnieją dowody na jej pozytywne efekty, a sytuacja po zmianie będzie jednoznacznie lepsza niż przed nią – przekonania w tych kwestiach nie wystarczą.

Uważa osobiście, że w dającej się przewidzieć przyszłości konieczna będzie fundamentalna reforma systemu zabezpieczeń społecznych. Mówi oczywiście o Niemczech, jednym z najbogatszych państw świata, z dorobkiem rozwiązań socjalnych z samego szczytu osiągnięć światowych, w dodatku z ich pełnym pokryciem finansowym.

Jest zwolennikiem oderwania w niedalekiej przyszłości świadczeń emerytalnych od pracy, czyli składek na ten cel obliczanych w relacji do wynagrodzeń i do oparcia systemu na środkach z podatków.

Ponieważ z powodu zobowiązań zaciągniętych wobec obecnych składkowiczów taki model wymagałby długiego współistnienia dwóch systemów, zdaniem prof. Schuppa przygotowania o zmian należy rozpoczynać już dzisiaj. Nie z pieca na łeb, ale stała komisja parlamentarna byłaby na początek jak najbardziej na miejscu.

W jednym prof. Schupp ma chyba rację. Emerytalno-rentowe piramidy finansowe budowane wg projektu kanclerza Bismarcka długo już raczej nie wytrzymają. Czy UBI są dobrym pomysłem na ich zastąpienie?

Zgodnie z przestrogą, żeby wypowiadać się na podstawie dowodów, a nie domysłów i osobistych przekonań, pytanie to powinno jeszcze jakiś czas pozostać otwarte, zwłaszcza że poza głównymi o pieniądze na ten cel i skutkami w podejściu do pracy, pozostają setki mniejszych pytań.

Ile to może kosztować?

Podstaw matematyki uczyłem się nie na smartfonie, a jeszcze na liczydle, więc najwyższych kompetencji nie mam, ale proste rachunki wychodzą mi nieźle. W tzw. podejściu dochodowym produkt krajowy brutto to suma dochodów z pracy, z kapitału oraz dochodów państwa powiększona o amortyzację. Ponieważ podatki i składki zamieniają się w końcu na pensje i emerytury, więc PKB równa się z grubsza pieniądzom uzyskanym (głównie z pracy) w danym roku przez ludzi.

Produkt unijny brutto w UE-27 za 2019 r. wyniósł 13,94 bilionów (13 939 mld) euro w cenach bieżących. Tyle wypracowało prawie 450 mln mieszkańców Unii pomniejszonej o Wielką Brytanię.

Gdyby powszechny dochód podstawowy wypłacany na podstawie świadectwa urodzenia, czyli także noworodkom, wynosił średnio np. 900 €/mc (Bułgarzy powinni chyba dostawać mniej niż Niemcy), to szło by na to dziś prawie 5 bilionów, czyli więcej niż 1/3 unijnego produktu brutto, a chętnych do wytężonej pracy byłoby zapewne mniej niż bez UBI.

Ja zatem tego czegoś nie widzę – podstawowe cyferki mi się nie zgadzają.

Jan Cipiur
Jan Cipiur, dziennikarz i redaktor z ponad 40-letnim stażem. Zaczynał w PAP, gdzie po 1989 r. stworzył pierwszą redakcję ekonomiczną. Twórca serwisów dla biznesu w agencji BOSS. Obecnie publikuje m.in. w Obserwatorze Finansowym.

Źródło: aleBank.pl
Udostępnij artykuł: