5 lat PZU na warszawskiej giełdzie

Tylko u nas

Wprowadzenie największego polskiego ubezpieczyciela na giełdę - taki był jeden z warunków ugody, zawartej przeszło pięć lat temu pomiędzy polskim rządem a holenderskim potentatem ubezpieczeniowym Eureko, będącym strategicznym inwestorem polskiej spółki od roku 1999. Posunięcie, które na samym początku traktowano jako koło ratunkowe, okazało się być strzałem w dziesiątkę. - Wprowadzenie PZU na giełdę było kamieniem milowym w historii Giełdy Papierów Wartościowych i w historii polskiego rynku kapitałowego - tak transakcję sprzed pięciu lat ocenia szef warszawskiego parkietu, Paweł Tamborski. 21 maja w sali notowań warszawskiej giełdy odbyło się spotkanie z okazji 5 rocznicy obecności największego polskiego ubezpieczyciela na GPW.

„Bankructwem przekutym w sukces” dzięki odpowiedzialnemu i konsekwentnemu podejściu rządowych decydentów i władz spółki prezes GPW określił decyzję z roku 2009 odnośnie ugody z Eureko i związanego z nią debiutu giełdowego PZU. Firma, która jeszcze jakiś czas temu uchodziła za kandydata do upadłości, dziś jest „jedną z największych spółek notowanych na naszym parkiecie, spółka ubezpieczeniowa najwyżej oceniana w Europie, wzbudzająca ogromne zainteresowanie inwestorów – zarówno polskich jak również międzynarodowych” – tak prezes Tamborski ocenia PZU po pięciu latach funkcjonowania na warszawskim parkiecie. Opinię prezesa giełdy potwierdzają wyniki finansowe, które przybliżył szef PZU:

− W 2008 roku, kiedy nie było jeszcze nawet śladu myśli o rozwiązaniu konfliktu między akcjonariuszami, akcje PZU można było kupić za 220-250 złotych. Wyceniało to spółkę w granicach dwudziestu kilku miliardów złotych. W tym momencie firma jest wyceniana na grubo ponad 40 miliardów (…) Wniosek może być tylko jeden. – Ktoś, kto kupił poza obrotem giełdowym akcje PZU w 2008 roku, nie dość że otrzymał dywidendy wyższe aniżeli cena zakupu akcji, to obecnie ma prawie 460 złotych w kieszeni. To jest wartość, którą udało się nam wytworzyć – podkreślił Andrzej Klesyk.

Włodzimierz Karpiński, Minister Skarbu Państwa, przywołał słowa ówczesnego premiera Polski, Donalda Tuska, który w przeddzień rynkowego debiutu PZU powiedział, że to jest najlepsza ścieżka i najbardziej transparentna – rozwijająca rynek kapitałowy, służąca rozwojowi spółki.

Takie ścieżki Skarb Państwa preferował. Trzeba było dużej determinacji (…) bardzo nerwowe rynki finansowe, załamania na giełdach europejskich, zderzyły się z determinacją zarządu, z determinacją Ministra Skarbu Państwa – powiedział minister skarbu, dziękując jednocześnie swemu poprzednikowi – ministrowi Aleksandrowi Gradowi i wiceministrowi Zdzisławowi Gawlikowi, którzy wypracowali kompromis z holenderskim inwestorem. – Nie byłoby to możliwe gdyby nie profesjonalny zarząd pod kierownictwem prezesa Klesyka – dodał minister Karpiński. Jego zdaniem, przełom w PZU jest bezdyskusyjny. – Przed tamtym czasem mieliśmy bardzo nieefektywne zarządzanie, częste zmiany w zarządzie, konflikty w akcjonariacie, to wszystko powodowało, że nie można było zrealizować tego co dziś się realizuje. Obecnie PZU jest bardzo aktywne w polskiej gospodarce, jest największym ubezpieczycielem w regionie, ubezpiecza największe projekty infrastrukturalne polskiej gospodarki – uważa szef resort skarbu.

Kolejnym punktem spotkania była debata, w której udział wzięli:  Aleksander Grad, obecny prezes Tauron, były wiceminister skarbu w czasach debiutu PZU i autor ugody z Eureko, Andrzej Klesyk, prezes zarządu PZU SA, Paweł Tamborski, prezes GPW w Warszawie i były wiceminister skarbu,  Jacek Socha, partner w Dziale Usług Doradczych PwC i wiceprezes PwC w Polsce, w latach 2004-2005 szef resortu skarbu państwa oraz Jan Krzysztof Bielecki, przewodniczący Rady Partnerów EY Polska, premier Polski w roku 1991. Moderatorem debaty był red. Grzegorz Cydejko, dziennikarz „Forbes”.

Najistotniejszy w tym pięcioleciu był kryzys – powiedział, rozpoczynając debatę, Grzegorz Cydejko. Jego zdaniem, należy mówić nie tylko o kryzysie finansowym; nie mniej ważny stał się bowiem „kryzys idei, kryzys postrzegania rynku kapitałowego, wcześniej traktowanego jako oczywiste centrum rozwoju gospodarczego; centrum wokół którego gromadziły się wysiłki, aktywność, talenty ludzi”. Jak w tak niełatwych warunkach udało się polskiemu ubezpieczycielowi wyjść z niełatwego klinczu? Na to pytanie odpowiedzi udzielił Aleksander Grad.

Wejście PZU na giełdę to kolejny etap realizacji umowy, którą zawarliśmy z Eureko. Bez dobrego debiutu giełdowego nie sfinalizowalibyśmy tej umowy – to poprzez giełdę PZU wychodziło z tej inwestycji, również i my poprzez giełdę sprzedawaliśmy część swoich akcji. Powiem szczerze, że bardziej koncentrowałem się na tym, żeby ten debiut przeprowadzić jak najszybciej, To było chyba największe wyzwanie. Jesienią 2009 roku, kiedy popisaliśmy ugodę, daliśmy sobie wariacki czas na wprowadzenie PZU na giełdę – stwierdził były wiceminister skarbu. Jak potwierdziły ostatnie lata – czarne scenariusze okazały się całkiem bezpodstawne. – (…)podczas tych czterech lat w Ministerstwie Skarbu Państwa staraliśmy się udowodnić, ze w każdym czasie, nawet tym najtrudniejszym, można przeprowadzić takie przedsięwzięcie – i że warto je przeprowadzać, nie czekać na tzw. dobry czas – dodał Aleksander Grad.

Debiut pięć lat temu to była jedna z najlepszych rzeczy, jakie się stały w spółce – powiedział Andrzej Klesyk. Jego zdaniem, bycie spółką publiczną wnosi do firmy kilka wartości dodanych. – Po pierwsze: pełną przejrzystość. Rynek wymusza ład korporacyjny. (…)  Po drugie:  transparentność. (…) jakość zarządzania na co dzień w spółce musi być na najwyższym  poziomie – to wymusza rynek. Po trzecie: rynek – co czasem nawet irytuje – weryfikuje pomysły. – uważa prezes największego polskiego ubezpieczyciela. Są też i wyzwania związane z obecnością na parkiecie. Przede wszystkim, przedstawiciele zarządu muszą poświęcać więcej czasu na relacje z inwestorami. – Dzięki temu mamy złote karty we wszystkich liniach lotniczych całego świata – zażartował Andrzej Klesyk. Drugą kwestią jest – jak to określił prezes PZU – „niedopasowanie rynku kapitałowego do modelu biznesu ubezpieczeniowego”.

Ubezpieczenia nie są „kwartalnym” biznesem. Wystarczy nam jedna, druga, szkoda w  jakimś kwartale, by wyniki kwartał do kwartału jakoś spadały. Na szczęście aspekt edukacyjny mamy już za sobą, rynek rozumie, że są pewne wahania powiązanie na przykład z zimą czy w ogóle ze zjawiskami klimatycznymi – stwierdził Klesyk.

O korzyściach związanych z debiutem giełdowym mówił również prezes GPW Paweł Tamborski, nawiązując do – mającego miejsce również pięć lat temu – debiutu giełdowego samej GPW.

W długiej perspektywie czasu trzeba patrzeć na strategię, ale również na sposób funkcjonowania rynku kapitałowego. Rynek kapitałowy bardzo często ocenia sytuację przez pryzmat krótkoterminowy. W dłuższym dystansie fakt, że GPW notowana jest na giełdzie wymusza po naszej stronie również średnio – i długoterminowe myślenie odnośnie budowania wartości dla akcjonariuszy. Musimy być dobrzy w tym co robimy. Musimy być efektywni w prowadzeniu naszych platform, w budowaniu nowych sposobów realizacji transakcji. W długiej perspektywie – szukanie efektywności – powiedział szef GPW.

Uważam, że sposób funkcjonowania gospodarki desperacko wymaga i potrzebuje rynku kapitałowego – twierdzi również  Jacek Socha. Były minister skarbu uważa równocześnie, że najbliższe lata przyniosą kres prywatyzacji spółek Skarbu Państwa. – Rola ministra skarbu będzie się w Polsce kończyła, jeśli chodzi o wprowadzanie na giełdę spółek skarbu państwa (…). Kończący się zasób prywatyzacyjny spółek istotnych dla rynku kapitałowego musi być rekompensowany czymś, co będzie pochodziło z sektora prywatnego – zaznacza Socha, dodając, że już dziś można mówić o tych przedsiębiorcach dla których obecność na GPW była szansą na rozwój – jak to miało miejsce chociażby w przypadku Zygmunta Solorza i zakupu Polkomtela.

Giełda giełdą, ale przypadek, o którym tu mówimy jest jedną z najciekawszych lekcji dotyczących strategii prywatyzacyjnej i rozwoju rynku kapitałowego w Polsce – powiedział Jan Krzysztof Bielecki, przytaczając swoje obserwacje dotyczące „sprawy Eureko” z perspektywy pracownika EBOiR. – Po pierwsze ta wycena transakcji – dosyć korzystna dla inwestora – okazała się być niezwykle wygodnym instrumentem dla budowy płaszczyzny do kolejnych akwizycji przez grupę Eureko. Dosłownie kilka miesięcy później widziałem jak na rynku brytyjskim grupa Eureko chciała dokonać akwizycji czwartej brytyjskiej firmy ubezpieczeniowej, pokazując, że wartość zbudowała na transakcji z PZU – powiedział Bielecki. W jego opinii w okresie konfliktu przedstawiciele holenderskiego inwestora prowadzili bardzo agresywną grę, próbując zaangażować instytucje takie jak EBOiR przeciw Polsce. – Trzecia sprawa – Skarb Państwa stracił na tej transakcji, ale jak popatrzymy z perspektywy czasu okazuje się, że wszyscy zarobili. Ta cząstka udziałów, którą dziś ma Skarb Państwa, to jest zapewne więcej, niż było na samym początku – powiedział były premier. Zdaniem Jana Krzysztofa Bieleckiego, dzięki wejściu PZU na giełdę zostało osiągnięte to, co dla polskiego rynku bardzo istotne. – Chcemy, żeby na polskim rynku było dużo podmiotów zagranicznych – ale żeby było ich 50, 60 proc. a nie 100 proc – dodał przedstawiciel EY.

Karol Jerzy Mórawski

Udostępnij artykuł: