50 największych banków w Polsce: Między pierwszą a trzecią Bazyleą

BANK 2013/06

Jeśli za pierwszym razem patrzy się na następujące po sobie regulacje bazylejskie, to dostrzega się na ogół rosnący z edycji na edycję stos dokumentów, którego pełne opanowanie sprawia trudności nawet osobom korzystającym z niego na co dzień. Przytłoczeni nadmiarem szczegółowości zapominamy jednak, że kryją one coś więcej niż szeregi cyfr i cele do osiągnięcia. Ich sens sprowadza się bowiem do próby opisania filozofii bankowości, a ta zmieniała się z dekady na dekadę.

Jeśli za pierwszym razem patrzy się na następujące po sobie regulacje bazylejskie, to dostrzega się na ogół rosnący z edycji na edycję stos dokumentów, którego pełne opanowanie sprawia trudności nawet osobom korzystającym z niego na co dzień. Przytłoczeni nadmiarem szczegółowości zapominamy jednak, że kryją one coś więcej niż szeregi cyfr i cele do osiągnięcia. Ich sens sprowadza się bowiem do próby opisania filozofii bankowości, a ta zmieniała się z dekady na dekadę.

Grzegorz Brudziński

Jeśli zaczniemy od pierwszej Bazylei…

…to skromnie zakrojone regulacje odpowiadały zmieniającemu się spojrzeniu na bankowość w Europie Zachodniej i w Stanach Zjednoczonych z początku lat 70. Był to okres nasilającej się w kolejnych dekadach deregulacji rynków finansowych, stopniowego zanikania podziału na bankowość inwestycyjną i depozytową oraz rosnącego przekonania, że przyszłość należy do instytucji oferujących pełną gamę produktów finansowych. Jak wierzono wówczas, bankowość uniwersalna w wydaniu instytucji o globalnym wymiarze nie tylko najlepiej wpisywała się w potrzeby sektora realnego, ale jednocześnie uchodziła za najbezpieczniejszą formę bankowości. Łącząc w jednej organizacji różne linie biznesowe, miała zapewniać tym samym niezbędną dywersyfikację ryzyka. I jeszcze jedna rzecz za tym przemawiała. Był to także okres rozkwitu technologii informatycznych i obliczeniowych, dzięki którym stało się możliwe w praktyce zarządzanie ryzykiem. Towarzyszył temu rozwój technik, które mogły uchodzić za sztandarowe metody z tego obszaru, jak wycena ryzyka oparta na parametrach rynkowych czy koncepcja wartości zagrożonej – value at risk – k tóra w ydawała się być panaceum na wszelkie zagrożenia. Na straży szerokiego ładu stała natomiast koncepcja dyscypliny rynkowej, która poprzez mechanizm kształtowania cen miała nagradzać pozytywne zachowania podmiotów i korygować ich niewłaściwe działania.

Utracone złudzenia

Można zatem powiedzieć, że pod koniec XX w. panowało przekonanie o równowadze. Przeciwwagą dla zagrożeń związanych z modelem dużego banku uniwersalnego miało być coraz doskonalsze zarządzanie ryzykiem w jego ramach oraz coraz bardziej skuteczna dyscyplina rynkowa. Z obecnej perspektywy, zwłaszcza po upadku Lehman Brothers, spojrzenie jest już diametralnie inne. Dywersyfikacja, jaką tej grupie podmiotów miało zapewnić łączenie różnych linii biznesowych w ramach jednej organizacji, nie prowadzi już do pożądanego ograniczenia ryzyka. Powoli za to zyskują przychylność koncepcje ich podziału, do czego stara się przekonać raport Liikanena czy prace komisji Vickersa w Wielkiej Brytanii. Zbyt słabym hamulcem bezpieczeństwa, zwłaszcza wobec instytucji o charakterze transnarodowym, okazało się podejście reprezentowane przez dyscyplinę rynkową.

Jak pokazały wydarzenia z lat 2007- 2008, rynek nie okazał się ani wszechwiedzący, ani działający z odpowiednim wyprzedzeniem. Za to udowodnił po raz kolejny, że skory jest do popadania z jednej skrajności w drugą, czyli do poruszania się między dwiema skrajnościami – paniką i euforią. W efekcie dyscyplina rynkowa, na której bazowały regulacje pierwszej Bazylei, w kolejnych jej edycjach ustępują coraz bardziej miejsca dyscyplinie regulacyjnej reprezentowanej przez środowisko i stanowisko nadzoru. Zmienia się także sam charakter regulacji, zakres poruszanych kwestii i coraz dłuższa staje się lista podmiotów, do których jest skierowana.

Coraz dalej, coraz głębiej

O ile zapisy pierwszej Bazylei, które ujrzały światło dzienne w roku 1988, miały charakter miękki, bo zaadresowane były do banków prowadzących działalność na rynku międzynarodowym (a prócz tego pozbawione były wiążącej mocy prawnej, bo zainteresowane kraje same decydowały, czy i w jakim zakresie je wprowadzić do własnego porządku prawnego), to kolejne wersje tych regulacji stają się wraz z upływem czasu coraz bardziej twarde i poruszają coraz więcej kwestii. Zwłaszcza jeśli ścieżka legislacyjna biegnie przez Unię Europejską.

Dla porównania tekst dyrektywy CRD IV, czyli unijnej wersji Bazylei III, który został przyjęty na posiedzeniu Parlamentu Europejskiego 16 kwietnia 2013 r. czyni bardzo niewielką liczbę wyjątków. Poza ogólną zasadą, że nie stosuje się jej wobec banków centralnych, w przypadku Polski (art. 2 punkt 3 podpunkt 17) nie podlegają jej tylko spółdzielcze kasy oszczędnościowo- -kredytowe oraz Bank Gospodarstwa Krajowego. Warto także zwrócić uwagę, że dyrektywa po przetłumaczeniu na języki państw UE ma zostać wprowadzona do ich porządku prawnego bez żadnych zmian. W porównaniu zatem do regulacji objętych pierwszą Bazyleą dokonała się tutaj prawdziwa rewolucja na miarę przewrotu kopernikańskiego.

A zaczęło się niewinnie….

Początek regulacji bazylejskich wiąże się na ogół z upadkiem niemieckiego banku Herstatt, który przeszedł do historii z dwóch powodów. Po pierwsze licencję utracił w roku 1974, gdy straty na nietrafionych operacjach walutowych przekroczyły czterokrotnie wartość kapitałów. Prócz tego jego przypadek unaocznił, że przerwanie operacji w trakcie zmiany stref czasowych oznacza straty dla partnerów w obu strefach. Nic zatem dziwnego, że pierwsze regulacje bazylejskie skupiły się na dwóch kwestiach: ryzyku rozliczeniowym i przede wszystkim na minimalnym wymogu kapitałowym, uzależniając skalę akcji kredytowej od posiadanych przez bank głównie funduszy własnych. Dla porządku dodajmy tylko, że ta relacja wyznaczona była w wysokości 8 proc. W roku 1996 regulacje te zostały uzupełnione o kwestie związane z działalnością handlową oraz pojawiły się wymogi kapitałowe z tytułu ryzyka rynkowego. Pozostałe kwestie wciąż pozostawione były dyscyplinie rynkowej.

Nowa umowa kapitałowa, czyli Bazylea II, publicznie dostępnym dokumentem stała się w czerwcu 2004 r. po pięciu latach od publicznych konsultacji nad pierwszym projektem. Tu także jednym z impulsów do zmian był upadek znanego banku, którym tym razem okazał się Barings Bank za sprawą nieautoryzowanych operacji Nicka Leesona. Jeśli spojrzy się na filozofię tego dokumentu, to przebija z niego próba znalezienia złotego środka między podejściem rynkowym i regulacyjnym.

O ile Bazylea II postrzega rynek jako zbiór tworzony przez odrębne i niezależne od siebie podmioty, to w Bazylei III coraz silniej zarysowuje się podejście systemowe.

Artykuł jest płatny. Aby uzyskać dostęp można:

  • zalogować się na swoje konto, jeśli wcześniej dokonano zakupu (w tym prenumeraty),
  • wykupić dostęp do pojedynczego artykułu: SMS, cena 5 zł netto (6,15 zł brutto) - kup artykuł
  • wykupić dostęp do całego wydania pisma, w którym jest ten artykuł: SMS, cena 19 zł netto (23,37 zł brutto) - kup całe wydanie,
  • zaprenumerować pismo, aby uzyskać dostęp do wydań bieżących i wszystkich archiwalnych: wejdź na aleBank.pl/sklep.

Uwaga:

  • zalogowanym użytkownikom, podczas wpisywania kodu, zakup zostanie przypisany i zapamiętany do wykorzystania w przyszłości,
  • wpisanie kodu bez zalogowania spowoduje przyznanie uprawnień dostępu do artykułu/wydania na 24 godziny (lub krócej w przypadku wyczyszczenia plików Cookies).

Komunikat dla uczestników Programu Wiedza online:

  • bezpłatny dostęp do artykułu wymaga zalogowania się na konto typu BANKOWIEC, STUDENT lub NAUCZYCIEL AKADEMICKI

Udostępnij artykuł: