500 plus nie wystarczy, żeby zachęcić kobiety do rodzenia dzieci

Witold Gadomski

Witold Gadomski
Witold Gadomski

Program rządowy Rodzina 500+ miał dwa cele – poprawę sytuacji materialnej rodzin wielodzietnych, z których spora część ma średnie dochody niższe niż minimum socjalne i podniesienie dzietności, a w dłuższej perspektywie zahamowanie spadku demograficznego. Ten pierwszy cel jest łatwo mierzalny i szybko odczuwany. Drugi jest ważniejszy w dłuższym okresie, gdyż zapaść demograficzna może stworzyć za kilkanaście lat potężne problemy społeczne.

#Witold Gadomski: Można postawić hipotezę, że kobiety z jednym lub dwoma dziećmi zdecydowały się na kolejne, wiedząc, że otrzymają dodatkowy zasiłek. Ale jeśli mniej rodzi się dzieci pierwszych, to za kilka lat skutkiem tego będzie zmniejszenie dzietności #500PLUS

Informacje o dzietności w ubiegłym roku są umiarkowanie optymistyczne. W 2017 roku urodziło się 403 tys. dzieci, czyli o 21 tys. więcej niż rok wcześniej. Ale trend zwyżkowy zaczął się już w roku 2016, gdy nie mogły jeszcze ujawnić się efekty 500 +. Nie wiemy więc, czy  ubiegłoroczny przyrost urodzeń to skutek programu, czy innych zjawisk społecznych. Zresztą, liczba urodzonych w 2017 roku dzieci wciąż jest mniejsza niż w latach 2008-2010.

Dla demografów ważniejszym wskaźnikiem niż liczba urodzonych dzieci jest współczynnik dzietności, czyli średnia liczba dzieci urodzonych przez kobiety w ciągu całego swego życia. W ubiegłym roku współczynnik ten wyniósł 1,45 i był wyższy niż w roku 2016, gdy wynosił 1,36. Ale współczynnik ten rośnie od roku 2014, więc znów nie jesteśmy pewni, w jakim stopniu program 500 + skłania kobiety do rodzenia, a w jakim jest to kwestia innych czynników.

W dodatku w ubiegłym roku zmniejszyła się liczba dzieci, urodzonych jako pierwsze. Można postawić hipotezę, że kobiety z jednym lub dwoma dziećmi zdecydowały się na kolejne, wiedząc, że otrzymają dodatkowy zasiłek. Ale jeśli mniej rodzi się dzieci pierwszych, to za kilka lat skutkiem tego będzie zmniejszenie dzietności.

Jeżeli wskaźnik dzietności wynosi mniej niż 2, to znaczy, że obecne pokolenie będzie zastąpione przez pokolenie mniej liczne. Opublikowane właśnie dane Eurostatu pokazują, że w żadnym kraju Unii Europejskiej wskaźnik ten nie osiąga granicznego poziomu.

We Francji, która ma najbardziej hojne i rozbudowane programy wspierania dzietności wyniósł w roku 2016 1,92, w Szwecji 1,85, w Niemczech, które mają bogatszy niż Polska program wspierania rodzin współczynnik dzietności wyniósł 1,60. Osoba niepracująca u naszych zachodnich sąsiadów  otrzymuje 300 euro na każde dziecko, także pierwsze.

Spadek dzietności to skutek przemian cywilizacyjnych. W Polsce w roku 1990 kobiety rodziły średnio 2,06 dzieci  – mieliśmy jeden z najwyższych współczynników dzietności w Europie. Ale też najszybciej współczynnik ten spadał. W roku 2015 byliśmy w Unii Europejskiej na przedostatnim miejscu pod względem dzietności, w roku 2016 na siódmym miejscu od końca.

Sytuacja poprawia się, ale bardzo wolno, a przykład krajów, które na politykę prorodzinną wydają znacznie więcej niż my wskazuje, że bardzo trudno jest skłonić kobiety do prokreacji samymi bodźcami materialnymi.

 

Udostępnij artykuł: