ACTA niczego nie zmienia

Finanse i gospodarka

Bezprecedensowa publiczna dyskusja na temat ACTA ujawniła, że mało kto wie, jakie regulacje dotyczące internetu obowiązują w Polsce. Wysoką temperaturę dyskusji wywołały obawy o wprowadzenie ograniczeń i kontroli sposobu korzystania z internetu. Tymczasem ACTA, gdyby weszła w życie, niczego w polskim prawie by nie zmieniła. Polskie prawo, obowiązujące od dawna, jest bardziej restrykcyjne niż zalecenia umowy.

Bezprecedensowa publiczna dyskusja na temat ACTA ujawniła, że mało kto wie, jakie regulacje dotyczące internetu obowiązują w Polsce. Wysoką temperaturę dyskusji wywołały obawy o wprowadzenie ograniczeń i kontroli sposobu korzystania z internetu. Tymczasem ACTA, gdyby weszła w życie, niczego w polskim prawie by nie zmieniła. Polskie prawo, obowiązujące od dawna, jest bardziej restrykcyjne niż zalecenia umowy.

ACTA, czyli Anti Counterfeiting Trade Agreement (Umowa handlowa dotycząca zwalczania obrotu towarami podrabianymi) wymierzona jest w kraje, w których nie obowiązują odpowiednie przepisy o ochronie własności intelektualnej lub się ich w patologicznej skali nie przestrzega. W istocie dotyczy głównie obrotu fałszywymi lekami i podrabianymi towarami oraz tzw. piractwa cyfrowego. Polska, na szczęście, do takich krajów nie należy.

Dyskusja na temat tego, czy Polska powinna ratyfikować tę umowę czy nie, w rzeczywistości dotyczyła czegoś zupełnie innego: w jaki sposób jest, a w jaki powinien być uregulowany kanon zachowań w internecie. Z jednej strony - czy ochrona prawa własności nie naruszy prawa do wolności użytkowników sieci? Z drugiej strony - czy nieodwracalne już standardy zachowań w sieci nie naruszają cudzych praw intelektualnych?

Są to kluczowe pytania wynikające z faktu, że rzeczywistość technologiczno-społeczna znacznie wyprzedziła systemy prawne. Brak jasnych reguł spowodował poczucie zagrożenia większości internautów, którzy nawet jeśli chcą, to zazwyczaj nie są w stanie zorientować się, jakie ich zachowania są dozwolone, a na jakie przewidziany jest paragraf. System norm prawnych w tej dziedzinie daleki jest od czarno-białej przejrzystości, jak np. Kodeks karny czy Prawo o ruchu drogowym. Warto przy tym podkreślić, że budzący największe kontrowersje art. 27 ACTA dotyczy nielegalnego obrotu w internecie, lecz jedynie w zakresie udostępniania/sprzedaży, a nie osobistego użytku. Środki obecnie przewidziane w polskim prawie to głównie środki zabezpieczające zawarte w Kodeksie Postępowania Cywilnego, Prawie autorskim oraz własności przemysłowej.

Te przepisy pozostawiają jednak wiele do życzenia i ustawodawca powinien je zaktualizować i dostosować do rzeczywistości. Przyznał to zresztą sam minister administracji i cyfryzacji Michał Boni, który powiedział we wtorek 15 lutego, że polskie władze muszą wyciągnąć dobrą lekcję z doświadczenia ACTA i przyśpieszyć prace nad nowymi rozwiązaniami. Jego zdaniem obszary, na temat których trzeba dyskutować, to m.in. prawo autorskie, legislacja, mechanizmy konsultacyjne.

Zatem istotą problemu jest nie ACTA, ale brak jasnych reguł i rzetelnej informacji o tym co wolno, a czego nie wolno w internecie oraz za jakie zachowanie jaka grozi kara. Państwo jest obowiązane taką informację zapewnić swoim obywatelom, by nade wszystko gwarantować im poczucie bezpieczeństwa.

Na zlecenie BCC Kancelaria Prawna Świeca i Wspólnicy opracowała opinię nt. ACTA, której główne wnioski znajdują się poniżej:

Wnioski nt. ACTA:

  • ACTA, nie będąc normą prawną i nie zawierając żadnej normy prawnej, stanowi jedynie zobowiązanie państw do podjęcia działań ustawodawczych zgodnie z treścią umowy
  • postanowienia ACTA znajdują się już w polskim porządku prawnym jak i porządku prawnym UE - Polska już obecnie posiada w swoim systemie prawnym wszelkie instytucje służące ochronie praw autorskich przewidziane w umowie ACTA
  • ani Polska, ani UE nie podejmuje żadnych inicjatyw ustawodawczych związanych z tą umową - w związku z masowym sprzeciwem społecznym najpewniej nie dojdzie do ratyfikacji umowy
  • nawet gdyby doszło do ratyfikacji umowy ACTA, zapisy w niej zawarte w żaden sposób nie zmienią obecnego stanu prawnego w Polsce, ponieważ, w toku negocjacji, państwa - z obawy o konieczność daleko idących zmian ustawodawczych - wprowadziły zastrzeżenia, iż żadne postanowienie umowy ACTA nie może kolidować z ich wewnętrznym prawem
  • budzący kontrowersje art. 27 ACTA dotyczy nielegalnego obrotu w internecie, lecz jedynie w zakresie udostępniania/sprzedaży, a nie osobistego użytku; zapisy umowy ACTA mówią głównie o środkach zabezpieczających i możliwościach organów państwa uzyskiwania informacji o podmiotach tak rynkowych jak i cyfrowych
  • elementarne kontrowersje wiążą się z ustawą, nad którą trwają prace w Kongresie USA tzw. SOPA. SOPA jest bardzo restrykcyjne, głównie wobec internautów, ale Polski w żaden sposób nie dotyka
  • nie zmieniają się również regulacje dotyczące handlu lekami generycznymi, ani postanowienia wspólnotowego Kodeksu Celnego

Zjawisko masowego sprzeciwu wobec umowy należy rozpatrywać pod kątem problematyki społecznej (sprzeciwu wobec braku dialogu rządu ze społeczeństwem, który uwidocznił się również przy okazji wprowadzania pakietu ustaw zdrowotnych oraz zapowiedzi stopniowego wydłużania wieku emerytalnego), nie zaś w kontekście prawnym. Dlatego warto podkreślić, że protesty społeczne w sprawie ACTA wynikają nie z realnego zagrożenia związanego ze zmianą obowiązującego prawa, lecz braku klarownego komunikatu ze strony rządowej i dialogu, również medialnego, dotyczącego treści umowy, jej wpływu na polskie prawodawstwo oraz wniosków, jakie należy wyciągnąć z procedury negocjowania umowy ACTA.

Daria Mientkiewicz
Partner w Kancelarii "Świeca i Wspólnicy" sp.k.

Michał Jaskólski
Partner w Kancelarii "Świeca i Wspólnicy" sp.k.

Emil Muciński
Rzecznik
Instytut Interwencji Gospodarczych BCC

Udostępnij artykuł: