Alchemicy

Andrzej Lazarowicz

Wieki temu alchemicy głowili się nad tym, jak ołów zamienić w złoto. Dziś całkiem inni alchemicy usilnie pracują nad tym, by na owo złoto przekuć swe zachowania i - rzucane czasem na wiatr - słowa.

Sztuka czy wielosztuki? – Oto jest pytanie. – Oczywiście, że wielosztuki. Będzie taniej. Te, nie pozbawione skądinąd sensu słowa z reklamy “Żabki”, przychodzą mi na myśl, gdy widzę działania niektórych polityków czy dziennikarzy. Z tym, że w przypadku tych ostatnich taniej dla ich pracodawców nie będzie – wszak wiadomo, że pismaki żyją z wierszówki i im więcej tworzą, tym więcej mają.

W gruncie rzeczy nic mi po tym, ile kto tworzy i ile zarabia. Portfel bliźniego nie leży w sferze moich zainteresowań, bo ani nie mam związków z fiskusem, ani z przedstawicielami prawa pilnującymi, by w owym portfelu było jedynie tyle, ile się jego właścicielowi należało. Bardziej interesuje mnie to, jak można ilość produkowanych tekstów połączyć z ich jakością. Widać słabym i mało zdolnym jestem, bo nie produkuję ich codziennie. I cud, że trafiła mi się kochająca kobieta, która nie dość, że lenia nie pogoni, to jeszcze go żywi i opiera.

Uważam, może niesłusznie, że jeśli chce się czytelnikowi, słuchaczowi czy współobywatelowi przekazać coś rzeczywiście interesującego, to powinno się najpierw głęboko zastanowić, a dopiero potem pisać, mówić czy śpiewać. Jeśli zaś nie ma się czegokolwiek nowego do przekazania, lepiej raczej milczeć. Bo co komu po opisywaniu rzeczywistości, którą i tak doskonale widzi. Ba, nawet zinterpretować potrafi. Przypomina to niektórych duchownych, którzy, chcąc przedłużyć kazanie, a nie bardzo wiedząc, co powiedzieć wiernym, przypominają to, co w dopiero co zakończonych czytaniach mszalnych padło. A wszak już św. Augustyn z Hippony (żyjący w latach 354-430) podkreślał, że to krótkie kazania poruszają serca, długie zaś poruszają tyłki. Słuchaczy, rzecz jasna, bo słuchając andronów, rzeczywiście trudno na miejscu usiedzieć.

Możliwe jednak, że takie zachowanie to sposób na zaistnienie i pokazanie szefom, że się jest, jest się czujnym i na rozkazy gotowym. A że w dzisiejszych czasach profity on przynosi, to dziwaczny jeno zbieg okoliczności. Jakoś mi jednak do takich osób pasują słowa Johanna Nepomuka Eduarda Ambrosiusa Nestroya (austriackiego aktora, pisarza i śpiewaka operowego): Czegóż ci alchemicy nie wypróbowali, by stworzyć złoto. Znam doskonałą receptę. Weź zuchwałość, impertynencję, podstęp, egoizm, pięć długich palców, dwa wielkie wory i malutkie sumienie, zawiń to wszystko w liberię, a w ciągu dziesięciu lat da to całą górę dukatów.

Udostępnij artykuł: