Amber Gold i inni: dlaczego chciwość wygrywa z rozsądkiem?

Finanse osobiste / Paweł Jabłoński

Paweł Jabłoński
Paweł Jabłoński Fot. Robert Lidke, aleBank.pl

Sejmowa komisja ds. Amber Gold zakończyła działalność i czekamy na jej raport końcowy choć nie oczekuję by wyjaśniono w nim dlaczego tysiące ludzi, mimo ostrzeżeń powierzyło swoje oszczędności podejrzanej firmie.

#PawełJabłoński: Wystarczyło spojrzeć na niezwykle wysokie odsetki płacone deponentom, by wiedzieć, że taki model biznesowy nie ma prawa długo funkcjonować #AmberGold @uknf #KNF

Co gorsza sposób relacjonowania prac komisji przez różne media upewnia mnie w przekonaniu, że stan świadomości społeczeństwa sprzyja powstawaniu kolejnych podobnych afer oraz sprzyja różnym wyłudzaczom.

Jeżeli dziennikarze z mediów, które trudno podejrzewać o życzliwość dla rządzącej prawicy zwracają uwagę na wypowiedź syna premiera Tuska o tym, że  – „wiedzieli z ojcem, że Amber Gold to lipa” -to chyba jest źle. Dla tych dziennikarzy i części komisji śledczej ta wypowiedź oznacza, ze premier coś wiedział (pewni dzięki służbom), ale nie powiedział, nie zadziałał i ludzie stracili oszczędności.

Tymczasem o tym, że Amber Gold to lipa wiedział nie tylko premier, jego syn i służby specjalne (te ostatnie to tylko hipoteza), ale też wielu ludzi mających podstawową wiedzą o finansach.

Podejrzane wysokie odsetki

Osobiście nie mam kontaktu z żadnymi służbami, świat poznaję  przez obserwację i czytanie gazet oraz portali, ale też wiedziałem od dawna, że to będzie afera. Wystarczyło spojrzeć na niezwykle wysokie odsetki płacone deponentom, by wiedzieć, że taki model biznesowy nie ma prawa długo funkcjonować. Pisała też o tym niejedna gazeta. Ale dziś okazuje się, ze nawet dla inteligentnych dziennikarzy, firma która za powierzone oszczędności płaci 2 -3 razy więcej niż banki to tylko świetna okazja do zarobienia, a nie jakieś ryzyko.

…a to była zwykła piramida

I dziś oni podobnie jak większość Polaków zastanawiają się dlaczego Amber Gold upadł i dlaczego w firmie nie było odłożonych dziesiątek ton złota.

Tymczasem prawda jest prosta; firma pieniądze otrzymane od ciułaczy ładowała w nierentowne linie lotnicze, albo wypłacała je kolejnym oszczędzającym. Wszystko było dobrze, dopóki wpłacających było dużo więcej niż wypłacających. Gdy to się skończyło nastąpił krach jak zwykle w piramidach finansowych.

Ezopowy język ostrzeżeń

Niestety Polacy ulegli czarowi reklam w gazetach, telewizji czy na wielkich blokach w centrum stolicy i powierzali pieniądze podejrzanej firmie. W tej sprawie (i następnych podobnych) ważne tu jest też zachowanie Komisji Nadzoru Finansowego. Od dawna alarmowała ona prokuraturę i umieściła Amber Gold na liście ostrzeżeń. Niestety sposób prowadzenia tej listy i zawarte w niej sformułowania skierowany jest do fachowców. Co przeciętnemu zjadaczowi chleba mówi zapis , że Amber jest podejrzany o „przyjmowanie wkładów pieniężnych w celu obciążania ich ryzykiem, bez zezwolenia KNF”.

Rozumiem, że pisząc takie zdanie Komisja chroni „dobre” imię tej instytucji przyjmującej depozyty. Dopóki nie udowodni się jej , że diagnoza KNF co do charakteru tych wpłat jest słuszna, firma jest chroniona. To oznacza, że dopóki  sąd się nie wypowie, interes  Amber Gold i jej podobnych firm jest ważniejszy od interesu ludzi którzy powierzyli im pieniądze.

Udostępnij artykuł: