Amerykanom Twist nie wystarczy

Finanse i gospodarka

Fed rozczarował niedawno brakiem działań, mogących pobudzić słabnącą gospodarkę. Tymczasem sytuacja na amerykańskim rynku pracy pogarsza się. Kolejna runda ilościowego luzowania wydaje się tylko kwestią czasu.

Na czerwcowym posiedzeniu amerykańska rezerwa federalna nie zdecydowała się na podjęcie bardziej zdecydowanych działań, których celem byłoby pobudzenie tamtejszej gospodarki. Ograniczyła się jedynie do przedłużenia do końca bieżącego roku operacji Twist, czyli skupowania obligacji o długim terminie wykupu, których rentowność stanowi podstawę ustalania oprocentowania kredytów hipotecznych, za środki uzyskane ze sprzedaży papierów krótkoterminowych. Spora część inwestorów i ekonomistów liczyła na uruchomienie trzeciej rundy ilościowego luzowania polityki pieniężnej, czyli dodruku pieniądza.

Takie posunięcie wydaje się asekuracyjne, biorąc pod uwagę, że Fed jednocześnie obniżył prognozy tempa wzrostu amerykańskiej gospodarki zarówno na bieżący, jak i następny rok. Jest zaś oczywiste, że bez poprawy w gospodarce nie polepszy się sytuacja na rynku pracy. Trzeba zaś pamiętać, że to właśnie dbanie o jego kondycję jest drugim, po zapewnieniu stabilności waluty i poziomu inflacji, głównym celem Fed.

Kontrowersje co do zasadności i skuteczności stosowania przez Fed posiadanych przez tę instytucję narzędzi nie ograniczają się do szerokiego kręgu obserwatorów, ale dotyczą też członków rezerwy federalnej. Jej szef, Ben Bernanke, uznał przedłużenie czasu trwania operacji Twist jako posunięcie odważne. Kilka dni później James Bullard, szef oddziału Fed w St. Louis oznajmił, że poprzeczka na drodze do trzeciej rundy ilościowego luzowania jest umieszczona wysoko. Jego zdaniem obecna polityka pieniężna może bardziej szkodzić, niż pomagać amerykańskiej gospodarce, a członków Fed czeka okres sporów co do jej kształtu. Także Richard Fisher, kierujący oddziałem Fed w Dallas, krytycznie wypowiadał się o skuteczności operacji Twist.

Kontrowersji i sporów nie powinno więc w najbliższym czasie zabraknąć, jednak o wyniku, czyli kierunku dalszych posunięć Fed, zdecyduje sytuacja na rynku pracy. Ta zaś od kilku miesięcy systematycznie się pogarsza. Wskazuje na to większość wskaźników, charakteryzujących ten obszar

Zahamowaniu uległa trwająca od niemal dwunastu miesięcy tendencja spadku stopy bezrobocia. Po długim okresie poprawy, wzrosła ona w maju z 8,1 do 8,2 proc. Nie wzbudziło to niepokoju Fed, który prawdopodobnie ocenia, że będziemy mieć do czynienia z przejściowym pogorszeniem się, podobnym do tego, które obserwowano od marca do kwietnia do czerwca 2011 r. i od lipca do października 2010 r. Warto jednak jednocześnie przypomnieć, że druga runda QE zakończyła się w czerwcu 2011 r., a pierwsza w marcu 2010 r. W obu przypadkach skutki były widoczne na rynku pracy.

120630.amerykanom.550x342

Ten efekt wskazuje wyraźnie, że ani amerykańska gospodarka, ani sytuacja na rynku pracy, będąca pochodną kondycji tej pierwszej, nie są w stanie wyjść z zapaści bez dodatkowego wspomagania. Negatywne sygnały dają niemal wszystkie parametry, dotyczące zatrudnienia. Poza rosnącą stopą bezrobocia, zwiększa się także liczba wniosków o zasiłek dla bezrobotnych. Po kilku miesiącach poprawy zaczyna się ona ponownie zbliżać do poziomu 400 tys. tygodniowo, a jej przekroczenie będzie bardzo negatywnym sygnałem. Od dwóch miesięcy widoczne jest hamowanie tempa tworzenia nowych miejsc pracy w sektorze pozarolniczym. To jeden z najbardziej miarodajnych wskaźników, charakteryzujących tendencje na rynku pracy i w gospodarce. W kwietniu liczba nowych etatów zmniejszyła się do 77 tys., czyli była o połowę niższa niż w marcu. W maju osiągnęła ona poziom 69 tys., najniższy dwunastu miesięcy.

Poprawa widoczna na przełomie ubiegłego i obecnego roku okazała się przejściowa i spodziewać się należy dalszego spowolnienia tempa wzrostu PKB, a tym samym kontynuacji negatywnych tendencji w zakresie zatrudnienia. Pogorszenie sytuacji na rynku pracy pogłębia zaś, poprzez spadek konsumpcji, kłopoty w gospodarce. Tworzy się więc błędne koło, a pogarszająca się sytuacja w największych gospodarkach azjatyckich, czyli Chin i Indii oraz strefy euro, dodatkowo potęguje zagrożenia. W tej sytuacji nie pozostaje nic innego, jak zastosować po raz kolejny sposób może na dłuższą metę kosztowny i niebezpieczny, ale skuteczny w łagodzeniu najcięższych objawów zapaści, czyli dodruk pieniądza. Prawdopodobnie Fed zdecyduje się na to posunięcie w najbliższych miesiącach, jeśli z rynku pracy napłyną kolejne negatywne sygnały.

Roman Przasnyski

Udostępnij artykuł: