Bank i Klient: Chwilówki pod lupą

BANK 2019/02

W internecie funkcjonują dziesiątki serwisów podszywających się pod instytucje pożyczkowe. Ich celem jest zbieranie danych osobowych potencjalnych klientów oraz przyjmowanie zapłaty poprzez SMS za rzekome rozpatrzenie wniosku kredytowego. „Omawiane działanie naraża konsumentów na znaczne straty finansowe” – przestrzegał w ostatnich tygodniach Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów.

W internecie funkcjonują dziesiątki serwisów podszywających się pod instytucje pożyczkowe. Ich celem jest zbieranie danych osobowych potencjalnych klientów oraz przyjmowanie zapłaty poprzez SMS za rzekome rozpatrzenie wniosku kredytowego. „Omawiane działanie naraża konsumentów na znaczne straty finansowe” – przestrzegał w ostatnich tygodniach Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów.

Tymczasem Rzecznik Finansowy ujawnił, iż nieuczciwe praktyki rynkowe przytrafiają się również podmiotom jak najbardziej oficjalnie funkcjonującym w tzw. branży chwilówkowej.

Dla przykładu, aż 81 adresów www wykupił indywidualny przedsiębiorca z Rybnika, aby za ich pośrednictwem oferować chwilówki. „W celu otrzymania pożyczki konsumenci wysyłają wiadomości tekstowe o podwyższonej opłacie. W zależności od serwisu internetowego opłata za jednorazowy kod potrzebny do przesłania wniosku o udzielenie pożyczki może wynieść nawet 30,75 zł (…) Równocześnie konsument nie jest informowany, o jaką pożyczkę wnioskuje i na jakich warunkach mógłby ją otrzymać” – czytamy w ostrzeżeniu opublikowanym przez UOKiK. Właściciel wspomnianych domen nie ma uprawnień do udzielania kredytów konsumenckich, a jego numerów NIP i REGON daremnie szukać w rejestrze firm pożyczkowych, prowadzonym od lipca 2017 r. przez KNF. Działalność wspomnianego przedsiębiorcy sprowadza się bowiem do gromadzenia danych osobowych oraz ich zamieszczania na prowadzonej przez ten sam podmiot platformie, oficjalnie służącej do kontaktowania pożyczkodawców z klientami. Rzecz w tym, że nikt nie jest w stanie określić, ile umów zostało zawartych z wykorzystaniem wspomnianego narzędzia ani też, czy w ogóle takie przypadki miały miejsce. „Z informacji uzyskanych od przedsiębiorcy wynika, że nie weryfikował danych podmiotów rejestrujących się w serwisie nelp.pl, w tym nie sprawdzał, ile pożyczek zostało uruchomionych przez poszczególnego ›inwestora‹” – przypomina regulator. Wszystkie te niuanse nie są znane konsumentom, którzy w wyborze dostawcy usług finansowych kierują się z reguły wyglądem stron internetowych. A te zdają się nie generować żadnych podejrzeń. „Ww. serwisy internetowe, poprzez swoją konstrukcję, układ oraz przekaz marketingowy mogą wskazywać, iż działalność przedsiębiorcy polega na udzielaniu pozabankowych pożyczek konsumenckich. (…) Przedsiębiorca stosuje powszechnie znane standardy rynkowe, wskazujące odbiorcy, iż korzysta on z witryny instytucji pożyczkowej” – poinformował UOKiK.

Pożyczka za mieszkanie

Mechanizm opisany powyżej wydaje się być podręcznikową egzemplifikacją oszustwa, polegającego na symulowaniu procedury kredytowej w celu wyłudzenia korzyści finansowych od potencjalnych klientów. Kwalifikowaną formą tego przestępstwa jest udzielanie relatywnie niewysokich pożyczek pod zastaw nieruchomości, zmierzające do przejęcia mieszkania bądź domu za bezcen. Na ten wyjątkowo niebezpieczny i niegodziwy proceder zwrócił uwagę Rzecznik Finansowy w opublikowanym pod koniec ubiegłego roku, obszernym raporcie na temat patologii występujących w branży pożyczkowej. „Wraz z zawarciem umowy kredytu równocześnie dochodziło do przeniesienia własności nieruchomości kredytobiorcy na rzecz kredytodawcy. Przeniesienie własności stanowiło przy tym warunek uzyskania kredytu, a umowy przewidywały prawo odkupu nieruchomości” – czytamy w opracowaniu. Ta ostatnia opcja miała charakter nie mniej iluzoryczny aniżeli cała transakcja. Zarówno warunki udzielenia pożyczki, jak też różnego rodzaju kary i opłaty dodatkowe zawarte w umowie miały doprowadzić do sytuacji, w której pożyczkobiorca nie będzie w stanie spłacić należności, tracąc tym samym prawo do odkupienia własnego lokalu. „W niektórych przypadkach w ogóle nie dochodziło do udzielenia kredytu, a jedynie do sprzedaży nieruchomości z opcją odkupu. W takich wypadkach kwota sprzedaży była niższa od kwoty, za którą sprzedający miałby prawo odkupić nieruchomość” – wskazali eksperci Biura Rzecznika Finansowego. Dysproporcja nierzadko była szokująca, ...

Artykuł jest płatny. Aby uzyskać dostęp można:

  • zalogować się na swoje konto, jeśli wcześniej dokonano zakupu (w tym prenumeraty),
  • wykupić dostęp do pojedynczego artykułu: SMS, cena 5 zł netto (6,15 zł brutto) - kup artykuł
  • wykupić dostęp do całego wydania pisma, w którym jest ten artykuł: SMS, cena 19 zł netto (23,37 zł brutto) - kup całe wydanie,
  • zaprenumerować pismo, aby uzyskać dostęp do wydań bieżących i wszystkich archiwalnych: wejdź na aleBank.pl/sklep.

Uwaga:

  • zalogowanym użytkownikom, podczas wpisywania kodu, zakup zostanie przypisany i zapamiętany do wykorzystania w przyszłości,
  • wpisanie kodu bez zalogowania spowoduje przyznanie uprawnień dostępu do artykułu/wydania na 24 godziny (lub krócej w przypadku wyczyszczenia plików Cookies).

Komunikat dla uczestników Programu Wiedza online:

  • bezpłatny dostęp do artykułu wymaga zalogowania się na konto typu BANKOWIEC, STUDENT lub NAUCZYCIEL AKADEMICKI

Udostępnij artykuł: