Bank i Klient: Czy problem „frankowiczów” zdestabilizuje polskie banki?

Uncategorized

Wprowadzające do dyskusji pytanie red. Huberta Biskupskiego, czy uzasadniony jest zapis w ustawie prezydenckiej, że "mieszkaniowe kredyty walutowe nimi nigdy nie były z prawnego i ekonomicznego punktu widzenia", rozpoczęło ożywioną dyskusję prezesów banków oraz przedstawicieli NBP, PTE oraz ZBP.

Wprowadzające do dyskusji pytanie red. Huberta Biskupskiego, czy uzasadniony jest zapis w ustawie prezydenckiej, że "mieszkaniowe kredyty walutowe nimi nigdy nie były z prawnego i ekonomicznego punktu widzenia", rozpoczęło ożywioną dyskusję prezesów banków oraz przedstawicieli NBP, PTE oraz ZBP.

Zdaniem Krzysztofa Pietraszkiewicza, prezesa ZBP, ten zapis jest tylko skrótem myślowym, "bowiem w świetle prawa polskiego i UE to były kredyty". Prezes ZBP przypomniał, że nasze banki pożyczały za granicą waluty na kredyty mieszkaniowe, ponieważ nie miały dość własnych środków na sfinansowanie budowy mieszkań, Czy problem "frankowiczów" zdestabilizuje polskie banki? a państwo nie miało programu wspierania takiego budownictwa. Ale jak podkreślił, kredyty walutowe i tak były udzielane w większych reżimach ostrożnościowych niż w innych krajach.

Cezary Stypułkowski, prezes zarządu mBanku, stwierdził dobitnie, że przyjęcie perspektywy, że te produkty nie były kredytami będzie oznaczać koniec rozwoju całego sektora bankowego. A także załamanie dotychczasowej koncepcji jego funkcjonowania w naszym kraju. Jego zdaniem nie podlega dyskusji fakt, że "były to umowy kredytowe o określonym standardzie, choć nieco bardziej skomplikowanym pod względem prawnym niż te udzielane w złotych. Do początku roku 2015 ich formy prawne nie były kwestionowane. A nawet dziś skala problemu z ich spłatą dotyczy tylko wąskiej grupy klientów banków. Inna ich grupa w pełni świadomie weszła w ryzyko związane z takimi kredytami".

W opinii Jacka Bartkiewicza, członka zarządu NBP, skala walutowych kredytów mieszkaniowych niespłacanych w terminie jest niewielka, bowiem w większości przypadków ich posiadaczami są ludzie zamożni. NBP zdecydował się zająć stanowisko w tej sprawie z powodu powszechnego poczucia braku stabilności panującego wokół tych kredytów. Dlatego zdaniem ekspertów banku centralnego, "gdyby ustawa prezydencka o walutowych kredytach mieszkaniowych dotyczyła tylko samych spreadów, nie stanowiłaby zagrożenia dla funkcjonowania całego sektora bankowego. Ale najlepszym sposobem na rozwiązanie problemu kredytów walutowych są dobrowolne, dwustronne negocjacje pomiędzy samymi bankami i klientami".

Zbigniew Jagiełło, prezes zarządu PKO Banku Polskiego, uważa, że nic nie wskazuje na to, aby spór o kredyty walutowe został rozstrzygnięty w sposób racjonalny. Przypomniał, że w przypadku kredytu hipotecznego zawsze jest ryzyko kredytowe, bo choć bank ustala jego oprocentowanie, to nie ma wpływu na kurs walut na kolejne 30 lat. "Nie sposób tego przewidzieć, a potem 95% klientów banków jest zawiedzionych, że świat poszedł w inną stronę, niż zakładali. Trudno tu szukać winnych. Propozycja prezydenta miała za zadanie zmitygować obie strony sporu do osiągnięcia kompromisu"

Krzysztof Pietraszkiewicz przypomniał, że jeśli porówna się sumaryczne koszty wynajmu mieszkań w złotych do raty kredytowej udzielonej w CHF lub PLN, to zawsze koszty wynajmu są wyższe niż obie formy spłat kredytów hipotecznych. Dlatego bardziej się opłacało w ten sposób zbudować własny majątek. Jego zdaniem przeprowadzone wśród Polaków ankiety jednoznacznie pokazują, że większość naszych rodaków nie chce interwencji państwa w przypadku problemów kredytobiorców. Zgadzają się na taką pomoc tylko w nadzwyczajnych, losowych przypadkach. Prezes ZBP przypomniał, że natychmiast po uwolnieniu kursu franka przez szwajcarski bank centralny polskie banki wprowadziły wiele udogodnień, np. rezygnację z dodatkowych zabezpieczeń majątkowych, utrzymanie ujemnego oprocentowania CHF, utworzenie przez banki - dobrowolnego, wynoszącego 700 mln zł, specjalnego funduszu dla klientów z problemami ze spłatą kredytów złotowych i walutowych.

Jacek Bartkiewicz zwrócił uwagę na fakt, że w wśród kredytobiorców jest duża grupa klientów, którzy wzięli walutowe kredyty hipoteczne na sfinansowanie kupna lub budowy kilku lub nawet kilkunastu mieszkań na wynajem. Dlatego NBP czuje duży opór społeczny przed tym, aby zrekompensować takie ryzyko klientom, którzy byli prywatnymi inwestorami. Warte przypomnienia są uwagi prezesa Zbigniewa Jagiełły, że dziś z powodu ujemnej stopy procentowej CHF (-0,75 %) praktycznie nie ma zysków z kredytów mieszkaniowych udzielonych w tej walucie. A gdy to dodatkowo przeliczymy na marże, okazuje się, że bank ponosi stratę. Za wszystko płaci nie bank, tylko jego klient, np. depozytariusz. - Gdy pożyczamy kapitał, a stopa zwrotu jest inna niż oczekiwana przez inwestorów, wtedy, aby ten zwrot nastąpił, trzeba na niego zarobić. Już dziś koszt zwrotu z kapitału bywa ujemny, a same koszty są większe niż zysk. Do czego to prowadzi, widać po obecnej kondycji w łoskich banków. Dziś każda propozycja ZBP i banków przegra z politykami. Ten kryzys dotyczący kredytów walutowych zapoczątkowali politycy i sami muszą go zakończyć. Nie można tego problemu bez końca licytować politycznymi obietnicami, że ktoś może zrobić coś więcej - podkreślił prezes PKO Banku Polskiego.

Do stanowiska prezesa największego polskiego banku nawiązał prezes Cezary Stypułkowski. - Myślenie w kategoriach, że banki same produkują pieniądze, jest aberracją. Musimy zdobywać środki, aby sfinansować naszą działalność. Tymczasem widzimy wręcz festiwal pomysłów, które destabilizują podejście inwestorów do dalszego inwestowania w Polsce, gdzie i tak jest niski poziom rodzimego kapitału, depozytów powyżej jednego roku, nawyków do wieloletniego oszczędzania. Dziś przedstawiciele innych banków europejskich i światowych często pytają mnie, co z kredytami walutowymi zrobi krajowy regulator. Dlatego moim zdaniem narzucenie przez KNF bankom nowego poziomu LTV było ruchem przedwczesnym. A samo namawianie klientów do konwersji ich kredytów walutowych na PLN wywoła u nich małe zainteresowanie - powiedział.

Na ważny aspekt historii polskiej bankowości zwrócił uwagę prezes Krzysztof Pietraszkiewicz. Przypomniał uczestnikom debaty, że przed dziewięciu laty projekty ustaw o listach zastawnych i sekurytyzacji aktywów banków nie weszły w życie, bo posłowie uznali, że właścicielami polskich mieszkań kredytowanych przez nasze banki będą zagraniczni inwestorzy. Jego zdaniem 10-15 lat temu było wielu hurraoptymistów, np. szef UOKiK uważał, że utrudnianie dostępu do kredytów walutowych to stawanie na drodze do szczęścia dla młodych ludzi. - Dziś przy odrobinie dobrej woli sytuacja z kredytami walutowymi jest do opanowania. Ale nie można przerzucać wszystkich problemów osobistych konsumentów na banki, bo to niszczy zaufanie społeczne pomiędzy klientami a bankami. Dzięki kredytom hipotecznym w złotych i obcych walutach oraz wielu prywatnym firmom powstał ogromny majątek, wyraźnie poprawiły się warunki życia tysięcy Polaków, dlatego jako sektor jesteśmy gotowi do racjonalnej dyskusji, jak pomóc tym kredytobiorcom, którzy tego naprawdę potrzebują - podkreślił.

Andrzej Banasiak, dyrektor Departamentu Bankowości Komercyjnej i Specjalistycznej oraz Instytucji Płatniczych (DBK) KNF stwierdził, że gdy w 2008 r. klient zaciągnął kredyt na mieszkanie za 1mln zł, to wynosił on rzeczywiście 1 mln zł (przy kursie 2 zł za CHF). Dziś koszt kredytu sięga poziomu 1 mln 600 tys. zł, a mieszkanie jest warte 800 tys. zł. - Część banków weszła w spore, perspektywiczne ryzyko, ponieważ udzielała kredytów, gdzie poziom LTV przekraczał 100%, czasami nawet 130%. To duża grupa kredytów niezabezpieczonych, dlatego KNF wymógł dofinansowania aktywów banków właśnie z uwagi na to ryzyko. Ale te kredyty spłacają się dobrze, a jeżeli wrócimy do kredytobiorcy z lat 2007-2008, to i tak okaże się, że płaci raty niższe, niż gdyby je wziął w tamtych latach w złotych. Większość "walutowych" klientów z roku 2008 ma niższe raty/koszty niż ci klienci, którzy wzięli kredyt w PLN, nawet uwzględniając spadek wartości ich mieszkań. Dlatego koszty kredytów w złotych (z lat 2007-2008) muszą być uwzględnione w ocenie sytuacji kredytobiorców w CHF z tego samego okresu - zauważył.

Do kwestii straszenia w debacie publicznej potencjalnym kursem CHF do PLN nawiązał prezes Zbigniew Jagiełło. - Często pada pytanie, co będzie, gdy CHF będzie po 6 zł. A ja wtedy na to odpowiadam - jakie wydarzenie polityczne i gospodarcze może to spowodować? Czy wtedy będziemy się martwili o franki, czy jednak o coś innego, np. o kryzys makroekonomiczny? Dziś większym problemem dla polskich banków są niskie stopy procentowe i wynikające z tego konsekwencje na kolejne 5-6 lat - powiedział. - Dziś mamy 350 mld zł kredytów w PLN opartych na zmiennej stopie. Pamiętajmy, że aż dwa lata trwało zmienianie ustawy o listach zastawnych, dopiero od 1 stycznia br. stało się to możliwe. Ustawa ma już 17 lat i do tej pory nikt z niej nie korzystał. Ryzyko stopy procentowej może być "mitygowane" przez banki hipoteczne w perspektywie 5-7 lat. PKO BP i inne banki już wyemitowały listy zastawne o zmiennej stopie, choć chcemy przygotować także te o stałej. Trzeba upowszechnić ten produkt, choć kredyty hipoteczne oparte na stałej stopie (z powodu zabezpieczenia ryzyka zmienności) są droższe od tych o zmiennej. Daje to KNF znakomitą okazję do tego, aby np. w formie rekomendacji zachęcać banki do pójścia w tym kierunku, przez wyznaczenie im limitu ryzyka w zależności od typu stopy oprocentowania. Wtedy kredyt o stałej stopie będzie tańszy przez same regulacje kształtujące poziom ryzyka. Dziś, gdy KNF chce obniżyć poziom LTV, od razu wybucha w prasie lament, że biedniejszych nie będzie stać na taki kredyt. Dlatego do takich osób powinny być kierowane specjalne państwowe programy mieszkaniowe, np. mieszkania na wynajem, aby nie ponosiły ryzyka związanego z kredytami hipotecznymi - dodał.

Zdaniem prezesa Cezarego Stypułkowskiego warto przyjrzeć się kredytom hipotecznym u naszych południowych sąsiadów. - W Czechach rynek kredytów mieszkaniowych jest oparty nie tyle na stałej, ile na odnawialnej stopie procentowej. Ale korona należy, według OECD, do jednej z najbardziej stabilnych walut na świecie, co widać od 25 lat. Ponieważ nie mieli takiej inflacji jak w Polsce, takie stopy były u nich możliwe - zauważył. - To, by kredyty hipoteczne miały u nas stałą stopę, wymaga nie tylko ogromnego wysiłku ze strony banków i regulatorów, ale też emisji listów zastawnych. Do tej pory nie było w naszym kraju warunków do finansowania takich kredytów z powodu ograniczonego zasobu rodzimych kapitałów. Dodatkową barierą jest fakt, że większość depozytów jest zdeponowana na zaledwie od trzech do sześciu miesięcy. W latach 2005- 2007 trzeba było importować kapitał z zagranicy, aby sfinansować budownictwo mieszkaniowe. Dziś nikomu nie wolno antagonizować klientów z ich bankami. Bankom nie zależy na dalszym destabilizowaniu sytuacji ich klientów, wbrew temu co się o nas mówi - podkreślił. Na polityczny aspekt przewartościowania kursu CHF do PLN zwrócił uwagę dr Jerzy Pruski, wiceprzewodniczący Rady Towarzystwa Ekonomistów Polskich. - Poziom przewartościowania franka do złotego świadczy też o poziomie niedowartościowania polskiej waluty. Szwajcaria to mały kraj, którego waluta ma tak dużą aprecjację z powodu globalnych kryzysów f inansowych. Ta presja już spowodowała ujemną stopę banku centralnego Szwajcarii. W efekcie banki też wprowadzają zerową lub ujemną stopę procentową na produkty oparte na franku - stwierdził. - Dlatego, choć oprocentowanie kredytów we frankach do złotego wzrosło, to w jakimś stopniu rekompensuje to klientom banków zerowy kosztów obsługi. Dlatego po ustabilizowaniu się sytuacji w strefie euro można spodziewać się obniżenia kursu franka do innych walut i stopniowego podnoszenia stóp procentowych. Z tego powodu bardzo mało prawdopodobny jest kurs rzędu 6 zł do 1 CHF. A gdyby to się stało, wtedy państwo musi ratować cały system finansowy. Problem stabilności sektora z powodu walutowych kredytów hipotecznych był w Polsce zaledwie zasygnalizowany raz pierwszy w roku 2014. Do dziś koszty ratowania klientów i banków kosztowały łącznie 6 mld zł to wpływa negatywnie na cały sektor bankowy - dodał.

Według Krzysztofa Pietraszkiewicza politycy szkodzą klientom banków. - Każdy bank ma przygotowaną strategię postępowania wobec swoich klientów i byłby w stanie zrobić dla nich więcej niż do tej pory, gdyby nie stała groźba ze strony polityków. To zniechęca banki, bo nic takiej ustawowej interwencji nie uzasadnienia - zauważył. - W Polsce na 1090 mld złotych akcji kredytowej, jest zaledwie 63 mld złotowych kredytów zagrożonych, z czego mieszkaniowych ok. 11%,(a tylko około 40% z tej niewielkiej puli to kredyty walutowe). Dlatego nic nie uzasadnia aż ustawowej interwencji makroekonomicznej. Nie ma też żadne go powodu do prawnej interwencji państwa. Aby uspokoić nastroje, sektor bankowy powinien zawrzeć deal z państwem i co roku odkładać pulę środków (plus rozwiązania prawne i instytucjonalne) na tzw. końcowe rozliczenie walutowych kredytów mieszkaniowych - podkreślił.

Z tezami o nadmiernej monopolizacji usług finansowych przez banki nad Wisłą stanowczo nie zgodził się prezes Zbigniew Jagiełło. - Na tle innych rynków europejskich polski sektor bankowy jest wysoko konkurencyjny, ponieważ ma niski stopień koncentracji. A to z perspektywy klienta oznacza, że ma realny wybór w ofercie bankowej. Mogę w rozmowie z moimi pracownikami wskazać na rozwiązania moich konkurentów, na to, że wiele rzeczy można zrobić lepiej i taniej - stwierdził. - Dziś pod względem

 
Udostępnij artykuł: