Bank i Klient: Furtka roztargnienia

BANK 2017/05

Przepisy umożliwiające zwrot pieniędzy omyłkowo wysłanych na nieprawidłowe konto mogą okazać się prawdziwą puszką Pandory. Nie wiemy jednak jeszcze, jaki kształt ostatecznie przybiorą.

Przepisy umożliwiające zwrot pieniędzy omyłkowo wysłanych na nieprawidłowe konto mogą okazać się prawdziwą puszką Pandory. Nie wiemy jednak jeszcze, jaki kształt ostatecznie przybiorą.

Krzysztof Maciejewski

Do konsultacji społecznych trafił właśnie kontrowersyjny projekt przygotowany przez Kancelarię Prezydenta RP we współpracy z Rzecznikiem Finansowym. Zarzewie potencjalnego konfliktu wiąże się z problemem, który dotyczy osób wpisujących niewłaściwy numer rachunku podczas wykonywania przelewu. Dziś, jeżeli klient pomyli się, wpisując ciąg 26 cyfr, przez co pieniądze trafią do innego adresata, niż powinny, wówczas może mieć kłopot z ich odzyskaniem. Dobre duchy z Kancelarii Prezydenta RP i Biura Rzecznika Finansowego planują jednak wspomóc wszystkich roztargnionych. Na razie nie wiemy, w jaki sposób.

Martwe prawo

Czym właściwie jest taki przelew? Zgodnie z prawem bankowym, dokonując przelewu, wydajemy bankowi dyspozycję obciążenia naszego rachunku określoną kwotą i uznania jej na rachunku wierzyciela. Ta dyspozycja przelewu musi zawierać numer konta. Mogą się tam również znaleźć dane osobowe lepiej identyfikujące odbiorcę. Mogą, ale nie muszą. Pojawienie się kilka lat temu przelewów natychmiastowych nieco sprawy pokomplikowało. A wszystko to oczywiście wina Tuska, a właściwie Unii Europejskiej. Dyrektywa 2007/64/WE Parlamentu Europejskiego i Rady z dnia 13 listopada 2007 r. w sprawie usług płatniczych w ramach rynku wewnętrznego jednoznacznie stwierdza, że zlecenie płatnicze jest wykonywane zgodnie z unikatowym identyfikatorem (którym jest numer konta). Jeżeli podaliśmy zatem 26 cyfr, to zlecenie uznaje się za prawidłowe. Przed przyjęciem europejskich regulacji w tej materii, to na banku spoczywał obowiązek sprawdzenia tożsamości posiadacza rachunku.

Co ciekawe, kodeksy wyróżniają sytuację pomyłkowego wpisania numeru konta. Przepisy zawierają nawet wytyczne, w jaki sposób odzyskać pieniądze, które trafiły do innej osoby niż ta, która miała je otrzymać. Przelew na rzecz innej (nieuprawnionej) osoby można bowiem określić mianem tzw. świadczenia nienależnego. A świadczenie jest nienależne, jeżeli ten, kto je spełnił, nie był zobowiązany względem osoby, której świadczył. Z kolei zgodnie z art. 405 kodeksu cywilnego każdy, kto uzyskał korzyść majątkową bez podstawy prawnej, obowiązany jest do jej zwrotu. Tyle światłe kodeksy, bo rzeczywistość skrzeczy.

Wszystko zależy bowiem od dobrej woli osoby niechcący obdarowanej. Jeżeli delikwent nie zwróci z własnej inicjatywy niesłusznie przelanych pieniędzy, to my raczej nie będziemy mieli szans na ich wyegzekwowanie. Ba! Prawdopodobnie nie poznamy nawet tożsamości nieuczciwego szczęśliwca. Znów przychodzi do głowy czysto teoretyczne rozwiązanie przelewowego dylematu. Cóż bowiem prostszego, niż poprosić bank o udostępnienie danych adresata. Pojawia się jednak pewien problem. Bank nam takiej informacji nigdy nie zdradzi, gdyż wiąże go tajemnica bankowa. Prawo przewiduje wprawdzie kilka sytuacji, w których może on zostać z tej tajemnicy zwolniony, ale z pewnością nie chodzi tu o pomoc dla roztargnionych klientów.

Do konsultacji społecznych trafił kontrowersyjny projekt przygotowany przez Kancelarię Prezydenta RP we współpracy z Rzecznikiem Finansowym. Zarzewie potencjalnego konfliktu wiąże się z problemem osób wpisujących niewłaściwy numer rachunku podczas wykonywania przelewu. Dziś, jeżeli klient pomyli się, wpisując ciąg 26 cyfr, przez co pieniądze trafią do innego adresata, może mieć kłopot z ich odzyskaniem. Dobre duchy z Kancelarii Prezydenta RP i Biura Rzecznika Finansowego planują wspomóc wszystkich roztargnionych. Na razie nie wiemy, w jaki sposób.

Puszka Pandory

Dobrymi chęciami wybrukowane są ulice miasta znanego jako Piekło. Rzeczywiście, nie da się ukryć, że obecna sytuacja pozostaje raczej mało komfortowa, skoro nieostrożny posiadacz rachunku ma tak naprawdę znikome szanse na odzyskanie własnych pieniędzy. Nie wiemy jednak, jak może wyglądać sytuacja po wdrożeniu zmian. Nie wiemy nawet, jakie to będą zmiany. W jednej z niedawnych wypowiedzi Marcin Jaworski z Biura Rzecznika Finansowego przyznał, że chodzi przede wszystkim o takie doprecyzowanie ustawy o usługach płatniczych, aby uregulowała dobrowolny zwrot środków. Oprócz tego chodziłoby o wprowadzenie rozwiązań pozwalających na skuteczne dochodzenie spraw przed sądem, takich jak możliwość wystąpienia z powództwem związanym z bezpodstawnym wzbogaceniem. Brzmi to na razie bardzo enigmatycznie. Nie wiemy, czy nie pojawią się np. naciski, by banki uchylały w podobnych przypadkach tajemnicę bankową. Stąd dość ostrożne wypowiedzi przedstawicieli sektora. – Nie mogę skomentować czegoś, co na razie nie wykroczyło poza fazę projektu – mówi członek zarządu jednego z banków. – Widzę na pewno zagrożenie związane z przelewami natychmiastowymi. Kto dziś zaryzykuje wydłużenie czasu transakcji? – zastanawia się proszący o anonimowość bankowiec. Także dr Przemysław Barbrich ze Związku Banków Polskich komentuje całą sprawę, zachowując powściągliwość. – Rozwiązania muszą być bezpieczne zarówno dla systemu bankowego, jak i dla klientów – podkreśla. W jego opinii, trzeba uważać, żeby nie otworzyć furtki przestępcom, którzy mogą w ten sposób wyłudzać dane.

Kilka stron świata

Z drugiej strony, wiadomo jednak, że do Rzecznika Finansowego każdego roku trafia kilkadziesiąt spraw dotyczących środków wysłanych na niewłaściwe konto, często na dość wysokie kwoty, sięgające jednorazowo nawet kilkuset tysięcy złotych. To kwestia skali – właściciele firm wykonują dziennie kilkanaście lub więcej przelewów, więc są bardzo narażeni na bolesne pomyłki przy wypełnianiu stosownych rubryk.

A z trzeciej wreszcie strony, warto pamiętać, że przywłaszczenie określonych sum nie musi pozostawać bezkarne. Przypomina się tu przypadek pewnej kobiety z Koszalina, która niemalże trafiła do więzienia, bo nie zwróciła omyłkowego przelewu. Sprawę na policję zgłosiła pokrzywdzona, która niechcący przelała ponad 4 tys. zł. Błąd odkryła dopiero wtedy, gdy dostała ponaglenie zapłaty zaległych rachunków. Ale w sukurs przyszli policjanci z Wydziału do Walki z Korupcją i Przestępczością Gospodarczą, którzy szybko namierzyli obdarowaną osobę. Kobieta przyznała, że postanowiła wykorzystać okazję i nie zwracać pieniędzy, które przez pomyłkę wpłynęły na jej konto. A to tzw. przywłaszczenie, za które grozi 5 lat za kratkami. Skończyło się na grzywnie. Mogło jednak w ogóle nie dojść do sprawy, bo niektórzy prawnicy zauważają, że przywłaszczenie stanowi w świetle prawa przestępstwo o charakterze umyślnym, a trudno w ten sposób potraktować otrzymanie błędnego przelewu. A może jednak warto postulować o większą odpowiedzialność za własne pieniądze?

Udostępnij artykuł: