Banki i Klienci: Wiedza i rzetelność to fundament naszego biznesu

NBS 2017/09

Z Anną Żelazną, dyrektorem ds. bankowości spółdzielczej w Union Investment SA rozmawiał Maciej Małek.

Z Anną Żelazną, dyrektorem ds. bankowości spółdzielczej w Union Investment SA rozmawiał Maciej Małek.

Nasza rozmówczyni od lat współpracuje z bankami spółdzielczymi, gdzie zresztą w poprzedniej roli zawodowej była bezpo­średnio zaangażowana. Uznaliśmy, że jej doświadczenia w rynkowo różnych obszarach mogą stanowić inspirację dla czytelników.

Paradoks bankowości spółdzielczej to z jednej strony ograniczenia kapitałowe, z drugiej zaś lokowanie nadwyżek poza sektorem, najczęściej w bankach komercyjnych.

– Przez lata współpracy z bankami spółdzielczymi udało się nam zbudować pewną infrastrukturę. Pozostaje jeszcze duże pole do działania, ale większość banków zrozumia­ła, że nadwyżki wymagają nie tylko bezpiecznego i efektywnego alokowania, ale mają w perspektywie wzmacniać kapitałowo samych dysponentów owych nadwyżek, a więc właśnie banki spółdzielcze. Sytuacja na rynku, że wspomnę tylko stopy procentowe i ograniczone możliwości banków zrzeszających, stawia na porządku dziennym kwestię zago­spodarowania pieniędzy – bezpiecznie i z zadowalającym zyskiem. Union Investment współpracuje z bankami spół­dzielczymi od dwóch dekad, ja w tematyce funduszy inwestycyjnych osobiście od blisko dziesięciolecia.

Jakie były początki tej współpracy?

– Łatwo nie było, także dlatego, że fundusze inwestycyj­ne oferują instrumenty relatywnie nowe na rynku usług finansowych. Perspektywa dwudziestoletnia to nie jest dłu­go, stąd prezesi, do których wówczas się zwracano z ofertą, w najlepszym razie posiadali wiedzę ze słyszenia. Na uczel­niach nie mówiono o funduszach nic, zaś na rozmaitych kursach i szkoleniach, a sama przechodziłam ich wiele, je­dynie ogólnie i na marginesie innych rozważań. Również współcześnie, a spotykam się ze studentami wydziałów eko­nomicznych, na pytanie, czym różni się fundusz otwarty od zamkniętego, rzadko uzyskuję prawidłową odpowiedź. Brak wiedzy to ogólna bolączka. Jest rzeczą naturalną, że boimy się tego, co nieznane. Ja, pan, czy ktokolwiek inny, boi się tego, czego nie zna. Jeden bardziej, drugi mniej – to kwestia otwartości na wyzwania. Tyle że w tym przypadku mamy do czynienia z pieniędzmi.

Czy w tym kontekście edukacji pozasystemowej nie powinniśmy traktować jako inwestycji, jak bowiem robić biznes z kimś, kto napotyka na barierę wiedzy?

– Tak właśnie stało się w naszym przypadku. Zaczęliśmy bowiem od edukacji, choć być może, zwłaszcza w początkowym okresie, nie była ona tak efektywna, jakbyśmy tego oczekiwali. Z czasem praca u podstaw, bowiem szkolenia obejmowały nie tylko kadrę kierowniczą, ale również pra­cowników banków spółdzielczych, zaczęła przynosić owo­ce. Dzisiaj alternatywne możliwości inwestowania, poza tradycyjnymi lokatami, są inaczej postrzegane i stanowią realną alternatywę, a niekiedy pierwszy wybór.

Przełożyło się to na ofertę biznesową?

– We współpracy ze Spółdzielczą Grupą Bankową przygoto­waliśmy dedykowaną ofertę, na którą składają się trzy fun­dusze wprost adresowane do banków spółdzielczych i pod ich potrzeby. Podstawę stanowi dopasowanie się do potrzeb, oczekiwań i możliwości klienta, w miejsce tzw. produktów z pudełka. Wszystkie trzy z przygotowanych funduszy mają charakter otwarty i oferowane są – pod szyldem SGB – ban­kom spółdzielczym i ich klientom. Przy czym dodam od razu, że nie zdarzyło się na przestrzeni wprawdzie krótkiej jeszcze historii, by którykolwiek z nich w zalecanym mini­malnym horyzoncie inwestycji zanotował stratę.

Straty są jednak możliwe?

– Zanim odpowiem, przypomnę, gdzie w początkach naszej działalności tkwił problem. Banki, towarzystwa czy biura maklerskie, oferując produkty finansowe, nie analizowały odporności i przygotowania klienta do ponoszenia ryzyka czy posiadanej przez niego wiedzy. Regułą było zarabianie na funduszach akcyjnych, przynoszących największe prowi­zje. Sprzedawcy, nastawieni na maksymalizację zysku, nie ustrzegli się tego błędu. Pamiętamy lata spektakularnych zysków i zarobki, o których prowadzący biznes mogli je­dynie pomarzyć. Roczna stopa zysku dochodziła nawet do kilkudziesięciu procent. Była to również swoista premia za ryzyko, ale większość uczestników owej gry z tego ryzyka nie zdawała sobie sprawy. Powiem więcej, bywały sytuacje, że – dowiadując się u fryzjera czy w taksówce, że sąsiad z zysków uzyskanych dzięki funduszom wymienił samochód – wielu ludzi decydowało się na rodzaj hazardu, ba nawet zaciągali kredyty na ten cel. Gorzej – nabywali jednostki uczestnictwa w czasie hossy, podczas gdy górka to czas sprzedawania. Po­kłosiem sytuacji sprzed dziesięciu ...

Artykuł jest płatny. Aby uzyskać dostęp można:

  • zalogować się na swoje konto, jeśli wcześniej dokonano zakupu (w tym prenumeraty),
  • wykupić dostęp do pojedynczego artykułu: SMS, cena 5 zł netto (6,15 zł brutto) - kup artykuł
  • wykupić dostęp do całego wydania pisma, w którym jest ten artykuł: SMS, cena 19 zł netto (23,37 zł brutto) - kup całe wydanie,
  • zaprenumerować pismo, aby uzyskać dostęp do wydań bieżących i wszystkich archiwalnych: wejdź na aleBank.pl/sklep.

Uwaga:

  • zalogowanym użytkownikom, podczas wpisywania kodu, zakup zostanie przypisany i zapamiętany do wykorzystania w przyszłości,
  • wpisanie kodu bez zalogowania spowoduje przyznanie uprawnień dostępu do artykułu/wydania na 24 godziny (lub krócej w przypadku wyczyszczenia plików Cookies).

Komunikat dla uczestników Programu Wiedza online:

  • bezpłatny dostęp do artykułu wymaga zalogowania się na konto typu BANKOWIEC, STUDENT lub NAUCZYCIEL AKADEMICKI

Udostępnij artykuł: