Banki nie wypłacają klientom dodatkowych prowizji…w Szwajcarii

Finanse osobiste

Nie każdy posiadacz konta wie, że należą mu się określone prowizje, jeśli bank obracając jego pieniędzmi, otrzymuje ulgę np. od funduszu inwestycyjnego. Banki szwajcarskie, cieszące się tak wielką atencją i zaufaniem ludzi z grubymi portfelami, zatrzymywały i dalej zatrzymują niemałe kwoty, które właściwie powinny przekazać klientowi

Nie każdy posiadacz konta wie, że należą mu się określone prowizje, jeśli bank obracając jego pieniędzmi, otrzymuje ulgę np. od funduszu inwestycyjnego. Banki szwajcarskie, cieszące się tak wielką atencją i zaufaniem ludzi z grubymi portfelami, zatrzymywały i dalej zatrzymują niemałe kwoty, które właściwie powinny przekazać klientowi

Bundesgericht, Tribunal fédéral: Właściciel konta generalnie może domagać się od swojego banku zwrotu rabatów, o ile wcześniej z nich wyraźnie nie zrezygnował #UOKiK

To ukryte dla niewprawnego oka źródło bankowych dochodów rozpoznał finansista Hubert Schwärzler. Jego firma Liti-Link AG oferuje posiadaczom kont odzyskanie tego, co banki po cichu sobie inkasują.

Niewidoczne pieniądze

Pochodzący z pobliskiego Liechtensteinu Schwärzler współpracuje z kilkudziesięcioma prawnikami i jak trzeba wytacza bankom procesy. Nazwa jego firmy nie jest przypadkowa: Liti to skrót od Litigation, co znaczy spór sądowy. A Link to link, wskazówka dla „ofiar”, do kogo mają się zwrócić, czyli do niego.Gra toczy się o niewidzialne dla klienta prowizje i ulgi, które bank i pośrednik otrzymują od funduszu inwestycyjnego lub firm ubezpieczeniowych. W niemieckojęzycznym świecie finansów te dodatkowe wpływy są nazywane różnie: z angielska Kick-Back-Zahlung lub Rückvergütung, czyli rekompensata; w Szwajcarii mają nazwę Retroprovision lub Retrozession.Nazwy te dotyczą niewidocznych pieniędzy, czyli należności, przysługujących właściwie posiadaczowi lokaty, którą obracają, a więc „żywią się” nią, bankowcy i maklerzy. Zgarniają oni w całości otrzymywane upusty, czyli dodatkowe zyski, zamiast dzielić się nimi z ciułaczem. 

Sądy sprzyjają klientom banków

Przez lata nie było jasne, w jakich przypadkach pośrednik lub bank czyli dostawca usług finansowych (Finanzdienstleister) musi informować klienta czyli właściciela konta o otrzymywanych rabatach.W 2011 roku niemiecki Trybunał Federalny (Bundesgerichtshof – BGH) w trzech sentencjach orzekł m.in., że bank musi poinformować swego klienta, jeśli od funduszu inwestycyjnego otrzyma zwrot opłat manipulacyjnych w zamian za duże inwestycje. W przeciwnym razie klient nie rozpozna, dlaczego jego bank jest zainteresowany polecaniem mu właśnie tego funduszu.Przyjazny klientom wyrok w 2012 roku wydał też szwajcarski Sąd Federalny w Lozannie (Bundesgericht, Tribunal fédéral). Stwierdził mianowicie, że właściciel konta generalnie może domagać się od swojego banku zwrotu rabatów, o ile wcześniej z nich wyraźnie nie zrezygnował. I o ile nie upłynął dziesięcioletni okres przedawnienia roszczeń.To dodatkowe źródło bankowych dochodów jest bardzo obfite. Szwajcarska firma doradcza Finalix szacuje tę „wartość dodaną” na jeden procent indywidualnych wkładów; według wyliczeń firmy, te retrocesje wynosiły kilka lat temu 4,2 mld franków czyli 3,8 mld euro. Stanowi to 12,4 proc. wartości rocznego produktu całego sektora bankowego w Szwajcarii. 

Wysokie prowizje dla prawników

Hubert Schwärzler, pomagający w „wyszarpywaniu” pieniędzy od banków ujawnił, że miał 650 klientów, w tym 60 proc. z Niemiec, którzy chcieli odzyskać należne im kwoty. Jeśli to się udaje, a w 90 procentach podobno tak – jak twierdzi  Schwärzler – firma Liti-Link AG inkasuje 35-40 proc. odzyskanych sum. To dużo, ale też wcześniej  klient nie ponosi żadnych kosztów, płaci dopiero w razie sukcesu.W Szwajcarii swoje pieniądze, zwykle nieopodatkowane, w minionych latach ulokowało ok. 120 000 Niemców. Wielu z nich ze strachu przed wykryciem tymczasem zgłosiło się do rodzimej skarbówki, by uiścić zaległe podatki z karą. Niektórzy uczynili to, wiedząc, że ich nazwisko znalazło się na płytach CD, które ten czy ów bankier szwajcarski sprzedał niemieckim organom ścigania.Będąc w Niemczech śledziłem dyskusje, w których zastanawiano się, czy jest moralne kupowanie przez państwo niemieckie danych, sprzedawanych przez pozbawionego skrupułów pracownika szwajcarskiego banku. Uznawano to za nieetyczne, ale w końcu pragmatyzm brał górę. Skarbówka niemiecka wydawała kilka milionów euro, ale zyskiwała kilkaset.

Grzesznicy podatkowi też mają prawo do zwrotu rabatów

Grzesznicy podatkowi też mają prawo do retrocesji czyli otrzymania zwrotu rabatów od banku w Zurychu, Genewie czy Bernie. Hubert Schwärzler twierdzi jednak, że większość nie wie o takiej możliwości. Inni zaś, zaszokowani wykryciem lub strachem przed zdemaskowaniem przez rodzimą skarbówkę, nie życzą sobie rozgłosu i żadnych procesów. „Chcą zamknąć swój szwajcarski etap lokowania kapitału” - powiedział Schwärzler.Teoretycznie można więc odzyskać niemałe pieniądze. Schwärzler podał następujący przykład: ktoś miał w latach 2003-2012 lokatę 750 000 franków. Z powodu 10-letniego przedawnienia nie da się odzyskać 58 312 franków z okresu do np. kwietnia 2009 roku. Ale za okres od maja 2009 do 2012 można starać się o zwrot 30 784 franków, w tym odsetki za zwłokę.Banki to twardy i sprytny kontrahent. A szwajcarskie nie od dziś plasują się w czołówce. Szwajcaria w ogóle błyszczy, czystością, harmonią społeczną, urokliwą przyrodą, międzynarodową aurą. Ale cienie też są. Jak wszędzie. Trzeba tylko wiedzieć, gdzie patrzeć.
Źródło: aleBank.pl
Udostępnij artykuł: