Banki: Pycha z chciwością

EDS 2011/10-12 (październik - grudzień 2011)

Alior Bank, Bank Zachodni WBK, Kredyt Bank, Deutsche Bank... Łączą je finansowe zachęty, by klienci przenosili do nich swoje konta. Taka uroda rynku, że to banki muszą zachęcać do zmiany, bo sami klienci robią to rzadko, a nawet bardzo rzadko. Polska to nie Stany Zjednoczone.

Tam głośnym echem odbiła się ostatnio akcja przenoszenia kont w ramach tzw. Bank Transfer Day. Była to reakcja na próbę wprowadzenia przez Bank of America opłat (niewielkich, bo 5 USD). Ale próba ta nastąpiła w fatalnym momencie, gdy od miesiąca trwał protest „Okupuj Wall Street” oburzonych na bankowe praktyki. Na skuteczną akcję polskich „Oburzonych” się nie zapowiada, ale warto przyjrzeć się bliżej i zajrzeć głębiej w istotę problemu. Można tam dojrzeć wiele niecnych praktyk, można też dostrzec to, co wychyla się zza biurek prezesów i ukradkiem stąpa po miękkich dywanach gabinetów. To pycha.

Problem nie jest wcale nowy, ale nabrał w ostatnich miesiącach szczególnych rumieńców za sprawą fatalnego wizerunku instytucji finansowych. Nabrał, co wcale nie znaczy, że jest roztrząsany i dyskutowany. Co to, to nie. Może dlatego, że jest po prostu wstydliwy.

A sprowadza się do tego, że menedżerowie podejmujący ważne decyzje, na przykład o fuzjach i przejęciach, są przekonani o swej nieomylności w ocenie przyszłych korzyści. Nie chodzi o to, że wiedzą lepiej. Chodzi o ewidentnie błędne osądy co do pozyskanej wiedzy, oceny aktualnej sytuacji i przewidywanych zdarzeń wpisujące się w tak zwaną kognitywną zarozumiałość. Chodzi o skłonność do przesadnej oceny wyników własnej pracy i przekonanie o kontrolowaniu rozwoju wydarzeń, o iluzję kontroli. O złudzenie, które określić można jako subiektywne przeświadczenie, że szansa odniesienia sukcesu jest niewspółmiernie wysoka w stosunku do rzeczywistego prawdopodobieństwa.

Hipoteza pychy – bo o niej mowa – jest stosunkowo nową koncepcją na opisanie rzeczywistości i dobrze tłumaczy obieranie zbyt ambitnych celów, nierealnych, zważywszy na zdolności menedżerskie oraz zawyżenie oczekiwanych korzyści z tytułu synergii. Poświęcona jej najnowsza literatura z zakresu zarządzania związana jej z docenieniem roli psychologii przy podejmowaniu decyzji o fuzjach i przejęciach. Nie pierwszy to zresztą raz, że psychologia świetnie i przekonująco tłumaczy w racjonalnym świecie to, czego nie widać tam, gdzie widać powinno najlepiej. No bo na amerykańskiej ulicy wyczuwalna jest jak Stany długie i szerokie niechęć do ponoszenia dodatkowych opłat i świadczeń, a zwłaszcza tam, gdzie sprawa dodatkowych, czyli w relacjach banki – klienci. Dziś ci klienci przede wszystkim czują się ponownie obywatelami zgorszonymi praktykami banków w ostatnich latach. Nie rozumieć tych nastrojów i nie wyciągać z tego wniosków, to znaczy rozumieć niewiele. Nawiasem mówiąc, można się zastanowić, jak bardzo określenie „nastrój rynku” i „sentyment rynkowy” oderwało się od „nastrojów” ulicy.

A wracając do pychy… Badania na ten temat przynoszą świetne wyniki. Okazuje się, że empiryczne prace starają się zweryfikować hipotezę pychy, tworząc związki pomiędzy pychą zarządzających a rozczarowującą reakcją rynków. Dowiedziono na przykład – temu akurat zjawisku poświęcono naprawdę wiele uwagi – że rynki finansowe gorzej reagują na zapowiedzi fuzji i połączeń i generalnie ważnych rynkowych komunikatów głoszone przez zbyt pewnych siebie menedżerów, niż gdyby te same zapowiedzi głosili menedżerowie uznawani za mniej zarozumiałych.

Ponadto zarozumiali menedżerowie z wysoko podniesionymi nosami i ego tak rozbudowanym, że nie mieści się w średniej wielkości sali operacyjnej banku, są bowiem ge

 

Udostępnij artykuł: