Banki Spółdzielcze: IPS to dopiero początek drogi

NBS 2016/11

Pierwszy polski system ochrony instytucjonalnej obchodzi swoje pierwsze urodziny. Decyzja, podjęta na posiedzeniu Komisji Nadzoru Finansowego 3 listopada ub. r., zapoczątkowała nowy model współpracy w ramach zrzeszeń w zakresie monitorowania płynności i wypłacalności banków oraz wzajemnego wspierania się placówek w sytuacjach kryzysowych. Rocznica ta stanowi doskonały moment do refleksji nad optymalnym wykorzystaniem potencjału banków spółdzielczych w kluczowym dla ich funkcjonowania obszarze biznesowym.

Pierwszy polski system ochrony instytucjonalnej obchodzi swoje pierwsze urodziny. Decyzja, podjęta na posiedzeniu Komisji Nadzoru Finansowego 3 listopada ub. r., zapoczątkowała nowy model współpracy w ramach zrzeszeń w zakresie monitorowania płynności i wypłacalności banków oraz wzajemnego wspierania się placówek w sytuacjach kryzysowych. Rocznica ta stanowi doskonały moment do refleksji nad optymalnym wykorzystaniem potencjału banków spółdzielczych w kluczowym dla ich funkcjonowania obszarze biznesowym.

 Karol Jerzy Mórawski

Dyskusji na tak ważki dla polskiej spółdzielczości bankowej temat sprzyja nie tylko istotne odciążenie obu banków zrzeszających w wyniku przekazania sporej części kompetencji do IPS. O konieczności reorientacji licznych aspektów funkcjonowania spółdzielców decyduje mnogość wyzwań, jakie stawia przed nimi współczesny rynek finansowy – poczynając od niekorzystnego dla tradycyjnego biznesu bankowego otoczenia niskich stóp procentowych, poprzez dynamicznie rozwijające się nowe formy bankowania, a kończąc na nasilającej się konkurencji zarówno ze strony banków komercyjnych, jak i graczy spoza sektora w rodzaju fintechów czy też rosnących w siłę instytucji pożyczkowych. Właściwe określenie konkurentów i potencjalnych sojuszników w tych niełatwych uwarunkowaniach, wyznaczenie obszarów rywalizacji i współdziałania, wreszcie wypracowywanie nowego modelu relacji z klientem wydają się być niezbędne, aby stawić czoła wspomnianym wyzwaniom współczesności.

 Potrzebę poważnych korekt strategii polskiej bankowości lokalnej dostrzegają zresztą sami spółdzielcy; fakt ten wymownie potwierdzają wyniki badania, przeprowadzonego w mijającym roku przez Zakład Bankowości Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie wśród pracowników lokalnych instytucji finansowych. Aż 73% respondentów tegorocznej edycji badania uznało obecny model bankowości spółdzielczej za nieefektywny; dla porównania, w analogicznej ankiecie rozpisanej trzy lata temu jedynie 15% badanych dostrzegało systemową niewydolność relacji w sektorze spółdzielczym.

 Konkurent realny, ale nie tradycyjny Z kim przyjdzie się zmierzyć spółdzielcom w nadchodzących latach? Na rynkach lokalnych będzie się robić coraz gęściej. Wymiana pokoleniowa i coraz wyższy poziom informatyzacji mieszkańców obszarów wiejskich sprzyja bankom komercyjnym, które nie muszą już budować równoległej sieci placówek, by wykreować silną pozycję na zdominowanym przez spółdzielców rynku. Potrzeby kredytowe osób cyfrowo wykluczonych w coraz większym stopniu zaspokajają instytucje pożyczkowe, które według niezależnych analiz rynku osiągnęły stabilną pozycję w obszarze pożyczek niskokwotowych do 5 tys. zł. Bezpośrednim rywalem bankowości lokalnej w samym segmencie spółdzielczym pozostają również spółdzielcze kasy oszczędnościowo- kredytowe, które – mimo ogarniającego je głębokiego kryzysu – wciąż dysponują kwotami w wysokości jednej siódmej sumy bilansowej banków spółdzielczych. Do tego grona w najbliższych latach mają również szansę dołączyć podmioty z branż określanych wspólnym mianem fintech – np. pożyczki społecznościowe, elektroniczne kantory i lombardy bądź rozmaite serwisy o profilu inwestycyjnym.
nbs.2017.01.strona.012.425xKarol Jerzy MórawskiAbsolwent Wydziału Historycznego Uniwersytetu Warszawskiego. Autor wielu publikacji z zakresu krajoznawstwa, dziejów Warszawy oraz polskiej motoryzacji. Współpracował m.in. z redakcjami dzienników „Życie”, „Dziennik – Polska, Europa, Świat” oraz „Polska The Times”. Od 2010 r. współpracuje z Wydawnictwem Centrum Prawa Bankowego i Informacji, przygotowując artykuły dla „Miesięcznika Finansowego BANK”, „Nowoczesnego Banku Spółdzielczego”, „Kuriera Finansowego – Nowoczesne Zarządzanie Biznesem” oraz portalu aleBank.pl.
Spółdzielcy tymczasem koncentrują się na rywalizacji z pierwszą z wymienionych grup; z badania przeprowadzonego przez Instytut Ekonomiczny w Krakowie wynika, że dwóch na trzech przedstawicieli sektora uważa banki komercyjne za główne zagrożenie konkurencyjne. Odpowiedzi takiej udzielali częściej reprezentanci dużych placówek spółdzielczych (niespełna 75% deklaracji w tej grupie), jednak i w podmiotach o zasięgu lokalnym przeszło co drugi z pracowników postrzegał presję dużych banków funkcjonujących w formie spółek akcyjnych jako podstawowe, by nie rzec: jedyne zagrożenie dla ich dotychczasowej pozycji. Na drugim miejscu w tym rankingu znalazły się „niebankowe firmy pożyczkowe”; można się domyślać, iż chodzi tu raczej o tradycyjne firmy chwilówkowe aniżeli fintechy. Co trzeci reprezentant małych placówek spółdzielczych i jeden na czterech pracowników dużych banków uważa, iż walka spółdzielców o klienta odbywać się będzie na tym odcinku. Na innych kluczowych rywali, w tym SKOK-i oraz niedookreślone „inne podmioty” (prawdopodobnie w tej ostatniej grupie znalazły się firmy fintechowe) zwracało uwagę niespełna 10% respondentów.Autorzy raportu nie precyzują, na jakiej podstawie bankowcy doszli do takich, a nie innych wniosków – trudno zatem oceniać, czy wskazane odpowiedzi są efektem własnych doświadczeń, analiz eksperckich, czy też może intuicyjnego ustawiania placówek komercyjnych w roli „tradycyjnego konkurenta”. Ten ostatni wariant mógłby prowadzić do przeszacowania znaczenia konkurencyjnego podmiotów działających na rynku regulowanym i niedoszacowania coraz bardziej agresywnych i dynamicznych graczy spoza sektora.

Kredyt konsumpcyjny: nisza czy pułapka?

Obszary rywalizacji pomiędzy obydwoma kategoriami banków przybliżyć mogą dane BIK odnoszące się do akcji kredytowej. W przypadku rynku detalicznego banki spółdzielcze nastawione są w pierwszej kolejności na produkty konsumpcyjne; dwie trzecie zawieranych umów kredytowych dotyczy tego rodzaju zobowiązań, a ich wartość w portfelu kredytowym sektora spółdzielczego przekracza połowę. Tymczasem w placówkach komercyjnych produktem dominującym pod względem wartości są kredyty hipoteczne; ich wartość przekracza 70% całego portfela kredytowego. Największą dysproporcję pomiędzy obydwoma segmentami rynku widać jednak w przypadku nowoczesnych form niskokwotowego kredytowania konsumentów, w rodzaju kart czy też limitów w rachunku. O ile w bankach komercyjnych tego rodzaju produktów dotyczyło około 45% umów kredytowych, co stanowiło wartość porównywalną z odsetkiem udzielonych kredytów konsumpcyjnych, to w przypadku spółdzielców proporcja ta wyniosła 65 do 25% na korzyść tradycyjnej formy finansowania. Jeszcze bardziej jest to zauważalne w odniesieniu do wartości nowoczesnych narzędzi kredytowych. W bankach komercyjnych karty i limity w koncie stanowiły 2,3% wartości całego portfela kredytowego, podczas gdy u spółdzielców ich wartość była wręcz niezauważalna.Co wynika z tego zestawienia? Obszarem największej przewagi spółdzielców na rynku konsumenckim jest produkt konserwatywny, do tego powszechnie oferowany nie tylko przez inne banki czy SKOK-i, ale również podmioty spoza sektora (przede wszystkim instytucje pożyczkowe). Już choćby z tego powodu rywalizacja na polu kredytu konsumpcyjnego może być zadaniem wyjątkowo trudnym, zwłaszcza w starciu z podmiotami niepodlegającymi tak restrykcyjnym regulacjom jak banki, dla których konkurowanie ceną nie powinno stanowić problemu. Również kierunki rozwoju współczesnego handlu zdają się nie sprzyjać zaciąganiu pożyczek bez sprecyzowanego celu. Coraz większy udział e-commerce w wolumenie handlu detalicznego, cyfryzacja kolejnych obszarów dokonywania codziennych sprawunków (np. coraz powszechniejsze zamawianie żywności on-line), wreszcie zyskująca na znaczeniu współpraca międzysektorowa pomiędzy bankami a dostawcami usług masowych – we wszystkich tych obszarach dominować będą nowoczesne, bezgotówkowe formy zapłaty, bazujące na odnawialnych instrumentach kredytowych oraz mikropłatnościach. Jeżeli dodać do tego coraz popularniejsze w krajach zachodnich odstępowanie od nabywania dóbr o charakterze trwałym (pojazdów, sprzętu RTV i AGD czy nawet mebli) na rzecz różnorakich form wynajmu lub dzierżawy, oferowanych z reguły w pakiecie z atrakcyjnym finansowaniem, staje się jasne, iż klasyczny kredyt konsumpcyjny prędzej czy później stanie się raczej niszową formą finansowania potrzeb przeciętnego Kowalskiego.Trudno również liczyć na to, by specjalnością spółdzielców stało się nagle finansowanie hipoteczne: po pierwsze, w tym akurat obszarze konkurencja z segmentu komercyjnego czuje się niezagrożona, o czym świadczą przytoczone powyżej dane BIK. Problemem jest również niedobór długoterminowych oszczędności mogących stanowić podstawę finansowania hipotecznego; wprawdzie z tym problemem zmaga się w równym stopniu cała polska bankowość, niemniej dla niewielkich i działających w rozproszeniu placówek spółdzielczych pozyskanie kapitału na tego rodzaju akcję kredytową będzie znacznie trudniejsze aniżeli w przypadku niektórych komercyjnych rywali, którzy w skrajnych przypadkach wciąż korzystać mogą ze wsparcia zagranicznych centrali. Dla spółdzielców takim źródłem bezpiecznego, długoterminowego kapitału mogłyby być wkłady członkowskie – tymczasem grono członków lokalnych instytucji finansowych maleje z roku na rok. Podczas zorganizowanej przez Związek Banków Polskich wrześniowej konferencji pod hasłem „Finansowanie lokalnego biznesu w nowych warunkach regulacyjnych” prezes SGB-Banku, Ryszard Lorek, przypomniał dość znamienny fakt: przez całe minione ćwierćwiecze gospodarki rynkowej spółdzielcy budowali swe kapitały z wypracowanego zysku. Dziś, kiedy stopy procentowe odnotowują rekordowo niskie poziomy, a regulacyjne tsunami pochłania coraz większe koszty i angażuje coraz liczniejsze rzesze bankowców, uruchomienie wielkiej akcji kredytowania mieszkalnictwa przez spółdzielców na zasadach komercyjnych wydaje się być mało realne. Z kolei w obszarze finansowania gospodarki wciąż pokaźny udział mają kredyty preferencyjne, które od pewnego już czasu generują straty w bankowych bilansach. Podczas wrześniowej debaty prezes Banku BPS, Zdzisław Kupczyk, przypomniał, iż ta dość kuriozalna sytuacja stanowi efekt nienadążania czynników regulacyjnych za nowymi zjawiskami na rynku finansowym.

Pogodzenie celów misyjnych i biznesowych

W jakim kierunku powinna zatem zmierzać bankowość spółdzielcza? Zasadniczo najbardziej perspektywiczne wydają się dwie drogi: optymalne wykorzystanie nisz w rynku kredytowym, również poprzez współdziałanie z podmiotami z obszaru technologicznego, oraz pozaodsetkowe i pozakredytowe źródła przychodów. Doskonałym przykładem na realizację tej pierwszej strategii wydaje się zaprezentowana przez prof. Jana Szambelańczyka koncepcja „integracji ogniw łańcucha wartości w działalności klienta z usługami banku spółdzielczego”. W tym modelu biznesowym, atrakcyjnym w szczególności dla firm z sektora MŚP, usługa finansowa byłaby jedynie elementem holistycznego procesu wsparcia klienta w prowadzeniu współfinansowanych przez bank przedsięwzięć. Jednym z kluczowych elementów tego modelu miałoby być „profesjonalne i nieegoistyczne doradztwo finansowe” – według definicji przedstawionej przez prof. Szambelańczyka, miałoby ono charakter dialogu, w toku którego doradca, na podstawie danych o kliencie i prowadzonym przezeń rodzaju działalności, proponowałby jak najszerszą paletę odpowiednich instrumentów finansowych. Ostateczny wybór należałby oczywiście do klienta, natomiast rolą doradcy byłoby przekazanie jak najpełniejszej wiedzy o szansach i zagrożeniach wiążących się z poszczególnymi formami finansowania. W całym tym procesie doradca powinien oczywiście dysponować wsparciem eksperckim, obejmującym nie tylko zaawansowane formy finansowania, ale również tajniki biznesu prowadzonego przez klienta.Zdaniem prof. Szambelańczyka, wiedza taka powinna być dostarczana z dwóch źródeł: obok zaplecza eksperckiego banku zrzeszającego pożądane byłoby w określonych sytuacjach korzystanie z pomocy instytucji okołobankowych. Warto podkreślić, iż w pełnej wersji model ten nie ogranicza się do finansowania; bank mógłby przejąć również część odpowiedzialności za poszczególne procesy biznesowe, np. w obszarze windykacji, faktoringu czy nawet logistyki. Ta niezwykle ambitna strategia wpisuje się zarazem w misję banków spółdzielczych jako instytucji powołanych w celu podnoszenia świadomości ekonomicznej mieszkańców lokalnych społeczności, w tym również drobnych przedsiębiorców. Nietrudno sobie zresztą wyobrazić analogiczny produkt dedykowany indywidualnym kredytobiorcom, zwłaszcza tym zaciągającym kredyty hipoteczne. Zacieśnienie relacji łączących bank z klientem byłoby opłacalne również z bardziej przyziemnych powodów: analizy przeprowadzone przez Biuro Informacji Kredytowej wyraźnie wskazują na korelację pomiędzy lojalnością klienta a jego wiarygodnością. O ile wśród klientów posiadających rachunek tylko w jednym banku jedynie 3,4% posiada złe długi kredytowe, to w przypadku użytkowników czterech lub więcej kont bankowych wskaźnik ten rośnie do 16,5%. A chyba nikogo nie trzeba przekonywać, że we współczesnym świecie nikt nie będzie otwierał dodatkowych rachunków, jeśli w macierzystym banku otrzyma wszystko, czego potrzebuje.

Jak przekonać banki do współpracy z samorządami?

W poszukiwaniu niezagospodarowanych obszarów na rynku kredytowym nie powinno się odrzucać z pozoru szaleńczej koncepcji współdziałania z potencjalnymi rywalami z sektora pozabankowego. O ile kooperację z firmami chwilówkowymi trudno sobie nawet wyobrazić, to już w przypadku social lendingu porozumienie może się okazać strzałem w dziesiątkę. Oferowanie kredytów i pożyczek przez banki za pośrednictwem platform społecznościowych paradoksalnie może okazać się dobrą formą wykorzystania tego, w czym lokalne instytucje finansowe są dobre – czyli kredytowania potrzeb bieżących. Jednym z atutów social lendingu może być dodatkowy element weryfikacji zdolności kredytowej klienta w postaci systemu komentarzy. Poszukiwanie kredytobiorcy na internetowej giełdzie nie musi się ograniczać wyłącznie do niskokwotowych pożyczek; tego rodzaju platformy nierzadko wykorzystują poszukujący kapitału właściciele innowacyjnych firm czy start-upów. W przypadku operatorów serwisów social lendingowych standardem jest wreszcie zapewnienie określonego poziomu wsparcia prawnego w procesie windykacji bądź restrukturyzacji należności. Na analogicznych zasadach można również ułożyć współpracę z innymi pośrednikami finansowymi z branży fintech.Bolesne doświadczenie otoczenia niskich stóp procentowych powinno wreszcie skłonić banki do szukania przychodów w innych obszarach, aniżeli klasyczny model depozytowo-kredytowy. Jednym z takich obszarów, wskazywanym m.in przez Krzysztofa Pietraszkiewicza, prezesa Związku Banków Polskich, jest przejęcie obsługi płatności administracji samorządowej. Jest to kierunek wskazany z kilku przyczyn. Banki spółdzielcze posiadają bogate doświadczenia kooperacji z administracją publiczną w takich przedsięwzięciach, jak kredyty preferencyjne dla rolnictwa, finansowanie klęskowe czy też realizacja różnego rodzaju programów wspólnotowych. Zintensyfikowanie współpracy pomiędzy samorządami a bankami wpisuje się również w relacyjny charakter bankowości lokalnej – wchodząc w długofalowe stosunki z nimi, spółdzielcy mają szansę uzyskać status liderów życia gospodarczego w gminach. Aby jednak tak się stało, banki spółdzielcze muszą w pełni docenić potencjał płynący ze współdziałania z samorządami. Dziś pod tym względem nie ma powodów do optymizmu; w ankiecie przeprowadzonej przez Uniwersytet Ekonomiczny w Krakowie jedynie 2% pracowników banków spółdzielczych uznało samorządy za preferowanych klientów.Zmiana mentalności jest zatem nie tylko wskazana, ale wręcz konieczna; nie sposób liczyć na jakiekolwiek zmiany legislacyjne, które dawałyby bankom lokalnym uprzywilejowaną pozycję wobec innych podmiotów. Zwolennikami radykalnych posunięć prawnych w tym zakresie nie są również sami spółdzielcy; niezwykle krytyczny wobec wszelkich preferencji przetargowych dla lokalnego sektora finansowego jest chociażby prezes SGB-Banku. – Takie rozwiązania byłyby najgorszą rzeczą, jaka może się zdarzyć w Polsce lokalnej. Musimy utrzymać ten element wolnego rynku we współpracy banków spółdzielczych z samorządami – powiedział podczas wrześniowej debaty Ryszard Lorek. I trudno nie przyznać racji tej opinii. Lokalnej bankowości nie potrzeba dodatkowych, odgórnie narzuconych prerogatyw; posiadane doświadczenie i unikalne walory tego sektora powinny umożliwić zdobycie przewagi nie tylko w tym obszarze przy umiejętnym wykorzystaniu ogólnych, wolnorynkowych reguł.
Udostpnij artyku: