Bankowcy a edukacja: Edukacja ekonomiczna to życiowa konieczność

NZB 2017/01

nzb.2017.k1.foto.006.b.850x

Z Krzysztofem Pietraszkiewiczem, prezesem Związku Banków Polskich, rozmawiał Maciej Małek.

Waga i znaczenie szeroko pojętej edukacji ekonomicznej stają się coraz bardziej oczywiste nawet dla tych, którzy, pozostając poza rynkiem usług finansowych, narażeni są na turbulencje będące jego udziałem. Oszustwa „na wnuczka” to najbardziej kanoniczny, ale przecież nie jedyny dowód na to, jak wiele zależy od nas samych w zakresie szeroko pojętego bezpieczeństwa finansowego i nie tylko.

Panie prezesie, jaka była geneza i co legło u podstaw szeroko zakrojonego „Projektu sektorowego Bankowcy dla Edukacji”?

– Program powstał z potrzeb, które wykreowało samo życie. Środowisko miało od dawna świadomość niedostatków w sferze edukacji, w tym zwłaszcza w odniesieniu do praktycznie rozumianej edukacji ekonomicznej i finansowej. Znalazło to wyraz w uchwale Walnego Zgromadzenia Związku Banków Polskich, stąd też podjęcie prac nad programem, przy aktywnym zainteresowaniu Rady ZBP, było wypełnieniem środowiskowego zobowiązania. Minione prawie trzy dekady przemian ustrojowo- gospodarczych w naszym kraju, dokonaliśmy znaczącego postępu w bardzo wielu dziedzinach. Również w odniesieniu do finansów i technologii. Nie zmienia to faktu, że dynamika zmian, które stały się naszym udziałem, wymaga odpowiedniego przygotowania – również na wszystkich szczeblach edukacji. Dynamika procesów globalizacji sprawia przy tym, że także ludziom nauki bardzo trudno jest znajdować adekwatne odpowiedzi na miarę wyzwań, które wszyscy razem i każdy z osobna napotykamy każdego dnia. Cóż dopiero przedstawiciele stanu nauczycielskiego, czy tzw. Kowalski? Zrozumieć istotę tych procesów oraz zmieniającą się rolę pieniądza i finansializacji różnych dziedzin życia – to nasze wspólne zadanie.

Czy to znaczy, że system edukacji niedomaga?

– W tym zakresie odnotowaliśmy znaczący postęp, co nie zmienia faktu, że w odniesieniu do edukacji finansowej relatywnie najmniejszy, zwłaszcza wobec złożoności i dynamiki dokonujących się w tej sferze przeobrażeń. Co się tyczy edukacji ekonomicznej czy – szerzej rzecz biorąc – gospodarczej, zwłaszcza na poziomie szkolnictwa podstawowego, ale także średniego, popełniliśmy wiele błędów. Również systemowych, że wspomnę o rezygnacji już na wstępnych etapach nauczania z takich dziedzin wiedzy, o fundamentalnym znaczeniu dla późniejszego rozumienia złożonych procesów i zjawisk, jak matematyka, fizyka czy logika. Znalazło to swoje negatywne odbicie w uzyskiwanych efektach kształcenia na poziomie uczelni.

Nie było świadomości tego stanu rzeczy?

Była, ale zmiana powstałego rozwiązania w szkolnictwie wymagała czasu. Same szkoły, przy wsparciu rodziców, organizacje pozarządowe, fundacje i stowarzyszenia, wreszcie Narodowy Bank Polski podejmowały wysiłki na rzecz zmiany tego stanu rzeczy. Tym bardziej gdy niedostatki w zakresie wiedzy ekonomiczno-finansowej społeczeństwa z całą ostrością ujawniły się w ostatnich latach.

Problem nie jest zatem nowy?

– Związek Banków Polskich, wespół z innymi izbami gospodarczymi, od kilkunastu już lat monitoruje efektywność programów i pozasystemowych form edukacji ekonomicznej. Uzyskane wyniki były na tyle niepokojące, że wielokrotnie zgłaszaliśmy władzom publicznym potrzebę zmiany ram programowych edukacji ekonomicznej – poczynając od szkół szczebla podstawowego po studia doktoranckie włącznie. W latach 2011/12 dokonano zmian na poziomie szkół podstawowych i średnich, ale to zbyt mało, gdy idzie o wypełnienie stworzonych ram konkretnymi, aktualizowanymi treściami, odpowiadającymi dynamice zachodzących zmian i potrzebom społecznym w tym względzie.

nzb.2017.k1.foto.005.a.200xPrzed nami kolejna reforma szkolnictwa.

– Stąd powinniśmy zadbać o to, by niezbędny zasób wiedzy i umiejętności nie umknął uwadze opracowujących nową podstawę programową. Wierzymy, że reforma daje szansę na to, by fakultatywne dotąd przedmioty, takie jak przedsiębiorczość, znalazły należne im miejsce w opracowywanych propozycjach zmian. Mamy nadzieję w toku dyskusji nad kierunkiem i zakresem projektowanych zmian przedstawić stosowne argumenty. Funkcjonowanie społeczeństwa, gospodarki i każdego obywatela odbywa się wszak w warunkach daleko posuniętej finansializacji naszego życia. Jej spożytkowanie na miarę potrzeb gospodarki, rodzin, każdego z nas, wymaga niezbędnego zasobu wiedzy finansowej i ekonomicznej wszystkich obywateli. Są po temu warunki, gdyż wskaźnik scholaryzacji w naszym kraju systematycznie rośnie.

Niełatwo będzie pogodzić potrzeby wynikające ze złożoności materii i dynamiki nowych wyzwań z kanonem kształcenia systemowego, jakim jest stabilna podstawa programowa?

– Jednolita podstawa programowa nie wyklucza różnorodności form kształcenia i pomysłów na kształtowanie zindywidualizowanych programów. W tym upatrujemy szansy na sprostanie potrzebom, które przynosi każdy bez mała dzień. Dzięki temu, że w naszych szeregach nie brak wolontariuszy, którzy każdego dnia doświadczają zmieniających się realiów rynkowych – również z obszaru fraudowego czy cyberataków, co stanowi nieodłączny znak czasów, w których laptop, pecet, smartfon stały się atrybutami naszych codziennych aktywności – mamy niepowtarzalną szansę dotarcia z ekskluzywną wiedzą na temat wyzwań, które jeszcze niedawno stanowiły jedynie inspirację dla scenarzystów filmów science fiction. Różnorodność naszego szkolnictwa, wynikająca z inwencji i kreatywności samych nauczycieli, jest tego najlepszym dowodem. Nie zmienia to faktu, że życie stawia wciąż nowe wyzwania, co sprawia, że luk nie da się do końca uniknąć.

Jak zatem stworzyć system wczesnego ostrzegania?

– W pierwszym rzędzie przez mądre i atrakcyjne zagospodarowanie czasu młodzieży, która nawet trudne treści przyswoi, wyrabiając przy tym zdolność krytycznej analizy, o ile uwzględnią one interaktywne kanały komunikacji, portale społecznościowe, gry i symulacje komputerowe czy technologie 3D. Myślę o czasie obowiązkowo spędzanym w szkole, ale przecież nie tylko. Chodzi też o to, by pożyteczne komponenty wiedzy ekonomiczno-finansowej wypełniały przedmioty z pozoru odległe od tych dziedzin wiedzy. To matematyka, chemia i fizyka czy też nauki przyrodnicze. Stopień wypełnienia konkretnymi treściami owych przedmiotów determinował będzie zakres i głębię działań uzupełniających dyktowanych przez dynamiczny postęp dokonujący się w sferze informatyki, komunikacji, kontroli dostępu, bezpieczeństwa wartości pieniężnych etc.

Czyli to samo życie pisze scenariusz zmian?

– W odniesieniu do potrzeb i aspiracji życiowych naszych obecnych, ale też przyszłych klientów oraz sposobów ich realizacji, z pewnością tak. Dodam, że owa zasada ma zastosowanie również do tych interesariuszy i beneficjentów systemu bankowego, którzy nie mają świadomości bezpośredniego w nim uczestnictwa, a pobierają np. świadczenia emerytalne. Mam w tym przypadku na myśli potrzebę wykształcenia praktycznej umiejętności oceny skutków podejmowanych decyzji finansowych i wynikających stąd ryzyk. Oznacza to także zdolność sięgnięcia po zewnętrzną ekspertyzę i posłużenia się nią w konkretnym przypadku, adekwatnie do faktycznych potrzeb. Istniejące, powszechnie dostępne zbiory danych zawierają ogromy potencjał informacyjny wymagający wszakże niezbędnej wiedzy, niekiedy specjalistycznej.

Do czego pan zmierza?

– Mamy do czynienia ze swoistym wyścigiem z czasem. Często nasz sukces zawodowy i osobisty zależy nie tyle od nabytej wiedzy i umiejętności, ile zdolności ich praktycznego wykorzystania. Banki dostrzegają to na co dzień w ramach kontaktów z klientami. Rozumienie złożonych produktów i usług finansowych, a nawet umów określających warunki korzystania z nich, napotyka na barierę braku podstawowej wiedzy w tym zakresie. Owa niewiedza determinuje również pytania, a nawet zarzuty kierowane do pracowników banków, a niekiedy pod adresem całego sektora. We wspólnym najlepiej pojętym interesie leży zmiana tego stanu rzeczy, skoro fundament naszego biznesu stanowi obustronne zaufanie. Prezentowanie, wyjaśnianie i dokumentowanie jest zatem naszą wspólną sektorową powinnością i tak odczytujemy to wyzwanie. Nie jest zatem przypadkiem, że program nasz adresujemy tyle szeroko, co wielokierunkowo; do szkół, uczelni, stowarzyszeń edukacyjnych i organizacji pozarządowych, środków komunikacji, ale również do samorządów, w tej liczbie studenckich. Mamy ambicję, by wesprzeć skutecznie proces kształcenia nauczycieli oraz ułatwić dostęp do podręczników, ćwiczeń, symulacji, e-learningowych form dostępu do wiedzy, wreszcie interaktywnych platform komunikacji cyfrowej. Pierwsi objęci programem stanowią jego forpocztę i dotrą – mamy taką nadzieję – do swoich kolegów i koleżanek z wiedzą z zakresu finansów i przedsiębiorczości.

Z pana wypowiedzi wyłania się obraz szerokiej koalicji na rzecz edukacji ekonomicznej?

– Do pewnego stopnia. Zanim jednak o tym, chcę z całą mocą podkreślić wagę i znaczenie przygotowania podręczników dla samych nauczycieli, również z zakresu metodyki kształcenia. O innych pomocach, programach demonstracyjnych, symulatorach i grach wspomniałem wcześniej. Skoro zaś o koalicji mowa, to nie możemy ograniczać się do sfery bankowości. Bez aktywnego udziału instytucji i podmiotów obecnych na rynku kapitałowym nie zrealizujemy całego spektrum założonych działań. W tej mierze należy wymienić choćby Zakład Usług Społecznych, którego jedni prędzej, drudzy nieco tylko później, stypendystami zostaniemy. Ogromny potencjał stanowi wciąż jeszcze niedoceniany rynek ubezpieczeń – tych majątkowych, na życie etc. Zmierzamy do stworzenia szerokiego porozumienia, które zapewni nie tylko skuteczne dotarcie do każdego zainteresowanego z niezbędnym quantum wiedzy ekonomicznej, ale stworzy platformę kompetencji użytecznych tysiącom młodych Polek i Polaków.

Czyli mamy pomysł nie tylko na to co, ale również i jak?

– Debaty na wielu uczelniach uświadomiły mi, że aktywne uczestnictwo studentów na temat sensu i możliwości oszczędzania czy inwestowania dowodzi, że świadomość tego, na ile nasz przyszły poziom, komfort i bezpieczeństwo życia zależą od nas samych, staje się z wolna coraz powszechniejsza. To dobry prognostyk na przyszłość. Im wcześniej owo przeświadczenie wzmocnimy konkretną wiedzą, tym większa szansa na trafne wybory życiowe, zawodowe, finansowe. By tak się stało, musimy tworzyć wciąż nowe – wszak będzie to proces o charakterze ciągłym – porozumienia na rzecz tworzenia, uzupełniania i upowszechniania wiedzy ekonomicznej. Atrakcyjność form przekazu to zadanie samych nauczycieli docierających bezpośrednio do uczniów i studentów. Wielogodzinne wykłady nie mają tu racji bytu. Na szczęście wiemy, jak dzisiaj uczniowie i studenci przekazują sobie interesujące ich treści. Owe techniki i metody szeroko zamierzamy wykorzystywać, a dotychczasowe doświadczenia zdają się obiecujące. Technika to dzisiaj – poczynając od telefonu – instrument pomocny przy podejmowaniu decyzji. Bazy danych, oferty handlowe, fora opiniujące produkty i rozwiązania to szeroko stosowane narzędzia wspomagające podejmowanie decyzji. W ślad za tym pojawiają się ci, którzy z wiedzy o naszych gustach, upodobaniach i dokonywanych wyborach pragną czynić użytek sprzeczny z tym, czego moglibyśmy oczekiwać. Słowem, zagadnienie cyberbezpieczeństwa to wyzwanie, w obliczu którego staje każdy z nas. To wymaga uwzględnienia w procesie kształcenia, gdyż nasze aktywa zaczynają się już na poziomie ochrony naszej tożsamości, stanowiącej dobro najwyższe.

Czy postęp technologiczny nie otwiera aby nowych obszarów ryzyka?

– W jakiejś mierze tak. Od nas samych zależy, czy i na ile będziemy na nie podatni. Znajomość procedur, sposobów komunikowania się, ochrona danych wrażliwych to integralny już dzisiaj element wyposażenia świadomego swych potrzeb konsumenta. Czy to w rodzinie, czy na poziomie mikroprzedsiębiorstwa. Wiedza wsparta technologią tworzy wartość dodaną. Beztroskie lub bezrefleksyjne korzystanie z nowoczesnych instrumentów i narzędzi technologicznych może narazić na szwank cały dorobek życiowy. Z tym przekazem również docieramy do naszych interesariuszy. Zasady bezpieczeństwa obrotu elektronicznego to kanon, którego powszechność zamierzamy zapewnić w takiej co najmniej mierze jak umiejętność pływania czy udzielenia pierwszej pomocy, które w systemie oświaty stanowią dziś standard.

Kiedyś powszechnym kanonem było zdobycie karty rowerowej, czy dziś i w przyszłości będzie tak z certyfikowanym e-bezpieczeństwem?

– Wiele przemawia za taką tezą –poczynając od kontroli rodzicielskiej, którą już na etapie przedszkolaka zapewniają aplikacje na smartfony. Idzie o to, by korzystać z nich zgodnie z przeznaczeniem, chciałoby się rzec roztropnie i rozumnie.

Jak doszło do podpisania porozumień o wdrożeniu programu we Wrocławiu?

– Samorządy jako organy założycielskie i same szkoły coraz lepiej rozumieją, że razem możemy więcej. Dobry przykład bywa zaraźliwy. Czy jest zatem przepadkiem, że w jednej ze szkół, które przystąpiły do „Projektu sektorowego Bankowcy dla Edukacji”, tyleż częstym, co nieprzypadkowym gościem bywał jej absolwent wicepremier Mateusz Morawiecki? Szczerze wątpię! Ci, którzy stawiają na konkurencyjność i atrakcyjną ofertę, również oświatową, szukają inspiracji. Bez wątpienia ci, którzy odnieśli sukces, mają odwagę i wizję, owej inspiracji dostarczają. Wnikliwa analiza potrzeb uczniów i studentów sprawiła, że wspólnie znaleźliśmy formułę, która stanowić może znaczące wsparcie tego, co dotychczas w tej mierze osiągnięto. Wiele zależy od aktywności dyrekcji szkół tworzących przestrzeń do kontaktów uczniów z wybitnymi absolwentami, również ludźmi sukcesu gospodarczego. Tak wiele zatem zależy, w mojej opinii, od naszych wolontariuszy, w powszechnej świadomości są wszak postrzegani jako ludzie, którzy w trudnej, wymagającej i konkurencyjnej branży, jaką stanowi bankowość, osiągnęli sukces.

Sprawa zdaje się mieć szerszy wymiar?

– Bez wątpienia potrzeba zbliżania nauki i oświaty do praktyki gospodarczej ma wymiar tyleż dwustronny, co synergiczny. Ta świadomość przyświecała nam, kiedy zawieraliśmy we Wrocławiu porozumienie z władzami samorządowymi i dyrekcją Zespołu Szkół Ogólnokształcących nr 2.

Może warto upowszechnić ten sposób myślenia i kierunek działania?

– Z tego co wiem, dzisiaj również w oświacie mamy do czynienia z zaostrzającą się konkurencją. Szkoły legitymujące się absolwentami, którzy osiągnęli sukces – w sporcie, nauce, biznesie, artystyczny – często korzystają z możliwości, jakie ten fakt stwarza. To również umiejętność budowania relacji, bez których żadne działanie nie zakończy się sukcesem. Ważniejsze jednak wydaje się to, co w każdej szkole dziać się będzie każdego dnia. Chcemy te procesy animować, współkreować i tworzyć. Jest tu miejsce dla samych nauczycieli, rodziców, naszych wolontariuszy i partnerów z instytucji wspierających program. Coraz częściej wycieczki, tak kiedyś popularne, stają się swoistymi wyjazdami studyjnymi, a ciekawa lekcja niekoniecznie odbywa się w klasie. Pokazanie praktycznych aspektów niektórych zawodów rozwiewa oparte na wyobrażeniach motywacje, bądź przeciwnie, tylko je umacnia. Taki konglomerat – uczniowie, nauczyciele, rodzice, osoby z zewnątrz – tworzy swoistą masę krytyczną, która dobrze rokuje na przyszłość.

Parokrotnie podkreślał pan wagę wolontariatu?

Upowszechnienie tej formy aktywności było stale wykorzystywane w wielu bankach. Któż, jak nie instytucje finansowe, jest powołany do wyzwolenia potencjału tej formy przekazu. Chcemy, aby szerokie rzesze pracowników banków poprzez wolontariat przekazały nie tylko atrakcyjną formę, ale nade wszystko treść naszej misji, którą jest bezpieczeństwo i efektywność finansowa. Wśród moich koleżanek i kolegów bankowców jest wielu czynnych wykładowców, ale równie wiele osób ma talent atrakcyjnego i czytelnego przekazywania najbardziej z pozoru skomplikowanych treści.

Ile zatem misji, ile dbałości o wizerunek, a ile wymiaru inwestycji w przyszłość zawiera w sobie projekt sektorowy „Bankowcy dla Edukacji”?

– Sektorowy wymiar projektu, wspólnotowe działanie i utylitarny, praktyczny profil kształcenia nie pozwalają rozdzielić żadnej z wymienionych przez pana sfer, bowiem każda ma swoje miejsce w programie. Skoro przeciwdziałamy wykluczeniu finansowemu, projekt zawiera treści społeczne, aspekt kompetencji i bezpieczeństwa – to nic to innego niż misja. A świadomy, wyedukowany klient gwarantuje dobre dla niego i dla banku decyzje i wybory. Czego zatem chcieć więcej? Jeśli sektor ma słuszny powód do dumy z racji wkładu w sukces cywilizacyjny i materialny, jaki stał się udziałem naszego kraju i jego obywateli, warto się ową uzasadnioną dumą podzielić. To jednak nie wystarczy. Jeśli bowiem chcemy skutecznie eliminować różnice w poziomie zamożności, nierówności stanowiące wynik barier w dostępie do oświaty, ochrony zdrowia, usług społecznych, podnosić innowacyjność i zdolność konkurencji w wymiarze jednostkowym i zbiorowości – musimy kształcenie ekonomiczne i powszechną edukację w tym zakresie uczynić zadaniem nas wszystkich. Taka jest konieczność życiowa i droga do pomyślnego rozwoju.

Dziękuję za rozmowę.