Bankowość i finanse | Cyfrowa gospodarka wchodzi w kolejną fazę

BANK 2020/11

Kolejna rewolucja przemysłowa, ekspansja robotów i zintensyfikowane wskutek pandemii koronawirusa zmiany w obszarze edukacji na wszystkich szczeblach to najistotniejsze wątki, poruszane podczas tegorocznego Kongresu Gospodarki Elektronicznej.

Kolejna rewolucja przemysłowa, ekspansja robotów i zintensyfikowane wskutek pandemii koronawirusa zmiany w obszarze edukacji na wszystkich szczeblach to najistotniejsze wątki, poruszane podczas tegorocznego Kongresu Gospodarki Elektronicznej.

Prof. dr hab. inż. Wojciech Cellary
kierownik Katedry Technologii Informacyjnych Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu

Mówiąc o robotyzacji, jakże często przywołujemy zakodowane w świadomości społecznej wizje twórców literatury science fiction. Tymczasem mniej lub bardziej autonomiczne maszyny w wielu sektorach gospodarki są wykorzystywane od kilku dekad, a technologie takie jak sztuczna inteligencja i uczenie maszynowe wyznaczają tu jedynie nową jakość. Inteligentny robot w niczym nie przypomina filmowego Terminatora czy Robocopa, oznacza natomiast prawdziwą rewolucję w obszarze produkcji przemysłowej, przyczyniając się do gruntownego odwrócenia paradygmatów w tej dziedzinie gospodarki.

Już niebawem dezaktualizacji ulegną dotychczasowe kryteria opłacalności produkcji, takie jak dostępność taniej siły roboczej, a rynek pracy musi być gotowy na kolejną, gruntowną transformację, w której zapotrzebowanie na osoby o niskich kwalifikacjach będzie gwałtownie topniało. W nowej rzeczywistości jedynie gruntowne wykształcenie, kreatywność i zdolność błyskawicznej adaptacji do zmieniających się uwarunkowań będzie gwarantem utrzymania się na rynku pracy. Czy polski system oświaty jest w stanie zapewnić odpowiednią edukację naszym rodakom? W jakim kierunku powinna zmierzać polska gospodarka, by zapewnić sobie trwałe miejsce w nowych, globalnych łańcuchach dostaw? Z tymi pytaniami zwróciliśmy się do uczestników tegorocznego kongresu.

– Pandemia przyspieszyła i unaoczniła tendencje, które od pewnego czasu są obserwowane w przemyśle, w szczególności upowszechnienie zastosowania robotów w produkcji przemysłowej. We współczesnej produkcji na pierwszy plan wysuwa się potrzeba stosowania uniwersalnych maszyn, które można szybko przestawić na inny profil produkcji – to droga do adaptacji produkcji do zmiennych potrzeb rynku i personalizacji produktów. Nie chodzi już o zautomatyzowaną linię produkcyjną, przeznaczoną do wytwarzania jednego typu produktów, tylko o zrobotyzowaną linię, którą można stosunkowo łatwo przestawić na produkcję innych produktów. Przemysłowcy do pewnego stopnia pozazdrościli dostawcom usług cyfrowych, w przypadku których mamy dużą zdolność adaptacji do nowych wymagań, personalizacji, wyprzedzającego dostosowywania się do oczekiwań klientów – wszystko dzięki odpowiednim narzędziom informatycznym. Analogiczne możliwości w sektorze produkcyjnym dają właśnie roboty.

Proces robotyzacji, a szerzej rzecz ujmując, wyłanianie się przemysłu 4.0 będzie miał bardzo istotne konsekwencje dla Polski. Dwa fundamentalne warunki transformacji doń to kapitał i edukacja, a my niestety mamy problem i z jednym, i z drugim. W sytuacji niedostatku rodzimego kapitału finansowego, czego szybko nie nadrobimy, warunkiem rozwoju przemysłu 4.0 pozostaje odpowiedni kapitał ludzki – chodzi o inżynierów i menedżerów przygotowanych do tego, by inteligentne fabryki budować, uruchamiać i zarządzać nimi, wykorzystując w pełni ich możliwości.

Posiadanie własnego kapitału ludzkiego może przyciągnąć z zagranicy kapitał finansowy niezbędny do zainwestowania w roboty, oprogramowanie do nich i know-how. Dlatego musimy dostosować edukację do przyszłościowych potrzeb przemysłu 4.0, co niestety dokonuje się w zbyt małym stopniu. Uczelnie mają zbyt małe środki, aby zbudować potrzebną edukację na odpowiednim poziomie, i koło się zamyka. W konsekwencji Polsce grozi wypadnięcie z globalnych łańcuchów dostaw. Obecnie kończą się możliwości konkurowania na rynkach globalnych niskim kosztem siły roboczej, a nasz dotychczasowy rozwój był w dużej mierze oparty na tym założeniu. Jednak roboty w miarę upowszechnienia będą tanieć, aż staną się tańsze niż pracownicy, będą zatem wypierać z rynku pracy ludzi o niskich kwalifikacjach.

W inteligentnych fabrykach przyszłości zatrudnienie będą znajdować przede wszystkim wysokokwalifikowani fachowcy, którzy będą umieli programować roboty, zarządzać fabrykami, będą menedżerami produkcji, dostaw, dystrybucji itp. Jeśli w Polsce nie będziemy dysponować taką kadrą, to nikt nie będzie inwestować tu w przemysł 4.0, a w konsekwencji nasz kraj będzie ulegać marginalizacji. Warto zauważyć, że w Chinach, które zawsze konkurowały niskim kosztem siły roboczej, jest dzisiaj dwukrotnie więcej robotów na 100 tys. pracowników niż w Polsce, a w najbardziej zaawansowanych technologicznie krajach świata wskaźnik ten jest znacznie wyższy. Wniosek jest jednoznaczny: jeśli nie chcemy dać się zmarginalizować, potrzebna jest bardzo skuteczna polityka dotycząca edukacji i inwestowania w przemysł 4.0 w Polsce.

Dr Krzysztof Kandefer
rektor Wyższej Szkoły Bankowej w Warszawie

– Kongres Gospodarki Elektronicznej stanowił okazję do refleksji nad pewnymi aspektami współczesnej, cyfrowej rzeczywistości. Szczególnie w odniesieniu do aktualnych uwarunkowań, podyktowanych przez epidemię koronawirusa. Dyskusje podczas kongresu stanowiły w tym kontekście dodatkową wartość, rozumianą jako wsparcie o charakterze po części merytorycznym, a po części medialnym.

Odniosę się do problematyki edukacji i kształcenia, jako że te akurat obszary są mi wyjątkowo bliskie. Ważnym wątkiem, poruszanym w trakcie obrad, była potrzeba dostrzeżenia trudności, które pojawiają się w związku z kształceniem zdalnym. Problem ten został przeanalizowany kompleksowo w pełnej ścieżce kształcenia, poczynając od dzieci, które rozpoczynają ten proces, aż po dorosłych, którzy kończą edukację na szczeblu akademickim lub też uczą się na studiach podyplomowych. Wniosków z owych dyskusji nie da się uogólnić i przedstawić w sposób zbiorczy, z uwagi na fakt, iż poszczególnych grup wiekowych dotykają inne problemy. Najłatwiej jest oczywiście mówić o kształceniu zdalnym osób dorosłych, w tym studentów, którzy mają już pewne kompetencje cyfrowe i wewnętrzną potrzebę kształcenia się. Tutaj ten proces, wspomagany przez uczelnie, zachodził i zachodzi bardzo sprawnie.

Przy kształceniu młodszego pokolenia jest to bardziej skomplikowane i napotyka na większe bariery. Dzieci uczą się przez naśladownictwo, a to jest trudne albo bardzo trudne do osiągnięcia w kształceniu zdalnym. Myślę, że rząd zdaje sobie z tego sprawę, wprowadzając kształcenie zdalne dla uczniów od 4. klasy szkoły podstawowej wzwyż i pozostawiając edukację w formie stacjonarnej dla klas młodszych, ponieważ najmłodsi mają największy problem z utrzymaniem wewnętrznego zapału do kształcenia. Musi być on wspomagany przez osoby dorosłe, np. rodziców, którzy nie mogą się temu w pełni poświęcić, bo dzielą uwagę pomiędzy opiekę nad dzieckiem a zajęcia zawodowe. Wsparcie tego procesu kształceniowego płynie z różnych stron, są to zarówno różnego rodzaju organizacje, ale też i podmioty świadczące usługi dostępu do internetu albo produkujące i sprzedające sprzęt komputerowy.

Jeśli chodzi o edukację dość specyficzną, która wiąże się z fundamentem funkcjonowania społeczeństwa, ale też i człowieka w skali mikro, to uważam, że nasze społeczeństwo ma zbyt małą wiedzę z zakresu funkcjonowania współczesnej gospodarki i rynków finansowych. Dziś młodych ludzi znacznie łatwiej edukować w tym zakresie, żeby później, jako osoby dorosłe lub wchodzące w dorosłość, podejmowały świadome i odpowiedzialne decyzje w zakresie zarządzania swoimi finansami. Warto tę edukację ustawicznie rozwijać, żeby mogło z niej korzystać jak największe grono młodych ludzi.

Dr Konrad Maj
kierownik Centrum Innowacji Społecznych i Technologicznych „HumanTech” Uniwersytetu SWPS

– Tegoroczny Kongres Gospodarki Elektronicznej był niezwykły, bo całkowicie elektroniczny, co mimo iż wiadomo, że zawsze najcenniejsze są bezpośrednie relacje, doskonale wpisywało się w jego charakterystykę. Kongres po raz kolejny przełamał pewne bariery psychologiczne pomiędzy środowiskiem akademickim, biznesem oraz administracją publiczną, ale teraz pokonał również wszelkie bariery przestrzenne.

W tych warunkach, z perspektywy domowej kanapy posłuchaliśmy prezentacji oraz wyników badań dotyczących m.in. sztucznej inteligencji, robotyki i cyfryzacji czy edukacji. Mogliśmy dowiedzieć się o zwyczajach płatniczych, nowych zabezpieczeniach w tej sferze, ale niezwykle dużo przestrzeni poświęcono ważnym kwestiom społecznym – zdrowiu, niepełnosprawności i inkluzyjności. Wydarzenie pokazało również, że nowe technologie tak intensywnie rozwijane w biznesie mogą służyć ratowaniu życia (jak np. bioniczna trzustka, wydrukowana na drukarce 3D), ale udowodniono również, że biznes potrafi znaleźć wspólny język z naukowcami – albowiem udało się bardzo konstruktywnie porozmawiać w panelach dyskusyjnych o technologiach i innowacji, przemyśle 4.0 czy edukacji w okresie pandemii.

COVID-19 zmienia nas jako społeczeństwo, ale jak pokazał Kongres Gospodarki Elektronicznej 2020, społeczeństwo jest bardzo aktywne – w tych trudnych czasach rozwija różne innowacyjne rozwiązania. Kongres był tym samym pokazem ludzkich możliwości adaptacyjnych. Pozostaje mieć nadzieje, że KGE 2021 pokaże kolejne postępy na drodze cyfryzacji naszej gospodarki i transformacji społeczeństwa, ale jednak odbywać się będzie poza światem cyfrowym. (oprac. KJM)

Udostępnij artykuł: