Bankowość i finanse | Przed nami chude lata

BANK 2020/11

W kolejnych kwartałach będziemy mieli do czynienia z postępującym spadkiem zyskowności polskich instytucji finansowych – przestrzegał w październiku br. Adam Glapiński, prezes Narodowego Banku Polskiego. Nie wykluczył też scenariusza pesymistycznego, zgodnie z którym przyszły rok przynieść mógłby straty dla całego sektora. Potwierdzeniem tak niekorzystnych prognoz zdają się być rezultaty osiągane przez polskie banki. Na koniec sierpnia br. stratę w łącznej wysokości 1,1 mld zł wykazywało 20 podmiotów, połowę z nich stanowiły lokalne instytucje finansowe.

W kolejnych kwartałach będziemy mieli do czynienia z postępującym spadkiem zyskowności polskich instytucji finansowych – przestrzegał w październiku br. Adam Glapiński, prezes Narodowego Banku Polskiego. Nie wykluczył też scenariusza pesymistycznego, zgodnie z którym przyszły rok przynieść mógłby straty dla całego sektora. Potwierdzeniem tak niekorzystnych prognoz zdają się być rezultaty osiągane przez polskie banki. Na koniec sierpnia br. stratę w łącznej wysokości 1,1 mld zł wykazywało 20 podmiotów, połowę z nich stanowiły lokalne instytucje finansowe.

Główną przesłanką dla przewidywań, formułowanych przez prezesa NBP zdaje się nie tyle rekordowo niski, a w praktyce wręcz ujemny, poziom stóp procentowych, ile potrzeba tworzenia coraz większych rezerw, mających pokryć ewentualne straty z tytułu kredytów. Czy taką ocenę sytuacji należy uznać za trafną, a jeśli tak, to gdzie poza oszczędnościami banki powinny szukać szans na poprawę wyników? Z tym pytaniem zwróciliśmy się do przedstawicieli polskich banków i niezależnych ekspertów rynku.

Piotr Bujak
główny ekonomista
PKO Banku Polskiego

– Wyniki finansowe sektora bankowego w najbliższych miesiącach i kwartałach pozostaną pod dużą, negatywną presją. Nawet w relatywnie łagodnym dla gospodarki scenariuszu najgorsze dla sektora bankowego jest dopiero przed nami. Podstawowym składnikiem całkowitych dochodów banków jest dochód odsetkowy. W tym przypadku jeszcze przez kilka kwartałów będzie się zwiększać negatywny wpływ dokonanych na początku pandemii obniżek stóp procentowych NBP. Niezbyt dobrze wyglądają również perspektywy akcji kredytowej. Skrajnie wysoka niepewność związana z kolejną falą pandemii, a także wzrost płynności sektora niefinansowanego wygenerowany przez mechanizmy antykryzysowe, ograniczają popyt firm i gospodarstw domowych na finansowanie ze strony banków, co oznacza, że dynamika wolumenów kredytowych pozostanie obniżona. Jeśli zaś chodzi o obszar kosztów ryzyka kredytowego, to jest zbyt wcześnie, aby wypatrywać poprawy.

Bardzo skuteczne działania osłonowe zapobiegły masowym bankructwom firm i drastycznemu pogorszeniu sytuacji na rynku pracy, a w efekcie pozwoliły uniknąć gwałtownego wzrostu kosztów ryzyka kredytowego. Nie można jednak wykluczyć, że dopiero po opanowaniu pandemii i powrocie gospodarki do normalności – przy jednoczesnym wycofaniu mechanizmów antykryzysowych – nastąpią w gospodarce niezbędne dostosowania do post-pandemicznej rzeczywistości, w tym upadłość niektórych firm i redukcje zatrudnienia. Przekładałoby się to na wzrost kosztów ryzyka kredytowego, przyczyniający się do pogorszenia ogólnego wyniku sektora. Nie można też zapominać o potencjalnie znacznym wzroście kosztów restrukturyzacji portfela walutowych kredytów mieszkaniowych. Prawdopodobieństwo pogorszenia wyników finansowych sektora bankowego w trakcie 2021 r. (nawet łącznej straty netto) jest relatywnie wysokie, nawet w scenariuszu umiarkowanego ożywienia gospodarki.

Banki – w reakcji na spotęgowane wyzwania – zintensyfikowały przebudowę swoich modeli biznesowych. Oprócz oszczędności i zwiększania efektywności kosztowej sposobem na poprawę wyników byłaby również stopniowa zmiana struktury dochodów, np. wzrost dochodów w obszarze usług maklerskich i zarządzania aktywami. Nawet najlepsze wyniki w tych elementach nie wystarczą jednak, aby odrobić w pełni spadek rentowności. W efekcie, wydaje się, że dla znaczącej poprawy wyników sektora bankowego niezbędne są działania w obszarze nadzorczo-regulacyjnym, a w szczególności zmniejszenie obciążeń sektora bankowego. Znaczny, pozytywny wpływ na rentowność i stabilność sektora bankowego miałoby również rozpoczęcie normalizacji poziomu stóp procentowych wraz z ożywieniem gospodarki i wzrostem inflacji oczekiwanym w średnim terminie.

Zmiana sytuacji finansowej banków w ramach sektora jest i będzie zróżnicowana. Banki z odpowiednio dużą skalą działania, najbardziej efektywne kosztowo, z najlepszym zarządzaniem ryzykiem, z najsilniejszymi relacjami z klientami, wiodące technologicznie i potrafiące najlepiej przewidywać kluczowe trendy biznesowe i w gospodarce poradzą sobie najlepiej. Z kolei instytucje ze strukturalnymi problemami widocznymi już przed obecnym kryzysem będą w dużo gorszej sytuacji niż przeciętnie cały sektor bankowy.

Dr hab. Krzysztof Kalicki
wiceprzewodniczący rady nadzorczej Deutsche Banku, profesor Akademii Leona Koźmińskiego

– Zgadzam się z tezą prezesa NBP o spadkowym trendzie zyskowności banków – szkoda, że ta refleksja pojawia się tak późno. Sektor już od kilku lat przestrzegał przed tym zagrożeniem i dostarczał udokumentowanych analiz. Liczna obciążenia – poza obecną pandemią – wynikały z drenowania sektora bankowego w imię fałszywej „politycznej potrzeby” lub opacznie rozumianej „sprawiedliwości” – nadmierny podatek od instytucji finansowych, manipulowanie podstawą opodatkowania, obciążanie banków kosztami wpłat na BFG, który pokrywał miliardowe straty SKOK-ów, koszty tworzenia funduszy wspierających pożyczkobiorców (niewykorzystane), koszty gigantycznej i powielanej wieloaspektowej sprawozdawczości kierowanej do różnych publicznych instytucji, koszty wdrażania i utrzymywania systemów dla prowadzonej przez państwo walki z nadużyciami podatkowymi, koszty walki z praniem pieniędzy, nieuzasadnione ingerencje instytucji państwowych w relacje gospodarcze na podstawie nieprecyzyjnego prawa (ingerencje w ceny, prowizje, kursy walut, warunki umowne etc.), koszty sporów z regulatorami i sporów sądowych na skutek asymetrycznego traktowania banków i tendencyjnych oraz fałszywych interpretacji abuzywności itp.

Pandemia przyniosła dodatkowo obciążenie banków i deponentów kosztami finansowania wydatków publicznych – polityka głęboko ujemnych realnie stóp procentowych oraz rosnące z miesiąca na miesiąc koszty rezerw na NPL. Dynamika strat w przychodach narasta w szybkim tempie – do maja spadek przychodów odsetkowych wynosił -2%, a w sierpniu już -9,8%, utrata wartości aktywów po ośmiu miesiącach wynosi -36% w stosunku do tego samego okresu roku ubiegłego.

Największym zagrożeniem jest polityka przyjęta przez sądy, obciążające banki skutkami tendencyjnych i fałszywych interpretacji abuzywności w umowach banków z frankowiczami, prowadzących do rozwiązywania umów z kredytobiorcami walutowymi. W zależności od kierunku prawnego przyjmowanego przez sądy w interesie frankowiczów oraz skali asymetrycznego traktowania kredytobiorców walutowych i złotowych, ekonomiczne straty sektora bankowego z tego tytułu mogą sięgnąć w maksymalnych wariantach od kilkudziesięciu mld do nawet 200 mld zł. To oznacza nie tylko pogorszenie się wyników banków, ale także wielkie zagrożenie finansowe i ryzyko destabilizacji pieniężnej kraju.

Jednocześnie pandemia spowodowała spadek kredytów dla gospodarki w wartościach nominalnych na koniec sierpnia o prawie -4%, dla przedsiębiorstw o -4,1%, dla małych firm o -9,8%, a dla rolników o -2,1%, tworząc słabe perspektywy odrabiania strat poprzez wzrost wolumenu biznesu. Gospodarka – również banków – nie zna próżni. Za te błędy i populizm wobec frankowiczów płacimy wszyscy już dziś i pewnie będziemy płacić w kolejnych kilkunastu latach wyższymi opłatami, marżami, prowizjami, ujemnymi realnie stopami oprocentowania oszczędności ludności, które to oszczędności są tak ważne dla dalszego rozwoju gospodarczego. Wywłaszczanie banków z należności kredytowych w stosunku do relatywnie niewielu frankowiczów generuje straty, za które zapłaci wielu – pokrywać je będzie reszta społeczeństwa i budżet, i to może nawet przez dekady.

Dr hab. Leszek Pawłowicz
profesor Uniwersytetu Gdańskiego, wiceprezes zarządu Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową, dyrektor
 Gdańskiej Akademii Bankowej

– Spadek rentowności banków w okresie kryzysu gospodarczego może być zrozumiały, stanowi bowiem następstwo zatorów płatniczych, bankructw przedsiębiorstw, bezrobocia, zastopowania inwestycji i innych zdarzeń, które gwałtownie zwiększają ryzyko kredytowe. Wahania koniunkturalne i wahania rentowności banków są bowiem immanentną cechą mechanizmu rozwoju gospodarki rynkowej. Gorzej jeśli rentowność banków spada w sposób ciągły, w dużej części niezależny od koniunktury lub dekoniunktury gospodarczej. Jeśli spada poniżej kosztu pozyskania kapitału, to odstrasza prywatnych inwestorów. Niszczona jest wówczas wartość dla akcjonariuszy, spada wartość rynkowa banków, a rozwój zastępujemy stagnacją. Na wypadek kryzysu i konieczności dokapitalizowania możemy wówczas liczyć wyłącznie na podatników. Przez jakiś czas KNF może oczywiście pozbawić akcjonariuszy dywidendy, ale na jak długo?

Spadkowy trend rentowności banków w Polsce jest moim zdaniem odzwierciedleniem groźniejszego zjawiska, które określiłbym mianem destrukcji mechanizmu alokacji kapitału. Najważniejszym mechanizmem alokacji kapitału w Polsce jest system bankowy. Rynek kapitałowy, w tym GPW i instytucje Venture Capital oraz Private Equity mają znaczenie drugorzędne.

Tymczasem klasycznym zjawiskom związanym z dekoniunkturą towarzyszy spadek dochodów odsetkowych banków spowodowany radykalną obniżką stóp procentowych przez RPP oraz podatek od udzielanych kredytów. Powoduje to, że wspomniany mechanizm został zniszczony i przestał racjonalnie działać, że nie ma ekonomicznej motywacji do udzielania kredytów, a także gromadzenia depozytów. W tej sytuacji, po pierwsze należy odblokować mechanizm alokacji kapitału przez banki. Najprościej poprzez likwidację opodatkowania nowych kredytów. Za podstawę opodatkowania można przyjąć wartość aktywów na koniec 2019 r. Odblokuje się wówczas mechanizm kredytowania gospodarki i nie uszczupli wpływów do budżetu z tytułu podatku bankowego. Dopiero w następnej kolejności można byłoby stymulować popyt na kredyt i redukować ryzyko kredytowe dla kredytodawców i kredytobiorców np. przez gwarancje BGK i inwestycje publiczne. Inwestycje publiczne nie powinny jednak zastępować kapitału prywatnego, lecz być jego uzupełnieniem.

Reasumując, problem jest znacznie głębszy i poważniejszy niż spadająca rentowność banków. To destrukcja rynkowego mechanizmu alokacji kapitału.

Łukasz Tarnawa
główny ekonomista Banku Ochrony Środowiska

– W nadchodzących kwartałach należy liczyć się z dalszym pogorszeniem wyników banków. Przyczyni się do tego osłabienie sprzedaży nowych kredytów w warunkach słabszej aktywności gospodarczej związaną z trwającą pandemią, pełne uwidocznienie w wynikach banków ultra niskich stóp procentowych oraz wyższe odpisy na ryzyko kredytowe związane z pogorszeniem warunków działania przedsiębiorstw.

Dzisiaj trudno jednoznacznie przesądzić, czy cały sektor bankowy w 2021 r. odnotuje stratę. Kluczowym czynnikiem, który o tym zdecyduje, będzie skala pogorszenia jakości portfela kredytowego banków, implikująca wysokość odpisów z tego tytułu. Ta zaś zależeć będzie od kształtowania się koniunktury gospodarczej i sytuacji na rynku pracy.

Nadspodziewanie dynamiczne odbicie aktywności gospodarczej w Polsce pod koniec II kw. i w III kw., po zniesieniu większości obostrzeń administracyjnych wprowadzonych na wiosnę tego roku mogła napawać optymizmem na przyszłość. Kwartalna skala wzrostu produkcji przemysłowej i sprzedaży detalicznej po korekcie o efekty sezonowe przewyższyła w III kw. skalę spadków w II kw. Skala pogorszenia sytuacji na rynku pracy była ograniczona, jak na głębokość recesji w II kw. To świadczyło o skuteczności polityki pomocy publicznej dla przedsiębiorstw oraz zdolności polskiej gospodarki do szybkiego nadrabiania zaległości po wiosennym lockdownie. Opierając się na tych informacjach, można by z umiarkowanym optymizmem patrzeć w przyszłość, także w aspekcie jakości portfela kredytowego banków i ich wyników w 2021 r. Biorąc pod uwagę krótki i przejściowy charakter szoku gospodarczego z wiosny 2020 r. i znaczącą skalę pomocy publicznej, można było oczekiwać, że skala odpisów z tytułu ryzyka kredytowego nie będzie na tyle istotna, by doprowadzić do ujemnego wyniku finansowego sektora bankowego jako całości w 2021 r.

Niestety bieżąca druga fala epidemii, dużo silniejsza niż wiosenna, przyniosła z początkiem listopada przywrócenie większości obostrzeń administracyjnych w celu powstrzymania epidemii. To oznacza, że na przełomie 2020 i 2021 r. dojdzie do ponownego osłabienia aktywności gospodarczej. Taki scenariusz zwiększa prawdopodobieństwo silniejszego pogorszenia jakości portfela kredytowego banków. Przedłużenie okresu, w którym część przedsiębiorstw funkcjonuje w ograniczonej skali lub nie funkcjonuje wcale (dotyczy to przede wszystkim branż, których działalność opiera się na kontaktach międzyludzkich, i których dotknęły obostrzenia), będzie skutkowało wzrostem upadłości firm. Także słabsze przedsiębiorstwa z pozostałych branż, niedotkniętych bezpośrednio obostrzeniami, mogą mieć kłopoty z wypłacalnością w zdecydowanie trudniejszych warunkach gospodarczych.

Ostateczna skala odpisów z tytułu ryzyka kredytowego banków zależeć będzie od długości trwania bieżących obostrzeń, skuteczności polityki gospodarczej, dalszego przebiegu pandemii (w tym momentu wdrożenia skutecznej szczepionki na dużą skalę), niemniej obecny scenariusz zwiększa ryzyko ujemnego wyniku sektora bankowego w 2021 r.

Jak banki mogą zareagować w tej sytuacji? Przestrzeń bieżących działań nie jest duża po stronie przychodowej, banki, tak jak dotychczas, będą poszukiwać dodatkowych przychodów po stronie prowizyjnej. W dłuższym okresie obecny kryzys przyspieszy proces ograniczania kosztów poprzez przenoszenie działalności do kanałów zdalnych. (Opracował kmor)

Zmiana sytuacji finansowej banków w ramach sektora jest i będzie zróżnicowana. Banki z odpowiednio dużą skalą działania, najbardziej efektywne kosztowo, z najlepszym zarządzaniem ryzykiem, z najsilniejszymi relacjami z klientami, wiodące technologicznie i potrafiące najlepiej przewidywać kluczowe trendy biznesowe i w gospodarce poradzą sobie najlepiej. Z kolei instytucje ze strukturalnymi problemami
widocznymi już przed obecnym kryzysem będą w dużo gorszej sytuacji niż przeciętnie cały sektor bankowy.

Udostępnij artykuł: