Bankowość i finanse | O światowej dominacji zdecyduje nie wielkość produkcji, lecz przewaga technologiczna 

BANK 2020/11

Prof. Witold Orłowski mówi o wpływie pandemii na rywalizację USA, Chiny, Europa; technologicznych czynnikach decydujących o światowej dominacji, pułapkach chińskiej gospodarki, prezydenturze Joe Bidena, miejscu Polski w czwartej rewolucji przemysłowej, stratach sektora bankowego i ryzyku nadmiernego zadłużenia się gospodarek. Rozmawiał Paweł Minkina.

Prof. Witold Orłowski mówi o wpływie pandemii na rywalizację USA, Chiny, Europa; technologicznych czynnikach decydujących o światowej dominacji, pułapkach chińskiej gospodarki, prezydenturze Joe Bidena, miejscu Polski w czwartej rewolucji przemysłowej, stratach sektora bankowego i ryzyku nadmiernego zadłużenia się gospodarek. Rozmawiał Paweł Minkina.

Czy dominacja Państwa Środka w kolejnych dekadach jest przesądzona, czy może, paradoksalnie, Europa i USA mogą wykorzystać czas pandemii do mobilizacji i wypracowania nowych kierunków stymulacji wzrostu gospodarczego?

– Odpowiedź jest nieco bardziej skomplikowana, niż się wydaje na pierwszy rzut oka. Dość powszechna jest opinia, że obecny kryzys wzmocni Chiny w wyścigu gospodarczym z Zachodem, a zwłaszcza z USA. Po pierwsze dlatego, że Chiny sprawnie poradziły sobie z epidemią COVID-19 w brutalny, ale skuteczny sposób zamykając i izolując na kilka tygodni całą, zamieszkaną przez 60 mln ludzi prowincję i wymuszając skrajne ograniczenie mobilności ludzi. Zresztą nie powinno to dziwić, bo wiadomo, że w Chinach w takiej sytuacji nie liczą się ani wolności indywidualne, ani sytuacja materialna ludzi, ważna jest tylko skuteczność. Drugi element układanki to szybka odbudowa aktywności gospodarczej po lockdownie, zapewne w znacznej mierze wynikająca z faktu, że cały świat gwałtownie zwiększył import podstawowego sprzętu medycznego i komputerowego, produkowanego dziś na Dalekim Wschodzie. A prawdopodobnie dochodzi do tego jeszcze, częściowo ukryta przez nieprzejrzystość chińskiego systemu bankowego, potężna interwencja rządowa, prowadząca zarówno do ogromnego wzrostu długu publicznego, jak prywatnego.

Ale trzeba dodać, że kryją się w tym również pułapki, które mogą kiedyś prowadzić Chiny do potężnych problemów. Nie ma pewności, czy nie dojdzie do ponownego wybuchu zachorowań. Dane o PKB, które publikują Chiny, nie są do końca wiarygodne, pada też pytanie, czy czasowy boom w eksporcie produktów medycznych przeważy na dłuższą metę nad negatywnymi efektami recesji w świecie zachodnim. Najważniejsze jednak jest to, że chińskie finanse to beczka z prochem, który może, choć oczywiście nie musi, kiedyś wybuchnąć. W ciągu dziesięciolecia, które minęło od wybuchu globalnego kryzysu finansowego, zadłużenie chińskich firm i gospodarstw domowych wzrosło ze 115 do 210% PKB – i jest to dziś największy prywatny dług na świecie, większy od amerykańskiego. W dodatku w znacznej mierze zaciągnięty w „shadow banking”, czyli nieformalnej bankowości nieobjętej nawet skromnym nadzorem ostrożnościowym. Dziś najprawdopodobniej dług ten nadal gwałtownie wzrasta, a wraz z tym wzrasta ryzyko gigantycznego kryzysu bankowego. Oczywiście nie wiadomo, czy do tego dojdzie, ani w jakim stopniu rządowi uda się opanować sytuację. Zobaczymy.

Jakie zmiany muszą wprowadzić Stany Zjednoczone, by nie stracić pozycji lidera gospodarczego? Jaki wpływ mogą mieć wybory w USA na zmiany geopolityczne? Czy przy rosnącym znaczeniu Chin Europa musi redefiniować kierunki swojej polityki i współpracy gospodarczej i jaka jest jej rola w rywalizacji USA-Chiny?

– O tym, że Chiny doganiają USA, świadczą głównie wskaźniki wzrostu PKB – łącznie już większego od amerykańskiego, jeśli liczyć z uwzględnieniem parytetu siły nabywczej walut. Ale zawsze powtarzam, że choć chiński PKB jest większy od amerykańskiego, to jednak zarówno Wall Street, jak Krzemowa Dolina są w USA. To samo mówi zresztą historia: w końcu XIX w., kiedy Chiny były upokarzane przez potęgi Zachodu i niemal zmieniane w kolonię, ich PKB i tak był wyższy niż w USA czy Wielkiej Brytanii, choć głównie wytwarzany w rolnictwie. Natomiast pod względem technologicznym były skansenem.

W dzisiejszym świecie również nie jest najważniejsze to, gdzie się montuje komputery, ale to, gdzie się tworzy najbardziej zaawansowane mikroprocesory, oprogramowanie i content. Chiny dobrze to wiedzą, chcą zerwać z rozwojem opartym na kopiowanych lub ukradzionych technologiach. Chcą same zostać liderem czwartej rewolucji przemysłowej, więc intensywnie inwestują w badania naukowe, już dziś wydają na nie niewiele mniej niż USA. Ale problemem pozostaje to, czy można zostać naukowo-technologicznym liderem, nie dając swym naukowcom i przedsiębiorcom pełnej intelektualnej i biznesowej swobody. USA nie mają z tym żadnego problemu, Chiny mają. Wydaje mi się, że wynik wyborów prezydenckich w USA niewiele tu zmienia. Amerykanie dobrze umieją zdefiniować swój interes narodowy, niezależnie od tego, kto rządzi. Wybór Bidena oznacza jednak większy spokój i przewidywalność polityki oraz lepszą współpracę z Europą.

Jeśli chodzi o stary kontynent, to problem wygląda nieco inaczej. Europa nie musi wybierać, z kim współpracować, bo ma łącznie wystarczające zasoby, zarówno gospodarcze, jak intelektualne, by samemu być globalnym liderem. Oczywiście niezbędne jest stworzenie lepszych rynkowych warunków dla wykorzystania tych zasobów. Ale główny problem to to, czy Europa jest gotowa połączyć swoje siły. To wymaga nie tylko decyzji o pogłębieniu wspólnoty gospodarczej, ale i społeczno-politycznej.

Jak zdefiniować miejsce i przyszłość Polski na tle zachodzących światowych przemian? Jakie zmiany w krajowej gospodarce należałby wprowadzić, by w perspektywie pocovidowej zaliczyć Polskę do krajów, które z tego trudnego okresu wyszłyby obronną ręką?

– Na świecie trwa czwarta rewolucja przemysłowa, a obecny pandemiczny kryzys nie tylko jej nie zatrzyma, ale wręcz przyspieszy. Musimy zdobyć się na wysiłek, by dołączyć do grona liderów tej rewolucji, bo w przeciwnym razie grozi nam pozostanie coraz bardziej z tyłu. Nie jest to zadanie łatwe, bo w ciągu ostatnich lat nieco uśpił nas gospodarczy sukces, wynikający głównie z wykorzystania atutu stosunkowo taniej pracy. Ten atut będzie się stawać coraz mniej ważny w sytuacji, gdy w przemyśle ludzi coraz częściej będą zastępować roboty, a w usługach sztuczna inteligencja. Dołączenie do czołówki nie jest oczywiście zadaniem łatwym. Wymaga znacznie lepszej edukacji, skierowanej na wyzwania przyszłości i na promocję postaw aktywności gospodarczej i przedsiębiorczości. Niezbędne jest stworzenie lepszego otoczenia i cieplarnianych warunków dla przedsiębiorców-innowatorów i tych ośrodków naukowych, które naprawdę chcą i mogą stać się centrami postępu technologicznego – co również oznacza konieczność rewolucji w finansowaniu nauki.

Kolejne zadanie, to poprawa sprawności instytucji państwa, w tym instytucji zabezpieczenia socjalnego, po to by wspierały rozwój i zmiany, a nie stanowiły hamulca i nadmiernego obciążenia. Na rynku finansowym niezbędne jest stworzenie zachęt do wzrostu skali oszczędzania i inwestowania, a także udrożnienia kanałów finansowania inwestycji bardziej ryzykownych. Lepsze wykorzystanie środków unijnych zostawiam świadomie na koniec, bo konkurencyjnej gospodarki nie buduje się grantami, ale prywatnymi inwestycjami. Ale oczywiście dobrze wydane unijne pieniądze mogą bardzo pomóc.

Po kryzysie 2007–2009 liczne regulacje ograniczyły potencjał europejskiego sektora bankowego. Czy w obecnym czasie i w okresie po pandemii rola sektora bankowego powinna się zmienić i wzmocnić? Jakie zmiany o charakterze regulacyjnym powinny zostać wprowadzone w Polsce, by rynek bankowy i finansowy mógł silniej wspierać gospodarkę w najbliższych kwartałach?

– Mamy tu oczywiście problem poszukiwania pewnego kompromisu pomiędzy bezpieczeństwem oszczędności, zgromadzonych w bankach, a atrakcyjnością inwestowania tych oszczędności. Im bardziej państwowy regulator ogranicza ryzyko, które mogą brać na siebie banki, tym bezpieczniejsze są oszczędności, ale równocześnie tym niższe stopy zwrotu z inwestycji. Jeśli dodać do tego zjawisko zerowych stóp procentowych banków centralnych, które będą nam, skutkiem kryzysu pandemicznego, zapewne długo towarzyszyć, mamy do czynienia z sytuacją, gdy depozyty w ogóle nie będą przynosić dochodu, albo wręcz będą przynosić straty. Jednocześnie radykalnie spadną zyski sektora bankowego, zarówno z powodu niskich stóp procentowych, jak i pogorszenia się jakości portfela kredytowego. Niewykluczone, że już wkrótce w Polsce, tak jak w wielu innych krajach, zamiast zysków część banków odnotuje straty.

Na świecie trwa czwarta rewolucja przemysłowa, a obecny pandemiczny kryzys nie tylko jej nie zatrzyma, ale wręcz przyspieszy. Musimy zdobyć się na wysiłek, by dołączyć do grona liderów tej rewolucji, bo w przeciwnym razie grozi nam pozostanie coraz bardziej z tyłu.

Oczywiście pierwszym zadaniem polityki gospodarczej jest w takiej sytuacji ochrona systemu bankowego przed ryzykiem kryzysu i stworzenie zachęty do dokapitalizowania banków. Tylko wtedy, przy jednoczesnym zapewnieniu odpowiedniej płynności przez bank centralny, banki będą mogły zwiększyć akcję kredytową i wspierać odbudowę gospodarczą po pandemii. Z drugiej strony, w warunkach kryzysu należy wdrożyć dużej skali program gwarancji kredytowych, co oznaczałoby przejęcie części ryzyka inwestycyjnego przez państwo. Można też podjąć decyzje o czasowym rozluźnieniu przepisów ostrożnościowych. Ale z takimi działaniami trzeba być bardzo rozważnym, by nie sprowokować przyszłego kryzysu.

Ostatnio coraz głośniej mówi się o polskiej bankowości w kategoriach zagrożeń i możliwych problemów (chociażby wypowiedzi prezesów banków czy prezesa NBP). Kolejne kwartały rzeczywiście mogą zmaterializować problemy w niektórych bankach?

– Wydaje się pewne, że w nadchodzących kwartałach będziemy mieli do czynienia z radykalnym spadkiem zysków sektora, a w przypadku części banków z poważnymi stratami. Nie można wykluczyć, że niektóre banki będą pilnie potrzebować dokapitalizowania. Jest niesłychanie ważne, by państwowy regulator starał się maksymalnie wspomóc banki, które znajdą się w potrzebie. Jakiekolwiek osłabianie ich pozycji narzędziami regulacyjnymi, z jakiegokolwiek powodu, byłoby działaniem szaleńczym, zagrażającym stabilności całego sektora.

Być może kluczem do rozwoju banków powinno być poszukiwanie innych nieodsetkowych form przychodów? Czy są obszary i możliwości wzrostu, które w polskiej bankowości nie są zagospodarowane? Jeśli tak, to jakie to mogą być kierunki?

– We współczesnym świecie coraz wyraźniej rysują się zagrożenia dla klasycznej bankowości, opartej na przychodach z odsetek. Myślę, że już za kilka lat rynek typowych kredytów, zwłaszcza dla gospodarstw domowych i małych firm, może być całkowicie odmieniony przez masowe wejście wielkich graczy ze świata internetu, dysponujących gigantyczną przewagą w postaci ogromnej ilości informacji o potencjalnych klientach i zdolnością do organizowania finansowania kanałami internetowymi. Trochę tak, jak Uber zmienił reguły gry dla taksówek. Myślę, że banki będą musiały oferować bardziej zaawansowane usługi finansowe w zakresie zarządzania majątkiem, doradztwa i inwestowania. Będą też musiały brać na siebie większe ryzyko w obszarze nie tylko klasycznych kredytów, ale również bankowości inwestycyjnej. Oczywiście pytanie, w jakim stopniu na te wszystkie zmiany na rynku wpłyną rozwiązania regulacyjne.

Nie tylko w polityce państw i banków centralnych, ale wydaje się, że już również w percepcji zwykłego konsumenta coraz silniej utrwalane jest przekonanie, że dług to dobro, a oszczędności są złe. Dokąd prowadzi nas taka polityka i jaki rachunek może zapłacić gospodarka w przyszłości?

– Zdrowy rozsądek mówi, że nadmierne zadłużenie staje się z czasem problemem, bo wzrasta ryzyko. Z kolei niewystarczające oszczędności oznaczają mniejsze możliwości przyszłego wzrostu dochodu. Wszystko to razem tworzy zagrożenie, zwłaszcza w sytuacji, kiedy w gospodarce zdarzy się coś złego i trudnego do przewidzenia. Mamy akurat dzisiaj przykład takiego „czarnego łabędzia”, czyli pandemię, takie rzeczy będą się zdarzać i w przyszłości. Tyle że zdrowy rozsądek można na dłuższy czas uśpić. Póki wszystko dobrze się układa, żyjący na niedrogi kredyt utracjusz śmieje się z tego, kto oszczędza, bo życie na kredyt jest bardzo przyjemne. Na początku tego wieku Grecy byli przekonani, że znaleźli cudowną receptę na beztroskie życie i śmiali się z pozbawionych radości życia, skąpych Niemców. Obudzenie przyszło dopiero wraz z kryzysem finansowym i bankructwem państwa. Nadmierne zadłużenie i niedostateczne oszczędności pewnego dnia mogą się zmienić w dramat, zarówno w skali gospodarstwa domowego, jak i całego państwa. Na razie, na szczęście Polska nie ma bardzo wysokiego poziomu zadłużenia publicznego i prywatnego w relacji do PKB. Myślę jednak, że jeszcze przed wybuchem pandemii weszliśmy na niebezpieczną ścieżkę wzrostu zadłużenia. Jeśli z tym przesadzimy, kiedyś przyjdzie zapłacić rachunek.

Udostpnij artyku: