Bankowość i Finanse | Gospodarka | Polska gospodarka – zagrożenia, wyzwania i rozwiązania

BANK 2022/09

Żeby gospodarka mogła szybko się rozwijać, potrzebny jest silny i stabilny system finansowy (w tym bankowy) i powinien to być obszar szczególnej troski dla polityki gospodarczej. Zagrożeniem może być osłabienie potencjału finansowego sektora bankowego, wynikające z rosnącego obciążenia wyników finansowych – podkreśla prof. dr hab. Małgorzata Iwanicz-Drozdowska, kierowniczka Katedry Systemu Finansowego Szkoły Głównej Handlowej, w rozmowie z Bohdanem Szafrańskim.

Małgorzata Iwanicz-Drozdowska
Fot. Archiwum prywatne

Żeby gospodarka mogła szybko się rozwijać, potrzebny jest silny i stabilny system finansowy (w tym bankowy) i powinien to być obszar szczególnej troski dla polityki gospodarczej. Zagrożeniem może być osłabienie potencjału finansowego sektora bankowego, wynikające z rosnącego obciążenia wyników finansowych – podkreśla prof. dr hab. Małgorzata Iwanicz-Drozdowska, kierowniczka Katedry Systemu Finansowego Szkoły Głównej Handlowej, w rozmowie z Bohdanem Szafrańskim.

Na jakie czynniki i zagrożenia dla naszej gospodarki i dla sektora finansowego należałoby dziś zwrócić szczególną uwagę i dlaczego?

– Identyfikacja zagrożeń jest wyzwaniem, a ich lista zależy od tego, jak wieloaspektowo podchodzimy do analizy zagadnienia. Podobno neurolog „zawsze coś znajdzie”, więc przyjmuję, że ekonomista czy finansista też, ale takie listy poszczególnych ekspertów z danego obszaru mogą znacząco się różnić. O inflacji i konsekwencjach jej dwucyfrowego poziomu dyskutuje się dużo, ale pomimo to wskażę na jeden istotny aspekt. Dotychczas RPP wykazywała powściągliwość we wprowadzaniu podwyżek stóp procentowych. Rodzi się pytanie, czy to dobrze, czy źle? Jeżeli patrzymy na to z perspektywy walki z inflacją – to nie zapowiada to rychłego pozbycia się jej dwucyfrowego poziomu. Jeżeli zaś spojrzymy na to z perspektywy stabilności finansowej, to trzeba to ocenić pozytywnie. Zbyt radykalny wzrost stóp procentowych spowodowałby znaczący wzrost ryzyka kredytowego na skutek obniżenia zdolności klientów do spłaty ich zobowiązań, co odbiłoby się negatywnie na wynikach finansowych banków i ich sile kapitałowej. Zakładam, że RPP szuka równowagi pomiędzy potrzebą walki z inflacją a dbałością o stabilność finansową, aby wyjść w miarę bezpiecznie z obecnej sytuacji. To, jak długo wysoka inflacja z nami pozostanie, zależy zarówno od powściągliwości w zasilaniu gospodarki w pieniądz, jak i czynników zewnętrznych. Ważnym elementem w inflacyjnej układance jest spirala płacowo-cenowa, obejmująca w dużej mierze branże, które od początku okresu transformacji gospodarczej nie były rozpieszczane finansowo, np. takie jak ochrona zdrowia czy oświata.

Z presją inflacyjną łączy się także kryzys energetyczny, który dotyka wszystkie kraje Europy. O jego źródłach można by było długo dyskutować, ale jednym z nich jest wcześniej prowadzona polityka energetyczna niektórych krajów UE oparta na szeroko zakrojonej współpracy z Rosją. Poza wzrostem kosztów dla gospodarstw domowych kryzys energetyczny będzie odciskał piętno na przemyśle i usługach. Osłabienie działalności gospodarczej wpłynie na jakość portfeli kredytowych banków i możliwość ich wzrostu. Mam pewne obawy na fali kryzysu energetycznego co do efektywności założeń polityki ESG, w którą zainwestowano już wiele czasu i zasobów finansowych, żeby m.in. dostosować się do taksonomii i raportowania niefinansowego.

Na tym tle ryzyko kredytowe klientów indywidualnych i biznesowych wymaga bacznej analizy i uwagi, bo głównie tam – jak pokazuje historia kryzysów – rodzą się problemy. Ponadto, ze względu na rosnącą digitalizację gospodarki, istotną rolę odgrywa zapewnienie cyberbezpieczeństwa przy rosnącej, a w czasie pandemii – wręcz galopującej – cyfryzacji życia społeczno-gospodarczego. Takie zagrożenia wskazałabym jako krótkoterminowe.

Jakie zatem mogą być zagrożenia w dłuższej perspektywie czasu?

– Zakładając, że wojna i kryzys energetyczny zakończą się w ciągu roku, dwóch lat, co traktuję jako wersję optymistyczną, Europa powinna powrócić na ścieżkę wzrostu gospodarczego. Żeby gospodarka mogła szybko się rozwijać, potrzebny jest silny i stabilny system finansowy (w tym bankowy) i powinien to być obszar szczególnej troski dla polityki gospodarczej. Zagrożeniem może być osłabienie potencjału finansowego sektora bankowego, wynikające z rosnącego obciążenia wyników finansowych. Wprawdzie przychody odsetkowe obecnie rosną, ale inne składniki rachunku zysków i strat mogą ten benefit znacząco redukować. Poza nieustającym przyglądaniem się portfelom kredytowym, w dłuższej perspektywie, zapewne trzeba będzie szukać nowych rozwiązań w zakresie zapewnienia cyberbezpieczeństwa, o ile cyfrowi przestępcy zaczną korzystać z nowych narzędzi (np. technologii obliczeń kwantowych). To musiałoby przenieść strategię i taktykę bezpieczeństwa cyfrowego na nowy poziom.

Obawy mogą rodzić także wspomniane wcześniej nierozpieszczane finansowo branże. Gospodarka może się rozwijać, jeżeli dysponuje odpowiednim kapitałem ludzkim. W tym kontekście ważne jest to, jak kształcone będzie młode pokolenie. Nie chodzi tylko o treści programowe, ale o poprawę pozycji społecznej nauczycieli, aby można było przyciągnąć do tego zawodu młodych, zdolnych ludzi, którzy chcieliby przekazywać wiedzę i mieli zapewniony odpowiedni poziom wynagrodzeń. Podobnie sytuacja wygląda w branży medycznej. Posiadamy (wg statystyk Eurostatu, 2017) najniższą w UE liczbę lekarzy przypadającą na 1000 mieszkańców. Warto przemyśleć sposób kształcenia i zatrudniania lekarzy, aby nie korzystali z opcji emigracji i chcieli pracować w Polsce. Generalizując, potrzebna jest dyskusja o wartościowaniu pracy w różnych zawodach. Niepokojąca jest perspektywa, że można obudzić się pewnego dnia w kraju, w którym występuje ogromny deficyt lekarzy, pielęgniarek, terapeutów, nauczycieli, służb mundurowych itp., bo młodsze pokolenie nie chce kształcić się w tych zawodach, ponieważ są wymagające i słabo wynagradzane, a inni – wykształciwszy się – wyemigrowali do krajów, w których otrzymali lepsze warunki. Trzeba stworzyć rozwiązania zachęcające reprezentantów generacji Z do podjęcia kształcenia i późniejszej pracy w zawodach, w których mamy deficyt kadr i nie jest to deficyt krótkotrwały, z którym uporają się mechanizmy rynkowe. Od początku okresu transformacji gospodarczej, ten obszar nie był w centrum zainteresowania polityki gospodarczej.

W perspektywie długoterminowej istotną rolę powinny odgrywać efekty polityki ESG, a szczególnie jej pierwszego komponentu (E – environment), budzącego z jednej strony nadzieje, a z drugiej – na fali kryzysu energetycznego – obawy. Ryzyko klimatyczne będzie dawać się we znaki i gospodarstwom domowym, i podmiotom gospodarczym, dlatego też konieczne jest zwiększanie świadomości co do możliwości jego łagodzenia. Nie powinno być to traktowane jako przejściowa moda, ale jako wyzwanie, któremu trzeba sprostać dla dobra przyszłych pokoleń.

Co pani sądzi o obecnie prowadzonej polityce działań osłonowych dla różnych grup społecznych – czy może to zagrozić stabilności finansowej naszego państwa?

– Działania nazywane „antyinflacyjnymi” (np. dopłaty dla gospodarstw domowych) nie są tylko naszym krajowym pomysłem. Występują w różnej postaci również w innych krajach, np. Niemczech czy Austrii. Po wybuchu pandemii COVID-19 także mieliśmy do czynienia z pakietami osłonowymi, skierowanymi do biznesu, aby ograniczyć negatywne, finansowe skutki pandemii i – jak wiadomo – robiły to na dużą skalę także inne państwa. Wtedy celem było to, aby podmioty gospodarcze przetrwały na rynku. Obecnie sytuacja nie jest tak nietypowa i niespodziewana jak wybuch pandemii. Teraz celem jest to, aby złagodzić skutki inflacji dla budżetów gospodarstw domowych. Pamiętajmy, że gospodarstwa domowe są także kredytobiorcami, a ogólny wzrost cen ogranicza ich zdolność do spłaty zobowiązań. Jak pokazują badania nad kryzysami gospodarczymi, niestandardowe rozwiązania są często stosowanym narzędziem, aby złagodzić skutki kryzysu. Fundamenty gospodarcze są stabilne, ale trzeba pamiętać, że – jak wyraziła to Margaret Thatcher: „Nie ma czegoś takiego jak publiczne pieniądze. Jeśli rząd mówi, że komuś coś da, to znaczy, że zabierze tobie, bo rząd nie ma żadnych własnych pieniędzy”.

Edukacja pod hasłem „konsument we współczesnej gospodarce” z elementami finansów osobistych powinna pojawić się już w szkole podstawowej. Ten wątek edukacyjny powinien być kontynuowany w szkołach ponadpodstawowych, niezależnie od przedmiotu „Podstawy przedsiębiorczości”. Sądzę, że warto by też przemyśleć zawartość tego programu nauczania, aby stał się on adekwatny do realiów gospodarki cyfrowej. 

Jeżeli zaś myślimy o tzw. wakacjach kredytowych, to jestem zdania, że powinny one być skierowane do osób ich potrzebujących, a nie do właściwie wszystkich kredytobiorców. Szkoda, że kredyty mieszkaniowe ze stałą stopą procentową nie sprzedawały się dobrze w środowisku ultra niskich stóp procentowych, jak można było tego oczekiwać, zakładając racjonalność zachowań konsumentów. Pojawia się oczywiście pytanie, dlaczego kredytobiorcy nie decydowali się na kredyt na okresowo stałą stopę w środowisku ultra niskich stóp procentowych? Mogło to wynikać albo z braku wiedzy i świadomości finansowej, albo z zapatrzenia na nieco niższy w danej chwili koszt kredytu o zmiennym oprocentowaniu. Może też sektor bankowy powinien był wtedy promować kredyty na okresowo stałą stopę procentową, lecz nie było tego widać. „Wakacje dla wszystkich” stanowią też czynnik, który zwalnia konsumentów z odpowiedzialności za własne decyzje, co może mieć długofalowe, negatywne skutki z perspektywy budowania świadomości finansowej społeczeństwa. Pilnujmy, aby nie wyhodować potencjalnie kolejnego problemu – hipotek o stałej stopie w środowisku wysokich stóp procentowych, które w perspektywie paru lat, wg prognoz inflacji, mogą się obniżyć.

Jak można zwiększyć wiedzę i świadomość finansową społeczeństwa?

– Nad strategią edukacji finansowej pracuje się w Polsce – z przerwami – od wielu lat. Wydaje się, że poziom świadomości finansowej, choć rośnie, to nadal jest niesatysfakcjonujący. Z badań przeprowadzonych w 2019 r. w Katedrze Systemu Finansowego SGH wynika, że ponad 90% badanych wie, co to jest inflacja, ale zdecydowana mniejszość potrafiła właściwie wskazać stopień ryzyka produktu inwestycyjnego czy aktualny poziom oprocentowania depozytów. Sądzę, że nie poprawiło się to znacząco w ciągu ostatnich trzech lat. Prowadzonych jest wiele kampanii edukacyjnych, ale często mają one charakter „terapii celowanej”, np. uświadamiania potencjalnym kredytobiorcom, że jeżeli zaciągną kredyt o stałej stopie procentowej w obecnych warunkach, to nie będą korzystać z obniżki oprocentowania, która pojawi się w ciągu np. okresu pięcioletniego.

Takie kampanie są jak najbardziej potrzebne, ale niezbędne – w mojej opinii – jest stworzenie rozwiązań kompleksowych w istniejącym systemie edukacji. Edukacja pod hasłem „konsument we współczesnej gospodarce” z elementami finansów osobistych powinna pojawić się już w szkole podstawowej. Nie wystarczy, że uczeń będzie umiał wyliczyć odsetki, ale powinien zrozumieć różnice pomiędzy stałym a zmiennym oprocentowaniem, czy rozumieć podstawowe przyczyny i skutki wahań kursów walutowych. Ten wątek edukacyjny powinien być kontynuowany w szkołach ponadpodstawowych, niezależnie od „Podstaw przedsiębiorczości”. Sądzę, że warto by także przemyśleć zawartość programu nauczania „Podstaw przedsiębiorczości”, aby stał się on adekwatny do realiów gospodarki cyfrowej. Chyba można już odejść od tłumaczenia cech gospodarki centralnie planowanej – zostawmy to historykom, którzy mogą o tym uczyć, opisując specyfikę PRL-u. Także w szkołach policealnych i na studiach nieekonomicznych warto przypominać i rozszerzać zagadnienia związane z finansami osobistymi i prowadzeniem własnego biznesu, zgodnie z zasadą, że „repetitio est mater studiorum”, a dodatkowo środowisko zmienia się dynamicznie.

Czy w obecnych warunkach instytucje finansowe mogą skutecznie zarządzać ryzykiem w tak niestabilnym, również ze względów politycznych, czasie?

– Zarządzanie ryzykiem albo zarządzanie w warunkach ryzyka (jak podkreślają moi koledzy, zajmujący się ubezpieczeniami) z natury rzeczy nie jest łatwe. Gdybyśmy byli w stanie przewidzieć przyszłość, menedżerowie ryzyka staliby się zbyteczni. Ostatnie trzy lata były obfite w wydarzenia z ogona rozkładu – wybuch pandemii koronawirusa i wojny na Ukrainie. Wzrostu inflacji nie traktowałabym jako zdarzenia wyjątkowego. Po prostu odzwyczailiśmy się od wysokiej inflacji, chociaż trzeba pamiętać, że w latach 90. minionego wieku mieliśmy jeszcze do czynienia z hiperinflacją.

W różnych warunkach można skutecznie zarządzać ryzykiem, ale trzeba podchodzić do tego kompleksowo, a nie wycinkowo. Istotna jest współpraca i dyskusja pomiędzy komórkami odpowiedzialnymi za różne rodzaje ryzyka. Należy oceniać szeroką gamę czynników, które wpływają na sytuację instytucji finansowych i ich klientów. Obecnie dla niektórych podmiotów najtrudniejsze okazuje się ryzyko prawne, które jest ze swej natury trudno mierzalne. Przed 2019 r. nie poświęcano mu zbyt wiele uwagi. Niestabilność polityczna, wynikająca z wojny na Ukrainie, jest czynnikiem o charakterze systemowym. Ze względu na konflikt za naszą wschodnią granicą trzeba odpowiednio przeanalizować plany ciągłości działania i zachęcić także klientów biznesowych do podobnych działań.

Zastosowanie przez sektor finansowy sztucznej inteligencji i uczenia maszynowego (AI/ML) wspiera zarządzanie ryzykiem w wielu obszarach, np. przeciwdziałanie praniu pieniędzy, wykrywanie defraudacji, oceny zdolności do spłaty zobowiązań klientów indywidualnych, jednak w innych obszarach możliwości w tym zakresie wydają się mniejsze. Skuteczne zarządzanie ryzykiem wymaga nie tylko ilościowego podejścia wspieranego przez ML/AI, ale i osądu eksperckiego, umożliwiającego holistyczne podejście do oceny i zarządzania ryzykiem. Nawiązując explicite do pytania, tak – da się, ale jest to zdecydowanie większe wyzwanie niż w okresie dobrej koniunktury. Elementy polityczne mogą zaś stanowić zdarzenie z ogona rozkładu, które będą to zadanie dodatkowo utrudniać.

Udostępnij artykuł: