Bankowość i Finanse. Technologie: Dostrzegam masę zagrożeń

BANK 2020/02

dr. Konrad Maj
dr. Konrad Maj, kierownik Centrum Innowacji Społecznych i Technologicznych HumanTech Uniwersytetu SWPS. Fot. ZBP / K. Zapała

Z dr. Konradem Majem, kierownikiem Centrum Innowacji Społecznych i Technologicznych HumanTech Uniwersytetu SWPS, o sztucznej inteligencji i robotyzacji rozmawiali Przemysław Barbrich i Jan Osiecki.

W jakich sytuacjach zastąpią nas roboty? Zapewne zaakceptujemy robota sprzedawcę w sklepie wielkopowierzchniowym, ale czy nie będziemy mieli nic przeciwko badającemu nas robotowi lekarzowi?

– Jak pokazują badania, roboty będą nas zastępować wszędzie tam, gdzie są wykonywane rutynowe czynności albo wykonywana praca jest zbyt niebezpieczna lub zbyt trudna dla człowieka, a także we wszystkich obszarach, w których nie ma chętnych do pracy.

A w praktyce?

– W pierwszej kolejności roboty będą nas zastępować tam, gdzie ludzie niekoniecznie są zadowoleni ze swojej pracy, choćby w fabrykach przy taśmie. Tam procesy zostaną po prostu w pełni zautomatyzowane. 

W szpitalu roboty również się pojawią?

– Nie sądzę. W przypadku robota lekarza czy robota prawnika, który ma być adwokatem albo sędzią, sprawa nie jest taka prosta. Jeszcze długo nie będzie akceptacji społecznej dla tego rodzaju rozwiązań.

Zatem szpitale czy sądy pozostaną, parafrazując modne ostatnio w niektórych kręgach określenie, strefą wolną od sztucznej inteligencji?

– Ona na pewno jeszcze długo nie zastąpi ludzi, ale jestem pewien, że zostaną wykorzystane niektóre rozwiązania z jej zastosowaniem.

W jaki sposób?

– To będą narzędzia wspierające czy to lekarzy, czy prawników w podejmowaniu decyzji. Te zawody opierają się na pewnego rodzaju algorytmach, bo na przykład lekarz analizuje symptomy, wyklucza kolejne możliwości i dochodzi do pewnych wniosków. To działanie według algorytmu. Dlatego sztuczna inteligencja będzie służyła do podpowiadania przy diagnozowaniu. To zresztą dzieje się już teraz, przy różnych zabiegach diagnostycznych lekarzy wspomaga sztuczna inteligencja i algorytmy, komputery szybko obrabiają uzyskiwane dane i podsuwają rozwiązania.

Czy powinniśmy się tego bać? Mam wrażenie, że świat się dehumanizuje, znika relacja człowiek – człowiek. To dzieje się na przykład w sektorze bankowym. I w pewnych sprawach klienci akceptują rozwiązania automatyczne, ale gdy na przykład chcą dowiedzieć się czegoś o kredycie hipotecznym, to już nie za bardzo chcą korzystać z pomocy awatara czy bota…

– Zapewne w niedalekiej przyszłości rola doradcy bankowego będzie polegała głównie na tym, żeby tłumaczyć klientowi pewne rzeczy, które są niejasne, zaproponować coś. Ta praca mocno się zmieni, ponieważ w tej chwili doradca wykonuje również mnóstwo zadań, które dałoby się zautomatyzować. Dzięki temu zyska czas, aby lepiej rozpoznać potrzeby klienta, wczuć się w jego sytuację. Dlatego, jak pokazuje wiele badań, kompetencje miękkie nabiorą znaczenia. To dobra wiadomość dla humanistów, bo pracownicy przyszłości to będą nie tylko specjaliści IT i programiści. Właśnie ze względu na zautomatyzowanie do głosu, bardziej niż dzisiaj, dojdą humaniści. 

Spróbuje pan przewidzieć, jak sztuczna inteligencja zmieni zatrudnienie w sektorze bankowym?

– Na pewno zmieni się charakter pracy banków, ale nie wierzę, że będą to miejsca pozbawione ludzi. Raczej roboty staną się bankowcami pierwszego kontaktu, ich zdaniem będzie dowiedzieć się o co chodzi klientowi. W przypadku prostej sprawy same ją załatwią, ale w pewnym momencie będą decydowały, że klient spotka się z żywym doradcą, bo tak będzie prościej wykonać wszystkie czynności.

A propos dehumanizacji, nie ma pan wrażenia, że ciągle postępuje odczłowieczenie całej generacji? Choć mamy kilka tysięcy znajomych na Facebooku, to sylwestra spędzamy sami, bo nie mamy z kim się bawić. Pan już pewnie obserwuje u siebie na korytarzach uczelni, że chłopak z dziewczyną siedzą naprzeciwko siebie, ale nie rozmawiają tylko klikają w smartfony…

– Jest to pewien problem, który staje się już przedmiotem troski psychologów, terapeutów. Uzależnienie od szeroko rozumianego digitalu: Facebooka, Instagrama. 

Ten problem jest poważny?

– Obserwujemy sporo negatywnych efektów tego stanu rzeczy, choćby multitasking, czyli wielozadaniowość, bo człowiek nie jest już w stanie skupić się tylko na jednej rzeczy. Widzimy również negatywne konsekwencje tego, że informacje pobierane z internetu są odczytywane na urządzeniach mobilnych. One mają pewne ograniczenia związane z wielkością ekranu, a więc informacja musi być tworzona tak, żeby była łatwa do odczytania na smartfonie, dlatego jest krótka, a w konsekwencji spłycona. I to jest niebezpieczne, ponieważ rynek informacji dostosował się do odbiorników, na jakich je uzyskujemy. 

Przyszłość nie rysuje się różowo…

– Niestety nie, mimo że mam dużo pozytywnych emocji w stosunku do sztucznej inteligencji i rozwoju robotyki, to widzę masę zagrożeń. Dlatego tak ważna jest kwestia myślenia o tym już teraz, przygotowania odpowiedniego systemu edukacji, tak abyśmy nie zafundowali sobie czegoś negatywnego.

A co może się stać?

– Słyszał pan o Sondgo, mieście przyszłości w Korei Południowej?

Nie. Co to za miasto?

– To miasto zbudowane od postaw i zaprojektowane tak, że życiem kierują czujniki, sensory i kamery. I zamiast stać się miejscem powszechnej szczęśliwości, jest już dzisiaj nazywane miastem duchów, tam nie ma głębokich więzi społecznych, ludzie nie są zadowoleni z życia w nim.

Dlaczego?

– Twórcy tego eksperymentu zapomnieli, że ludziom trzeba dać możliwość nawiązywania relacji, a nie doprowadzić do tego, że przestaną wychodzić z domu i ograniczą się do komunikowania się z otoczeniem za pomocą elektronicznych urządzeń, siedząc w tym czasie w swoich apartamentach. Nie tędy droga.

To jest realne zagrożenie dla młodego pokolenia?

– Ludzie potrzebują innych ludzi, prawdziwego człowieka w pobliżu i nie da się tej potrzeby zastąpić w inny sposób. Jednak technologia sama w sobie nie jest zła. W pewnych sytuacjach, na przykład dla osób starszych czy chorych, może być szansą choćby na zrealizowanie marzeń albo zyskanie wiedzy o odległych miejscach. Wiele osób nie może, na przykład z powodu choroby, wyjść z domu, a dzięki rzeczywistości wirtualnej są w stanie zobaczyć jakieś miejsce jakby rzeczywiście tam byli. 

A co do młodych, to musimy pamiętać, że wśród nich są osoby bardziej tradycyjne, ceniące sobie kontakty z ludźmi, i tacy, którzy żyją tylko nowymi technologami.

A propos zagrożeń. Czy nie ma pan wrażenia, że psychologowie, socjologowie, a za chwilę prawnicy, powinni zacząć bić na alarm, mówiąc: uregulujmy rozwiązania w jakikolwiek sposób, bo technologia wyprzedza regulacje i za chwilę stracimy panowanie nad tym wszystkim.

– Nie kto inny, a psychologowie mówią w tej chwili o technofobii, robofobii, o uzależnieniu od internetu, cyberpatologii, fakenewsach, dezinformacji. Tych zjawisk jest bardzo dużo i są prowadzone badania, które pokazują, że na przykład Instagram bardzo mocno wpływa na samoocenę użytkowników. Obniża ją, powoduje, że ludzie są niezadowoleni ze swojego wyglądu, wpadają w depresje. Problemem jest to, kto ma większą siłę głosu – ci, którzy tworzą technologię, czy ci, którzy ją badają i przestrzegają przed jej ciemnymi stronami. 

Da się jakoś pogodzić obie strony?

– Dobrze byłoby spotkać się gdzieś w połowie drogi i porozmawiać przy okrągłym stole, wyjaśniając pewne rzeczy, bo nie jest tak, że psychologowie są przeciwko rozwojowi technologii, chodzi o to, żeby była sprawdzana, analizowana. Tak samo było z rozwojem internetu, nikt nie zdawał sobie sprawy z tego, że w sieci będzie rozlewał się hejt, patostreaming czy inne negatywne zjawiska.

Udostępnij artykuł: