Bankowość i Finanse | Wywiad Miesiąca | Sektor bankowy przeżył w tym roku szok niezwiązany z pandemią

BANK 2020/12

O przedświątecznym optymizmie w odniesieniu do polskiej gospodarki w roku 2021, polskim systemie bankowym, który spełnia znacznie więcej funkcji niż dostarczanie usług tradycyjnej bankowości, modelach finansowania przedsiębiorstw i wpływie poziomu stóp procentowych na stabilność sektora – mówi prezes Citi Handlowego Sławomir S. Sikora w rozmowie z Pawłem Minkiną.

Fot. Citi Handlowy

O przedświątecznym optymizmie w odniesieniu do polskiej gospodarki w roku 2021, polskim systemie bankowym, który spełnia znacznie więcej funkcji niż dostarczanie usług tradycyjnej bankowości, modelach finansowania przedsiębiorstw i wpływie poziomu stóp procentowych na stabilność sektora – mówi prezes Citi Handlowego Sławomir S. Sikora w rozmowie z Pawłem Minkiną.

Czy sposób postrzegania pandemii i jej wpływu na zmiany gospodarcze w perspektywie ostatnich kwartałów ewoluował?

– Wiosenny lockdown był dla firm zaskoczeniem. Nie wiadomo było, jak na zamknięcie gospodarki i ograniczenie mobilności zareagują poszczególne podmioty na rynku, w tym banki, przedsiębiorcy i konsumenci. Pojawiły się pytania, czy uda się przestawić pracowników na tryb zdalny i czy będzie to możliwe pod względem technologicznym. Te obawy o wpływ pandemii na gospodarkę skutkowały dużą niepewnością i wstrzymaniem inwestycji. A także przewidywaniami, że gospodarka może wejść w recesję na poziomie rocznym od 8 do 10% PKB.

Z dzisiejszej perspektywy wiemy już, że te czarne scenariusze się nie spełniły, gospodarka nie zatrzymała się całkowicie. Pomimo recesji skala bezrobocia nie rośnie. Utrzymanie miejsc pracy, jeśli się uda, przyspieszy powrót optymizmu konsumenckiego. Analizy naszego banku wskazują, że tegoroczny PKB skurczy się o mniej więcej 3,5%, przy wyższej niż się spodziewaliśmy inflacji.

Dostrzegam u pana optymizm…

– Tak, dziś nie jest sztuką być pesymistą. Warto też zwrócić uwagę na pozytywne sygnały płynące z  gospodarki.

Jest pan prezesem najstarszego banku komercyjnego w Polsce i jednego z najdłużej, nieprzerwanie działających banków w Europie. Czy z tej perspektywy nie nasuwają się przemyślenia, że niektóre zmiany mogą mieć charakter epizodyczny i obserwowane obecnie procesy gospodarcze być może zanikną po pandemii?

– Część tych zjawisk ma charakter epizodyczny, ale najważniejsze są te, które mają charakter trwały i nieodwracalny. Warto podkreślić, że pandemia wpłynęła na przyspieszenie niektórych zmian, takich jak procesy cyfryzacji. Myślę tu nie tylko o zdalnym kontakcie z takimi instytucjami jak banki, ale też o rozwoju całej cyfrowej administracji publicznej, w którą państwo będzie dalej inwestować. W wielu branżach obserwujemy przyśpieszoną restrukturyzację. Przykładem jest e-commerce. Sprzedaż internetowa bardzo wzrosła i te podmioty, które inwestowały w ten obszar, są dziś w lepszej sytuacji.

Myślę, że po pandemii biznes w większym stopniu niż kiedyś będzie prowadzony zdalnie. Będziemy mniej podróżować służbowo i dużo większa liczba pracowników będzie chciała korzystać z elastycznych form pracy.

Pandemia jest doświadczeniem dla całej generacji i niepokój, który wywołała, nie minie, zmieni się jego natura i będziemy umieli lepiej wyobrazić sobie konsekwencje innych zjawisk, np. zmian klimatu, i to, jak mogą one dotknąć każdego z nas. Moim zdaniem, utrzyma się lęk przed czymś nieznanym, nieopanowanym i będzie wpływał na zachowania ekonomiczne i społeczne ludzi.

W zarządzaniu obecną sytuacją gospodarczą ważną rolę odgrywają banki centralne…

– Tak, ich rola bardzo się zmieniła. Do tej pory kreowały politykę monetarną i pilnowały głównie inflacji, teraz dołączyły do rządów, wspomagając gospodarkę i dostarczając finansowanie pośrednio do przedsiębiorstw. To zjawisko obecne w całej Unii Europejskiej i Stanach Zjednoczonych, nie tylko w Polsce.

Udostępnione przez bank centralny środki nie zostały przez przedsiębiorców wykorzystane od razu. Trzeci kwartał br., który był relatywnie dobry, pokazał, że osadzały się na rachunkach banków i tym samym wpływały na nadpłynność na rynku.

Ta nadpłynność nie jest złym sygnałem, ponieważ pandemia jeszcze się nie skończyła i nadal jest wiele znaków zapytania dotyczących konsumpcji i inwestycji w roku 2021. Wyższa płynność finansowa przedsiębiorstw daje im bufor na wypadek załamania popytu oraz obniża ryzyko kredytowe z punktu widzenia banków, co jest dobrym prognostykiem na przyszły rok.

Jeszcze kilka miesięcy temu wskazywano na możliwy gwałtowny wzrost gospodarczy przypominający literę „V”. Po drugiej fali pandemii analitycy skłaniają się ku scenariuszowi zbliżonemu do litery „W”. Jak zatem może kształtować się kierunek rozwoju gospodarki?

– W mojej opinii, rok 2021 będzie okresem powrotu do wzrostu – zarówno dla gospodarki krajowej, jak również światowej. Polska będzie w gronie szybko rosnących gospodarek w Europie. Prognozy ekonomiczne są także dobrym sygnałem dla banków, bo oznaczają, że z okresu istotnej obawy o ryzyko kredytowe, przejdziemy do wspierania przedsiębiorstw w zakresie pomysłów inwestycyjnych i przebudowy gospodarki. Będziemy więc spełniać tę rolę, którą z sukcesem realizowaliśmy w ostatniej dekadzie.

Pomimo recesji skala bezrobocia nie rośnie. Utrzymanie miejsc pracy, jeśli się uda, przyspieszy powrót optymizmu konsumenckiego. Analizy naszego ban­ku wskazują, że tegoroczny PKB skur­czy się o mniej więcej 3,5%, przy wyższej niż się spodziewaliśmy inflacji.

Można mieć nadzieję, że rok 2021 pozwoli dokonać przełomu w zakresie szczepień, a tym samym pandemia przestanie być tak dużym czynnikiem niepewności. Mimo pełnej świadomości potencjalnych ryzyk, mam poczucie, że dziś pozytywne wiadomości przeważają.

Podczas niedawno zakończonego forum ekonomicznego wskazywał pan, że szybkość wychodzenia krajów z recesji jest uzależniona przede wszystkim od współpracy na linii rząd – sektor bankowy. Na czym powinna bazować taka współpraca w polskich realiach?

– Myśl, którą się podzieliłem na forum, zaczerpnąłem z pracy Paula De Grauwe z London School of Economics, który porównał trzy duże kryzysy: ten z lat trzydziestych, kryzys roku 2008 i obecny, i wskazywał na czynniki, które wpływają na szybszą odbudowę gospodarki. Widać to na przykładzie gospodarki europejskiej – nie wystarcza interwencja państwa, tak jak odbyło się to w roku 2008. Potrzebne są też do tego zdrowe i dobrze funkcjonujące banki.

W Polsce mamy bardzo sprawny i efektywny system bankowy, który spełnia znacznie więcej funkcji niż dostarczanie usług tradycyjnej bankowości. To aktywności sektora i jego wieloletnim inwestycjom w technologie zawdzięczamy sprawną dystrybucję świadczeń, np. 500 plus, czy uruchomienie w niespełna trzy tygodnie narzędzi dystrybucji pomocy w ramach tarczy antykryzysowych PFR i BGK. Przetransferowane przez banki środki, ponad 70 mld zł, prędko docierając do przedsiębiorstw, zapewniły im spokojniejsze myślenie o przyszłości, wpłynęły na wstrzymanie lub ograniczenie restrukturyzacji zatrudnienia. Postawienie takiej infrastruktury samodzielnie przez instytucje państwowe w tak krótkim czasie nie byłoby możliwe.

Czy finasowanie przedsiębiorstw z wykorzystaniem środków publicznych stanowi obecnie główną możliwość wspierania wzrostu gospodarczego?

– W Polsce i w Europie większość finansowania firm pochodzi z sektora bankowego, w przeciwieństwie do gospodarki amerykańskiej, gdzie głównym źródłem finansowania jest rynek kapitałowy. W ­Europie i w Polsce jeszcze bardziej ograniczony jest  dostęp do finansowania dla spółek, które nie mają ratingu inwestycyjnego (investment grade). W tym roku nadpłynność na rynku sprawiła, że pojawiły się nowe możliwości alternatywnego finansowania. Takie przedsiębiorstwa w obecnych realiach nie muszą korzystać wyłącznie z kredytu bankowego, ale mają także możliwość uzyskania finansowania na rynku kapitałowym. Myślę, że ten kierunek będzie działał pozytywnie zarówno na tempo, jak i na skalę naszego wychodzenia z recesji po pandemii. Klienci Banku Handlowego mogą korzystać z faktu bliskiej współpracy naszego polskiego zespołu z kolegami z Citi w Londynie, Frankfurcie i Stanach Zjednoczonych, dzięki czemu możemy zaoferować im najlepsze rozwiązania finansowe, w tym dostęp do europejskiego rynku obligacji, czy – jeśli potrzebują kapitału – bezpośrednio do inwestorów europejskich i amerykańskich.

Fot. Citi Handlowy

Obok finansowania bankowego i rynku kapitałowego, firmy korzystają również masowo i na bardzo dobrych warunkach z programów finansowanych przez Unię Europejską.

Aby sektor bankowy mógł finansować gospodarkę, musi być przede wszystkim rentowny, tymczasem sytuacja w polskiej bankowości była złożona jeszcze przed pandemią. Obecnie coraz częściej mówi się o trudnej przyszłości…

– Ja widzę zarówno gospodarkę, jak i sektor bankowy, w bardziej optymistycznych barwach, natomiast nie należy bagatelizować zjawiska, do którego nawiązuje ta prognoza. Sektor bankowy w tym roku przeżył szok, i nie jest to szok związany z pandemią. Nie stało się tak, że nasi pracownicy masowo chorowali lub klienci przestali spłacać kredyty. Podstawowym szokiem sektora bankowego w Polsce było gwałtowne przejście do środowiska niskich stóp procentowych. Wszyscy koncentrują się na skutkach pandemii, co jest zrozumiałe, mała jest jednak świadomość faktu, że sektor bankowy w Polsce przez ostatnie 30 lat w znacznym stopniu budował swoją ofertę produktową i dochodowość, opierając się na przychodach odsetkowych. Zmiana stóp procentowych ze 150 pkt. na 10 pkt. bazowych w okresie niecałych dwóch miesięcy, była absolutnym szokiem – jeden z podstawowych parametrów działania banków został zmieniony, bez żadnego okresu przejściowego. Z obniżki stóp najbardziej skorzystał budżet państwa.

Jak więc można ocenić prognozę polskiej bankowości dotyczącą roku 2021? Czy rzeczywiście, jak wskazują niektóre wyliczenia, będzie to okres, w którym zyski sektora mogą po raz pierwszy być bliskie zera, a nawet sektor może zanotować straty?

– Podnosi pan bardzo ważną kwestię. W tym roku 20 banków w Polsce jest nierentownych (dane KNF na koniec września br.), zyski i rentowność banków spadły, ale cały sektor bankowy jest w tym roku na plusie. Trzeba zdawać sobie jednak sprawę, że są ryzyka systemowe, które mogą go zdestabilizować. Niewątpliwie takimi czynnikami destabilizacji mogą być banki, które mają straty, ale także skala strat na portfelu kredytów mieszkaniowych opartych na frankach szwajcarskich w bankach dziś dochodowych. Do tego dochodzi niestabilność otoczenia regulacyjnego, w którym agendy rządowe dokonują zmian interpretacji prawnych w odniesieniu do zdarzeń sprzed wielu lat.

Czy można zaobserwować w krajowej bankowości ryzyko powstania sektora „dwóch prędkości”, gdzie po jednej stronie znajdą się podmioty dobrze dostosowane i przynoszące profity, a po drugiej instytucje generujące straty?

– Niewątpliwe mamy do czynienia z bankami, które radzą sobie relatywnie dobrze z wyzwaniami pandemii i grupą banków, których modele biznesowe zostały zakwestionowane. W odniesieniu do tej drugiej grupy pozytywny scenariusz to zmiana modelu albo konsolidacja z silniejszym bankiem. W środowisku niskich stóp procentowych znaczenie ma wiodąca pozycja rynkowa. Najlepsze szanse mają ci, którzy są w pierwszej trójce w swoich dziedzinach i oni, w moim przekonaniu, wzmocnią swoją pozycję. Niezależnie od tego czy sektor będzie sektorem dwóch, czy trzech prędkości, że silniejsi będą silniejsi, a słabsi będą tracić rynek. Wyzwania okresu niskich stóp procentowych wpłyną na zmniejszenie liczby banków, co w efekcie doprowadzi do zmniejszenia liczby oddziałów.

Odczytując trendy rynkowe, Citi Handlowy już w 2012 r. wprowadził zmiany w systemie dystrybucji, które dziś procentują. Jest to jednak wyzwanie dla całego sektora. Sektor, poprzez digitalizację i automatyzację, uprości procesy operacyjne, a tym samym liczba miejsc pracy będzie spadała. Zmiany te nie są bezpośrednio związane z pandemią, jednak podobnie jak w odniesieniu do innych branż gospodarki cyfrowej, pandemia ten proces w bankach przyśpieszyła. Będziemy widzieli tego efekty zarówno w roku 2021, jak i w latach kolejnych.

W jakim stopniu bankowość inwestycyjna jest obecnie bardziej atrakcyjnym kierunkiem rozwoju sektora niż bankowość tradycyjna?

– Bankowość inwestycyjna w obecnych czasach jest bardzo atrakcyjna. Mamy do czynienia z większym zainteresowaniem emitentów oraz inwestorów emisjami akcji czy obligacji, okres kryzysu to też większe zainteresowanie fuzjami i przejęciami, które ta bankowość wspomaga i w których doradza. Citi Handlowy, jako bank głównie korporacyjny, jest istotnie zainteresowany tym segmentem bankowości. Mając dostęp do globalnej wiedzy w tym zakresie, jesteśmy ważnym partnerem dla naszych klientów. Na koniec trzeciego kwartału tego roku nasz bank był numerem jeden w segmencie bankowości inwestycyjnej w Polsce, co pokazuje poziom zaufania klientów do naszych kompetencji.

W warunkach słabnącej pozycji wierzyciela i w okresie niskich stóp procentowych inne instytucje będą poszukiwały modelu rozwojowego właśnie poprzez bankowość inwestycyjną?

– Trzeba pamiętać, że choć jest to bardzo atrakcyjna część bankowości, to jednak ma pewną cechę charakterystyczną. Po pierwsze, bankowości inwestycyjnej nie da się zbudować szybko. Drugi aspekt, który jest bardzo istotny to fakt, że przychody z bankowości inwestycyjnej są dość nieregularne. To jak z energią wiatrową – nie zawsze wiatr wieje z tą samą mocą. Dlatego uważam, że nie dojdzie w sektorze do zastąpienia modelu bankowości tradycyjnej, opartej na kredytach, pożyczkach czy formach inwestowania nadwyżek finansowych, bankowością inwestycyjną. W strategii naszego banku dołożenie wiedzy globalnej w zakresie fuzji i przejęć i udostępnienie jej klientom było modelem bardzo trafnym, uzupełniającym naszą ofertę bankowości tradycyjnej.

Kolejna obawa związana z pandemią dotyczy możliwości istotnego zwiększenia się poziomu kredytów nieregularnych, w szczególności po okresie funkcjonowania moratoriów. Czy obecny poziom odpisów na kredyty zagrożone to dobry prognostyk dla całej gospodarki?

– To kolejne zaskoczenie, pozytywne, ponieważ nasi klienci, także ci, którzy skorzystali z odroczenia spłaty, wrócili do regularnej obsługi zadłużenia. W tym zakresie potrzebujemy jeszcze co najmniej dwóch kwartałów, aby potwierdzić zwyczaje i dyscyplinę płatniczą oraz to, czy na dobre wróciła ona do stanu sprzed pandemii. Należy również zwrócić uwagę, że zarówno w Polsce, jak i za granicą, kończą się programy pomocowe i formy wsparcia skierowane do przedsiębiorców. Pozostając optymistą, uważam, że ogłoszenie zwycięstwa teraz byłoby przedwczesne. Trzeba wciąż z uwagą monitorować te ryzyka.

Ryzyko wynika również z niewiedzy klientów. Niska cena kredytu i znikome korzyści dla oszczędzających pozwalają budować przekonanie, że lepiej żyć na kredyt i  nie budować swojego bezpieczeństwa finansowego. Jak w obecnych uwarunkowaniach budować świadomość społeczną odnośnie oszczędzania?

– Ten temat jest mi szczególnie bliski. Od czasu, gdy jestem w Banku Handlowym, zaangażowałem się osobiście i emocjonalnie w programy edukacji finansowej. Postawiłem wiele lat temu tezę, że wyedukowany klient jest lepszym klientem dla banku. Uważam, i taką tezę wdrażałem w życie, że klient wyedukowany to większe możliwości rozwoju współpracy. Opierając się na tym założeniu, poprzez Fundację Citi Handlowego im. Leopolda Kronenberga wspólnie z NBP zbudowaliśmy największy w Europie Środkowej program edukacji finansowej dzieci i młodzieży. Przez 10 lat przeprowadziliśmy zajęcia dla 1,5 mln uczniów. Nadal jednak dużo jest do zrobienia, np. w kwestii umiejętności oszczędzania. Nie ma wątpliwości, że społeczeństwo musi oszczędzać, a programy emerytalne są takim obszarem, który każdy obywatel powinien potraktować bardzo poważnie – zarówno w kontekście odpowiedzialności wobec siebie, jak również w zakresie odpowiedzialności społecznej. Państw w Europie, w tym Polski, nie będzie stać na utrzymanie z budżetu życia emerytów nawet na poziomie dzisiejszym. Dlatego obywatele muszą na tę emeryturę oszczędzać. Mam świadomość, że niskie stopy procentowe powodują, że część obywateli woli zarobione środki konsumować. Ta grupa musi jednak pamiętać, że wydłuża się okres życia. W tym okresie stopa zastąpienia, czyli relacja emerytury do ostatniej pensji, będzie systematycznie spadać. To jest taka prawda, która nie przebija się do świadomości w perspektywie roku czy jednej kadencji parlamentarnej. Nawyki oszczędzania powinny być wpajane już od szkoły podstawowej i w szkole średniej w ramach programów edukacji finansowej.

Edukacja finansowa powinna obejmować głównie treści związane z oszczędzaniem?

– Oczywiście, ale nie tylko. Innym elementem wartym podkreślenia jest również umiejętność planowania budżetu rodzinnego. Badania Fundacji im. Leopolda Kronenberga wskazywały, że większość Polaków nie prowadzi zorganizowanego planowania budżetu domowego. Mimo że zdajemy sobie sprawę, iż wydatki miesięczne w ciągu roku nie rozkładają się równo, to polskie rodziny tych wydatków nie planują. Tymczasem badania pokazują, że rodziny, które planują swój budżet, radzą sobie lepiej nawet przy niższych dochodach. To jest wyzwanie zarówno dla sektora bankowego, jak i systemu edukacji powszechnej. Zarówno oszczędzanie na emeryturę, jak i umiejętność planowania wydatków w budżecie domowym, powinny być elementami edukacji finansowej. Tym bardziej że edukacja finansowa jest obszarem, w którym agendy rządowe i sektor prywatny mogłyby szerzej współpracować.

Udostępnij artykuł: