Bankowość i finanse | WYWIAD | Nadchodzą turbulentne czasy

BANK 2022/07

Mamy chyba najwyższy poziom obłożenia banków daninami na świecie, bo efektywna stopa opodatkowania sięga 40%. Sektor, a de facto kilka banków, płaci jedną czwartą CIT w Polsce. Do tego dochodzi dodatkowy podatek od aktywów. To są rzeczy, z którymi bankowcy w Europie nie mają do czynienia i nie wierzą, że tak można funkcjonować. Moim zdaniem, to jest rabunkowy stosunek do sektora – podkreśla dr Cezary Stypułkowski, prezes zarządu mBanku, w rozmowie z Janem Bolanowskim i Pawłem Minkiną, w ramach cyklu wywiadów z okazji 30-lecia „Miesięcznika Finansowego BANK”.

Cezary Stypułkowski
Fot. mBank

Mamy chyba najwyższy poziom obłożenia banków daninami na świecie, bo efektywna stopa opodatkowania sięga 40%. Sektor, a de facto kilka banków, płaci jedną czwartą CIT w Polsce. Do tego dochodzi dodatkowy podatek od aktywów. To są rzeczy, z którymi bankowcy w Europie nie mają do czynienia i nie wierzą, że tak można funkcjonować. Moim zdaniem, to jest rabunkowy stosunek do sektora – podkreśla dr Cezary Stypułkowski, prezes zarządu mBanku, w rozmowie z Janem Bolanowskim i Pawłem Minkiną, w ramach cyklu wywiadów z okazji 30-lecia „Miesięcznika Finansowego BANK”.

30 lat temu w pierwszym numerze „Miesięcznika Finansowego BANK” pojawiła się pana sylwetka, a klika miesięcy później udzielił pan nam wywiadu na temat zmian, jakie wówczas zachodziły w polskiej bankowości i gospodarce. Dziś chyba wyzwań również nie brakuje?

– Są innej natury, ale chyba bardziej dotkliwe.

Inflacja w 1992 r. wynosiła 43%. Obecnie jest trzykrotnie niższa, a już stała się gospodarczym tematem numer jeden. Czy 30 lat temu inflacja też była głównym problemem?

– Inflacja to choroba gospodarki, która ma bardzo daleko idące skutki. Milton Friedman porównał ją do picia alkoholu. Na początku jest przyjemnie, ale następnego dnia przychodzi kac. Natomiast jak człowiek zaangażuje się bardziej, to jest jak z chorobą alkoholową – bardzo trudno jest z niej wyjść.

W tamtym okresie było trudniej, bo struktura gospodarki była mniej rynkowa. Niektóre istotne wówczas działania antyinflacyjne, dziś wydają się egzotyczne i mogą budzić co najwyżej uśmiech. Jak choćby „popiwek”, czyli podatek od ponadnormatywnego przyrostu wynagrodzeń. Wtedy przyzwolenie społeczne dla radykalnych ruchów było znacznie większe, bo przecież wychodziliśmy z inflacji, która dwa lata wcześniej potrafiła wynosić 50%, ale… miesięcznie. Ludzie wiedzieli, jak trudno się żyje i prowadzi jakąkolwiek działalność w takich warunkach. Obecnie nie jesteśmy jeszcze na takich poziomach inflacji, przy których ludzie domagają się wyrównań. To z kolei prowadzi do dalszego napędzania inflacji i wzrostu nierówności. Pewne grupy zawodowe tracą, a pewne zyskują. Sposobem na wyjście z tej sytuacji jest balans między mądrą polityką interwencyjną a honorowaniem zasad rynkowych.

Obecnie to się udaje?

– Paru rzeczy obawiam się bardziej niż w 1992 r. Wtedy polska gospodarka była wiedziona entuzjazmem i olbrzymimi ambicjami. Chcieliśmy, by było u nas jak na Zachodzie. Przyzwolenie społeczne dla działań antyinflacyjnych było duże. Teraz mamy do czynienia z polityką fiskalną i monetarną, które działają jak dwa przeciwstawne wektory. A sama polityka monetarna nie wystarczy do zwalczenia inflacji. Ponadto tak otwarta gospodarka rynkowa jak Polska jest narażona na wpływy z zewnątrz, na przykład na rynkową spekulację przeciwko naszej walucie. Możemy zostać odcięci od rynku światowego. Nadchodzą ciężkie czasy i chwila prawdy dla osób odpowiedzialnych za naszą politykę gospodarczą. I tego się boję.

W porównaniu do lat 90. inne są też źródła inflacji. Wówczas były to czynniki typowo wewnętrzne, a dziś problem ma charakter wykraczający poza nasze granice. Obecną sytuację porównałbym do czasów z lat 70. XX w. Wtedy mieliśmy konflikt izraelsko-arabski, twarde embargo, sankcje, które zrodziły inflację, a ona spowodowała wzrost stóp procentowych i spadek aktywności gospodarczej. Dziś jest podobnie. Dobrze będzie, jeśli uda się nie wpaść w stagflację. To zjawisko zabiło koncepcję gospodarczą ekipy Edwarda Gierka, kiedy Polska pożyczała pieniądze przy stopie na dolarze amerykańskim na poziomie 4%, a oddawała przy 21%.

Czy to znaczy, że przed Polską stoją dziś takie zagrożenia, jak przed PRL z czasów Edwarda Gierka i może skończyć się tak samo?

– Sytuacja jest zupełnie inna. Gierek zbudował w Polsce setki fabryk – w latach 70. mieliśmy stopę inwestycji 32%. Pogodzenie tych ambicji rozwojowych władzy z oczekiwaniami konsumpcyjnymi społeczeństwa nie było możliwe i wywołało kryzys. W ostatnich latach stopa inwestycji jest wyjątkowo niska, bo w większym stopniu konsumowaliśmy wzrost. Zupełnie inna jest też struktura gospodarcza, dlatego proste porównanie z czasami PRL nie jest – moim zdaniem – możliwe.

Można natomiast w jakimś stopniu porównywać gospodarki rynkowe lat 70. z dzisiejszymi.

Jesteśmy tylko pośrednikiem i musimy pamiętać, że naszą główną odpowiedzialnością jest zabezpieczenie deponentów. To się od 1992 r. nie zmieniło. Priorytetem jest bezpieczeństwo środków, by pieniądze które ludzie powierzyli bankowi, do nich wróciły. Kredytowanie i zarabianie na tym jest ważne, ale ma jednak znaczenie drugorzędne. Banki muszą przy tym dążyć do tego, by przynieść zysk akcjonariuszom.

Ze środowiska zerowych stóp procentowych wchodzimy w środowisko stóp wysokich. Czy tu możemy jakoś wykorzystać doświadczenia, które sektor wyniósł z przeszłości?

– Analogie co prawda ułatwiają ocenę bieżących wydarzeń, ale z analizy przeszłości się nie wyżyje. Dzisiejszy poziom stóp procentowych i inflacji jest oczywiście dotkliwy dla wielu ludzi i niektórych działalności. Na ile to będzie trwałe, zależy w dużym stopniu od biegu wydarzeń poza granicami Polski i wewnętrznej dyscypliny monetarnej i fiskalnej. Banki mają na to relatywnie mały wpływ. Mogą lepiej sterować portfelami kredytowymi i siłą rzeczy w warunkach inflacji będą bardziej wybiórcze w ich udzielaniu. Jesteśmy tu tylko pośrednikiem i musimy pamiętać, że naszą główną odpowiedzialnością jest konieczność zabezpieczenia deponentów. To się od 1992 r. nie zmieniło. Priorytetem jest bezpieczeństwo środków, by pieniądze które ludzie powierzyli bankowi, do ...

Artykuł jest płatny. Aby uzyskać dostęp można:

  • zalogować się na swoje konto, jeśli wcześniej dokonano zakupu (w tym prenumeraty),
  • wykupić dostęp do pojedynczego artykułu: SMS, cena 5 zł netto (6,15 zł brutto) - kup artykuł
  • wykupić dostęp do całego wydania pisma, w którym jest ten artykuł: SMS, cena 19 zł netto (23,37 zł brutto) - kup całe wydanie,
  • zaprenumerować pismo, aby uzyskać dostęp do wydań bieżących i wszystkich archiwalnych: wejdź na aleBank.pl/sklep.

Uwaga:

  • zalogowanym użytkownikom, podczas wpisywania kodu, zakup zostanie przypisany i zapamiętany do wykorzystania w przyszłości,
  • wpisanie kodu bez zalogowania spowoduje przyznanie uprawnień dostępu do artykułu/wydania na 24 godziny (lub krócej w przypadku wyczyszczenia plików Cookies).

Komunikat dla uczestników Programu Wiedza online:

  • bezpłatny dostęp do artykułu wymaga zalogowania się na konto typu BANKOWIEC, STUDENT lub NAUCZYCIEL AKADEMICKI

Udostępnij artykuł: