Bankowość i Finanse | WZ ZBP – Niezależnie od dynamiki wydarzeń nasza misja pozostaje niezmienna

BANK 2020/04

Zdjęcia: ZBP

Z Krzysztofem Pietraszkiewiczem, prezesem Związku Banków Polskich, rozmawiali Maciej Małek i Karol Jerzy Mórawski.

Wchodzimy w 30-lecie Związku Banków Polskich. Co wydarzyło się przez te 30 lat transformacji i w jakim kierunku zmierzamy?

– Transformacja ustrojowa, jaką przeszła Polska po roku 1989 stanowiła dynamiczny, złożony i bezprecedensowy zarazem splot przemian politycznych, gospodarczych, legislacyjnych, ale nade wszystko społecznych. W realia gospodarki rynkowej wkraczaliśmy nie tylko z poważnym kryzysem ekonomicznym, ale również odstającym od standardów państwa demokratycznego systemem prawnym, głębokimi podziałami społecznymi i politycznymi oraz niskim poziomem kultury ekonomicznej i wiedzy finansowej polskiego społeczeństwa, które przez całe dekady nie mogło nabyć umiejętności niezbędnych w warunkach wolnego rynku.

Nowoczesny system bankowy rozpoczęliśmy budować kilka lat przed porozumieniami okrągłego stołu, ale przyspieszenie nastąpiło po 1990 r. Niezbędne działania – a więc powołanie niezależnych, komercyjnych instytucji finansowych na bazie blisko czterystu jednostek terenowych banku centralnego, gruntowna restrukturyzacja sektora lokalnych instytucji finansowych, wreszcie stworzenie instrumentarium prawnego niezbędnego dla funkcjonowania obydwu segmentów rynku finansowego, czyli prawa bankowego, ustawy o restrukturyzacji finansowej przedsiębiorstw i banków oraz ustawy o restrukturyzacji banków spółdzielczych i Banku Gospodarki Żywnościowej – podjęto w okresie 1986–1994.

Młoda i niedoświadczona polska bankowość już na starcie zderzyła się z rozlicznymi wyzwaniami, przede wszystkim z wyjątkowo wysokim poziomem inflacji, a nawet hiperinflacji odnotowanej w latach 1989–1991, niskim poziomem funduszy własnych banków, raczkującymi strukturami nadzoru finansowego, niedostatkiem informacji gospodarczej niezbędnej do bezpiecznego prowadzenia działalności kredytowej, czy też potrzebą budowy nowoczesnego systemu gwarancji depozytów, który skłaniałby indywidualnych oszczędzających do lokowania środków w bankach. Każdy z tych problemów rozwiązywano wówczas nie tylko w szybkim tempie, ale i z uwzględnieniem dynamicznie zmieniających się uwarunkowań ekonomicznych w toku transformacji. Wypracowywaniu stabilnych podstaw dla funkcjonowania banków sprzyjała konsekwentna i dalekosiężna polityka gospodarcza, monetarna i fiskalna, prowadzona przez kolejne rządy oraz organy stojące na straży stabilności gospodarki i systemu finansowego.

Wszystkie te działania, tak podejmowane na niwie prawno-regulacyjnej, jak i w bieżącej działalności biznesowej sektora finansowego, zaowocowały rosnącym zaufaniem inwestorów do polskiej gospodarki, z drugiej zaś – rozbudziły przedsiębiorczość Polaków i skłoniły wiele osób do prowadzenia działalności gospodarczej. Ważnym partnerem przedsiębiorców od samego początku były banki, dzięki ich wsparciu wiele firm, które w początku lat dziewięćdziesiątych faktycznie były startupami, mogło przejść na wyższy poziom rozwoju i wykreować marki, z których wiele funkcjonuje i zachowało rozpoznawalność do dziś.

Finansowanie polskiej gospodarki przez sektor bankowy to osiągnięcie bezsporne. W jakich jeszcze obszarach możemy śmiało mówić o sukcesach, a co pozostaje do rozwiązania?

– Olbrzymim osiągnięciem było bez wątpienia uzyskanie przez sektor bankowy wysokiego poziomu wiarygodności i zaufania społecznego. To rezultat m.in. pozytywnej roli, jaką odegrały polskie banki podczas kryzysu gospodarczego lat 2007–2015 i bezpośrednio po jego ustąpieniu. Polska była światowym ewenementem, gdyż sektor bankowy nie tylko nie wymagał wsparcia ze środków publicznych, ale przez cały ten okres zasilał gospodarkę niemałymi wpłatami, chociażby z tytułu podatku od osób prawnych (CIT). Efekty tej konsekwentnej i dalekowzrocznej polityki możemy obserwować do dziś, nie tylko w postaci wysokich funduszy własnych czy rozwijającej się akcji kredytowej, ale przede wszystkim w odniesieniu do kapitału zaufania wobec sektora.

Pomimo rosnących od 2015 r. obciążeń fiskalnych, które skutkują nieuniknioną podwyżką opłat za usługi bankowe, pomimo jednoznacznie uprzywilejowanej pozycji dłużnika, wreszcie pomimo szumu informacyjnego wokół tzw. kredytów frankowych kolejne badania opinii publicznej potwierdzają, iż w rankingu zaufania banki mają niezmiennie wysokie notowania. Poziom ubankowienia przekroczył pułap 85%. Dowodzi to, iż klienci doceniają starania samego sektora odnośnie utrzymania wysokich standardów oferowanych produktów i usług przy zachowaniu dobrych praktyk i wymogów etycznych. Potwierdza również, że klienci banków nie dali się zwieść propagandowym tezom, jakoby nie służyły one gospodarce i samym obywatelom, a działały tylko we własnym interesie.

Za bezsporny suk­ces uznać można digitalizację polskiego sektora finansowego, bez której nie byłoby możliwe zapewnienie skutecznej wymiany informacji gospodarczej, stworzenie wzorcowego systemu płat­niczo-rozliczeniowego czy też dynamiczne upowszechnienie in­nowacyjnych form płatności.

W tym aspekcie kluczowego znaczenia nabiera kwestia budowy relacji z klientem i efektywnej komunikacji. Za bezsporny sukces uznać można digitalizację polskiego sektora finansowego, bez której nie byłoby możliwe zapewnienie skutecznej wymiany informacji gospodarczej, stworzenie wzorcowego systemu płatniczo-rozliczeniowego czy też dynamiczne upowszechnienie innowacyjnych form płatności. Przypomnę tylko, że w czasie, kiedy na polskim rynku dominują karty bezstykowe i praktycznie cała sieć akceptantów umożliwia te formę zapłaty, w wielu krajach, również tych zdecydowanie bogatszych od Polski, wciąż dominują klasyczne, by nie rzec: przestarzałe instrumenty płatnicze. Tego wszystkiego nie udałoby się osiągnąć bez współdziałania zarówno ZBP, jak i poszczególnych banków z dostawcami technologii teleinformatycznych oraz środowiskami nauki. Z tego na pewno możemy być dumni.

Zdjęcia: ZBP

Jeśli chodzi o sprawy do rozwiązania, to myślę, że jednym z głównych wyzwań pozostaje polityka mieszkaniowa, w tym finansowanie nieruchomości. Zdecydowanie zbyt długo czekaliśmy, by stworzyć podstawy prawne dla funkcjonowania bankowości hipotecznej i systemu listów zastawnych. Udało się zrobić krok, ale to wciąż zbyt mało, by mówić o efektywnym modelu refinansowania kredytów hipotecznych. Wiele barier regulacyjnych wciąż krępuje ten obszar. Obecnie głównym zadaniem dla ustawodawcy i nadzoru pozostaje jednak rozluźnienie gorsetu regulacyjnego dla banków. Zarówno skala, jak i sposób obciążania sektora finansowego ma charakter zabójczy zarówno dla niego samego, jak również, a może przede wszystkim, całej gospodarki.

Wspominając o kwestii finansowania mieszkalnictwa, nie sposób pominąć kredytów hipotecznych denominowanych lub indeksowanych do franka szwajcarskiego.

– Na wstępie postawmy pytanie: w jaki sposób mogło dojść do zaistnienia tak poważnego problemu? Przecież kredyty denominowane lub indeksowane do walut obcych nie były tylko polską specyfiką, podobne formy finansowania występowały w wielu innych państwach europejskich. Dodatkowo warto przypomnieć, w jakich okolicznościach doszło do upowszechnienia się tego produktu na krajowym rynku. Na decyzje podejmowane w tym obszarze ogromny wpływ miał entuzjazm po wejściu Polski do UE i perspektywa przyjęcia wspólnej waluty. Pierwotnie wskazywanym terminem wejścia naszego kraju do strefy euro był rok 2009, później ówczesny premier Donald Tusk sugerował, jako ostateczną datę, rok 2011. Niezależnie od tych uwarunkowań trzeba z całą stanowczością stwierdzić, iż państwo abdykowało w tej sprawie trzykrotnie. Pierwszy raz, kiedy nie wprowadzono stosownych ograniczeń pomimo sugestii płynących z sektora bankowego. Przypomnę, że już w 2005 r., a więc przed największym boomem na kredyty frankowe, Związek Banków Polskich wystąpił do organów państwowych, w tym nadzoru, z wnioskiem o przyjęcie regulacji powstrzymujących akcje kredytową w tym obszarze. Później, już po wprowadzeniu stosownej rekomendacji wprowadzającej niezbędne ograniczenia, zmiany organizacyjne w nadzorze nad rynkiem finansowym spowodowały jego dekompozycję i osłabienie. Trzecia kapitulacja miała miejsce wówczas, kiedy po złożeniu absurdalnych obietnic zaniechano wprowadzenia instrumentów wsparcia dla frankowiczów, które wymagałyby częściowego zaangażowania środków Skarbu Państwa. Pamiętajmy, że to państwo jest największym beneficjentem akcji kredytowej, jako że dzięki temu finansowaniu udało się zrealizować rozliczne ­inwestycje mieszkaniowe i zaspokoić potrzeby setek tysięcy Polaków, co powinno być jedną z kluczowych polityk państwa. Do tego dochodzą pokaźne kwoty rozmaitych podatków, jakie państwo zyskało wskutek tak dynamicznego rozwoju mieszkalnictwa. Biorąc pod uwagę wszystkie te czynniki, staje się jasne, że to administracja publiczna powinna wykazać inicjatywę w tym obszarze, tymczasem nie doczekaliśmy się żadnej racjonalnej propozycji rozwiązania problemu. Tak nie buduje się zaufania społecznego.

W tej kwestii państwo zrzuciło pełną odpowiedzialność na sektor bankowy, równocześnie skwapliwie korzystając z wszelkich benefitów…

– Kredyty denominowane i indeksowane do waluty obcej to nie jedyny przypadek, kiedy polskie państwo zawiodło. Z podobną sytuacją mamy do czynienia w przypadku odnawialnych źródeł energii. Przypomnę, że wbrew formułowanym niekiedy opiniom, transformacja energetyczna i odchodzenie od węgla oznacza rozliczne korzyści dla polskiej gospodarki, które z naddatkiem zrekompensują nieuniknione koszty. Przypomnę tylko propozycję Jerzego Buzka, żeby pokazać wolę odejścia od węgla, równocześnie udowadniając, że jest to możliwe jedynie pod warunkiem otrzymania wsparcia finansowego ze środków wspólnotowych. Dziś temat OZE jest olbrzymią szansą nie tylko z uwagi na ożywione i niezbędne działania w zakresie czystego powietrza i walkę ze smogiem. W ramach „Zielonego ładu” i „Czystego powietrza” – dwóch dedykowanych programów UE zadeklarowano kwoty, których mądre spożytkowanie daje szansę na efekty adekwatne do wyzwań. W otoczeniu niskich stóp procentowych Polacy szukają alternatywnych form inwestowania swoich środków, czego żywym dowodem jest boom na rynku mieszkań kupowanych pod wynajem. Dla tej grupy należałoby stworzyć model inwestowania w OZE z wykorzystaniem środków obywateli. Jednak równocześnie konieczne jest stworzenie stabilnych i jednoznacznych zasad finansowania tego segmentu branży energetycznej. Pamiętajmy, że sektor bankowy stracił około 8 mld zł na projektach, które okazały się fiaskiem, głównie z uwagi na zmieniające się otoczenie regulacyjne.

Istotą działania izby bankowej jest bowiem nie tylko artykułowanie potrzeb sektora, ale i nieustanna tro­ska o równomierne wzrastanie inte­resariuszy systemu i współobywateli, którzy powierzając nam swoje środki, nakładają na sektor współodpowie­dzialność za pomyślną realizację swo­ich aspiracji i dążeń. Bez wątpienia przed nami okres wielkich wyzwań.

Skoro już mówimy o uwarunkowaniach zewnętrznych, na jakie wyzwania natury makroekonomicznej powinny być gotowe polskie banki?

– Truizmem będzie stwierdzenie, że w obecnej sytuacji największym sprawdzianem dla wszystkich bez wyjątku, i to w skali globalnej, pozostaje odbudowa gospodarek po spowolnieniu, spowodowanym pandemią. Skutki doraźne to jedno, kryzys, którego skali i zasięgu oraz długofalowych konsekwencji nie jesteśmy w stanie oszacować, dopiero przed nami. Ja jednak chciałbym wskazać na inne czynniki, które miały kluczowe znaczenie również przed wybuchem epidemii. W aspekcie makroekonomicznym jest to bez wątpienia kryzys trapiący kraje południa Unii, w tle którego rozgrywa się dramat migrantów i bezprecedensowe wydarzenie, za jakie należy uznać brexit. Obecne okoliczności zawiesiły w praktyce możliwości negocjowania warunków owego rozwodu, co rodzi szereg pytań o przyszłość relacji UK – UE. Do tego dochodzą wspomniane przeze mnie już wcześniej bariery prawne – w całej Unii Europejskiej można zauważyć trend sukcesywnego obarczania instytucji finansowych nadmiernymi regulacjami prawnymi i rekomendacjami nadzorczymi. Do tego dochodzi kwestia inflacji, która jeszcze przed wybuchem pandemii znacząco wzrosła. Pojawia się pytanie, czy odpowiednie organy odpowiedzialne za stabilność finansową państwa zrobiły co należy, żeby zapobiec temu scenariuszowi.

Całkiem niedawno na łamach „Rzeczpospolitej” prof. dr hab. Dariusz Filar wskazywał na wadliwą komunikację Narodowego Banku Polskiego z punktu widzenia średniookresowego kształtowania oczekiwań inflacyjnych. Pojawia się pytanie, czy i w jakim stopniu bank centralny wziął pod uwagę w swych prognozach takie działania rządu, jak – zintensyfikowane w okresie przedwyborczym – kolejne transfery socjalne, trzynaste i czternaste emerytury i tym podobne wydatki budżetowe? Pamiętajmy o zasadniczej różnicy w trafności prognoz w zależności od ich horyzontu czasowego. Może być tak, iż krótkookresowe prognozy będą całkiem poprawne, niemniej w przypadku średnio- i długookresowych należy liczyć się z dużym marginesem błędu. W ten sposób prognozy nawet renomowanych instytucji mogą wprowadzać w błąd inwestorów oraz przedsiębiorców.

Sektor bankowy wspomagał polską gospodarkę konsekwentnie na przestrzeni minionych trzydziestu lat, w jaki sposób odniesie się do aktualnych wyzwań?

– Środowisko bankowe nie patrzy krótkookresowo, tylko uwzględnia perspektywę co najmniej kilku lat. Przypomnę tu słowa prezydenta USA Abrahama Lincolna, że w wielu przypadkach niedostatecznie uporaliśmy się z przeszłością, a bez tego nie ma możliwości osiągnięcia sukcesu w przyszłości. Podobny wniosek można wyciągnąć, kiedy dziś słyszy się krytykę rozwiązań, wypracowanych przy okrągłym stole. Z perspektywy stabilnego systemu finansowego i rozwijającej się dynamicznie gospodarki łatwo formułować tezy, że ta czy inna grupa została wykluczona z konsumowania efektów reform. W istocie nie było innego wyjścia, problem w tym, że mało kto dziś pamięta, czym była hiperinflacja i jakich środków należało użyć, by ją zdławić. Także i dziś banki zdają sobie sprawę ze szczególnej odpowiedzialności za losy kraju i gospodarki, jak również z tego, że trzy dekady budowy stabilnego i nowoczesnego państwa to zbyt mało, by nadrobić dwa stulecia zapóźnień, spowodowanych czynnikami historycznymi. O uwarunkowaniach makroekonomicznych dla polskiej gospodarki świadczą choćby fluktuacje w rankingu stu najbogatszych Polaków. Skład ten szybko się zmienia, a wielu spośród wczorajszych potentatów stało się bankrutami.

Jednym z ważkich problemów jest bez wątpienia wysoki poziom emigracji zarobkowej Polaków. To nie tylko kwestia odpływu wielu talentów, ale istotne osłabienie potencjału demograficznego. Trzeba też zmierzyć się z pewnymi mitami i fałszywymi tezami, jak choćby tą o szczególnej przedsiębiorczości Polaków. Wbrew powszechnym zapewnieniom, sytuacja w tej dziedzinie nie prezentuje się optymistycznie, gdyż w Polsce na 1000 obywateli przypada mniej przedsiębiorców aniżeli w innych krajach UE. Utrzymanie tego trendu grozi scenariuszem podobnym do rosyjskiego, gdzie aż 70% studentów marzy o tym, by pracować w administracji publicznej lub w państwowych molochach na czele z Gazpromem. Do tego dochodzi ciągle zbyt niska skłonność do oszczędzania, zwłaszcza na cele długoterminowe. Podkreślam z całą stanowczością: kraj na dorobku, którym w dalszym ciągu jest Polska, nie stać na rozpasaną konsumpcję.

Gruntowna zmiana nastawienia polskiego społeczeństwa, zarówno do kwestii oszczędzania, jak i zakładania firm, wymaga ustawicznej działalności edukacyjnej, również we współpracy z publicznym systemem oświaty i szkolnictwa wyższego…

– Banki tradycyjnie już utrzymują kontakt ze środowiskiem akademickim. Widomym znakiem tej współpracy jest Polskie Forum Akademicko-Gospodarcze, którego pracami kieruję. Mam także honor przewodniczyć Radzie Politechniki Warszawskiej. Przy każdej okazji przypominam, iż problemami naszej cywilizacji powinni się zająć równocześnie naukowcy i ludzie biznesu, tylko wtedy istnieje szansa na ich skuteczne rozwiązywanie. Wbrew obiegowej opinii, wynalazki powstają głównie na uczelniach, a gospodarka realna zajmuje się ich wdrażaniem. W takich dziedzinach, jak ekspansja eksportowa ogromne znaczenie ma tzw. premia uniwersytecka. Osoby z wyższym wykształceniem lepiej radzą sobie z obecnością na innych rynkach, są też bardziej otwarte na innowacje.

Równocześnie warto przypomnieć o ujemnych stronach dynamicznego ożywienia polskiego szkolnictwa wyższego na przestrzeni ostatnich dekad. Zwiększenie współczynnika skolaryzacji było olbrzymim sukcesem, jednak pobocznym efektem tego procesu jest obniżenie poziomu kształcenia. Myślę, że doświadczenie to powinniśmy brać pod uwagę obecnie, kiedy stoimy u progu kolejnej wielkiej rewolucji cywilizacyjnej w gospodarce, jaką bez wątpienia jest robotyzacja. Przypomnę, że tzw. paradoks Solowa polega on na tym, że źle wprowadzona automatyzacja generuje podwójne nakłady dla gospodarki. Jak sprostać temu wyzwaniu? Oczywiście, należy edukować obywateli. Konieczne jest jednak wprowadzanie regulacji prawnych adekwatnych do nowych uwarunkowań i uwzględniających skutki społeczne postępu technologicznego.

Jakie zatem priorytety i zadania przed kolejną kadencją na lata 2020–2023?

– Przygotowane na Walne Zgromadzenie Związku Banków Polskich dokumenty programowe zawierają szereg rekomendacji, których obszerność wykracza poza ramy tej rozmowy. Nie przesądzając o ich ostatecznym kształcie, bez wątpienia musimy kontynuować dialog z władzami publicznymi, nadzorcą i regulatorem celem wypracowania formuły godzenia potrzeb sfery realnej w gospodarce z możliwościami ich efektywnego finansowania przez sektor bankowy. Implementacja rozwiązań cyfrowych wypracowanych przez banki we współpracy z dostawcami technologii na grunt e-administracji i e-gospodarki, rozumienie machine learningu i zbudowanie architektury cyberbezpieczeństwa pozwoli uwolnić zasoby niezbędne dla utrzymania wzrostu gospodarczego i zdolności konkurencyjnych. Reforma Unii Europejskiej, a jesteśmy jej częścią, to warunek utrzymania pozycji na globalnym rynku.

W tym kontekście istotne jawi się pytanie o pozycję europejskiego sektora bankowego w obliczu MRELA i innych zmian regulacyjnych, które nie będą obowiązywały banków amerykańskich, chińskich czy azjatyckich.

– Regulacje i nadzór nad polskim sektorem bankowym nie mogą ograniczać jego możliwości rozwojowych, w tym finansowania rozwiązań innowacyjnych. Wszak to banki pełnią rolę hubów technologicznych i integratorów rozwiązań cyfrowych w obrocie gospodarczym i komunikacji wielokanałowej, dostarczają płynności i bezpieczeństwa finansowego obywatelom oraz poszerzają zakres oferowanych usług poza tradycyjną domeną bankową. Za takim rozwiązaniem przemawiają zaufanie klientów, transparentność i bezpieczeństwo wykonywanych operacji, wreszcie budowa wszystkiego tego, co składa się na kapitał społeczny zwłaszcza w małych ojczyznach, gdzie rola bankowości lokalnej, jak tego dowiodły ostatnie dni i tygodnie, pozostaje bezalternatywna. Warto o tym pamiętać w czasach, gdy wielu ulega złudzeniu, że omnipotentne, scentralizowane państwo zagwarantuje obywatelom, za cenę ograniczenia swobód demokratycznych, poczucie bezpieczeństwa. Istotą działania izby bankowej jest bowiem nie tylko artykułowanie potrzeb sektora, ale nieustanna troska o równomierne wzrastanie interesariuszy systemu i współobywateli, którzy powierzając nam swoje środki, nakładają na sektor współodpowiedzialność za pomyślną realizację swoich aspiracji i dążeń. Bez wątpienia przed nami okres wielkich wyzwań. Nie wiemy, jaki będzie krajobraz po Covid-19, ale będzie on i musi on być inny niż przed.

I w tym nowym porządku, dla naszego wspólnego dobra, klienci banków, banki i władze muszą solidnie współpracować, wzbogacając kapitał intelektualny i materialny naszego kraju i naszej europejskiej wspólnoty.

Udostępnij artykuł: