Bankowość spółdzielcza: Poszukiwanie czynników sukcesu

NBS 2017/10

Jaki jest klucz do sukcesu w bankowości spółdzielczej? To ważne pytanie, na które trzeba odpowiedzieć, konkurując na rynku z nowoczesną ofertą ze strony fintechów oraz skalą i siłą finansową banków komercyjnych. Czy spółdzielnia to nadal interesujący i atrakcyjny dla członków model biznesowy?

Maciej Kowal

Racją bytu ruchu spółdzielczego jest pomoc członkom w zaspokajaniu różnorodnych potrzeb i aspiracji. Banki spółdzielcze nie są własnością inwestorów ze­wnętrznych, lecz swych członków, którzy je demokratycz­nie kontrolują. Celem samym w sobie nie powinna być maksymalizacja zysków, ale to, czego oczekują członkowie banku spółdzielczego. Nie wolno jednak zapominać, że dopiero sukces komercyjny pozwala realizować i inne wy­znaczone cele. Z punktu widzenia państwa cały ruch spół­dzielczy, w tym bankowość, to znaczący czynnik podno­szący konkurencyjność na rynku i wspierający demokrację lokalną. Dlatego powinno ono wspierać aktywność lokal­ną również w bankowości. Jest wiele spraw, o których trze­ba dziś rozmawiać w środowisku banków spółdzielczych.

Udziałowcy

Jak przyciągnąć nowych i utrzymać obecnych? Jak uważa Bartosz Kublik, prezes zarządu Banku Spółdziel­czego w Ostrowi Mazowieckiej, umasowienie członko­stwa w bankach spółdzielczych mogłoby dać sektorowi rozdrobniony, czyli stabilny element funduszy własnych. Mogłoby także przyczynić się do znakomitej populary­zacji idei spółdzielczości bankowej, a w efekcie dać suk­ces rynkowy. Potrzebne są dwojakie działania – tak po stronie regulatorów, jak i samych banków. Regulator po­winien przeprowadzić dyskusję nad tym, w jaki sposób przy uczynieniu członkostwa masowym zabezpieczyć od­powiedniość i zagwarantować należyty poziom ładu kor­poracyjnego. Pamiętajmy, że niska bariera wejścia do or­ganizacji, zachęca do wstąpienia w jej szeregi tych, którzy chcą sensownie na jej rzecz działać, ale też tych, którzy mogą chcieć ją wykorzystać do swoich celów. Po drugie, od dawna podnosi się w dyskusjach, że bezwzględny za­pis mówiący o zakazie jakiejkolwiek preferencji członków w kontekście oferty bankowej być może nie jest najszczę­śliwszy – jeśli na poważnie myślimy w kraju o stworzeniu mody na bankowość spółdzielczą i jeśli poważne są ciągle ponawiane deklaracje rządzących o tym, jak wielką wagę przykładają do bankowości lokalnej – niwelującej cykl koniunkturalny oraz wykluczenie społeczne.

Od strony samych banków masowe członkostwo musi być związane z jakąś wartością dodaną. Dywidenda może też być zachętą dla tych, którzy decydują się objąć więcej udzia­łów. Choć chodzi tu raczej o ideę masowego, drobnego uczest­nictwa – zauważa prezes Bartosz Kublik.

Sławomir Flissikowski, prezes zarządu Banku Spół­dzielczego w Skórczu, podkreśla, że bankom spółdziel­czym doskwiera brak realnych przesłanek do pozyskiwania nowych udziałowców i budowania z nimi relacji właści­cielskich. Sama możliwość uczestnictwa w organach sa­morządowych banku (czynne i bierne prawo wyborcze) oraz niepewne, a jeśli już to niewielkie, oprocentowanie udziałów członkowskich to zbyt nikłe zachęty dla budo­wania kapitału banku na podstawie funduszu udziało­wego. Opowiada się on za powszechnym posiadaniem udziałów członkowskich przez klientów banku spółdziel­czego w wartości statutowej, wykluczając koncentrację oraz wysokie zaangażowania pojedynczych udziałowców. Sądzi, iż dobrym rozwiązaniem mogłoby być dokonanie zmian w obowiązujących regulacjach prawnych, dających narzędzia umożliwiające budowę relacji udziałowiec-bank spółdzielczy w wymiarze oferty handlowej banku, nada­jącej materialny aspekt związku właścicielskiego. – Podob­nym rozwiązaniem, choć może to nadmiernie idealistyczne, mogłoby się stać zastosowanie preferencji lub ulg podatkowych w obszarze uzyskiwanych przychodów z operacji udziałowych banku spółdzielczego, co efektywnie wpłynęłoby na wymiar cenowy oferowanych usług – podsumowuje prezes Sławomir Flissikowski.

Podobnie uważa Janusz Matusz, wiceprezes zarządu w Podkarpackim Banku Spółdzielczym. Jest przekonany, że udziały członkowskie, a co za tym idzie również fun­dusz udziałowy, w następstwie polityki dywidendowej postawiły banki spółdzielcze w bardzo niezręcznej sytuacji wobec swoich udziałowców. Dla banku, który poszukuje możliwości dokapitalizowania, a więc poprawienia buforu kapitałowego, szczególnie gdy jego sytuacja finansowa tego wymaga, zwrócenie się do rynku o nabycie udziałów członkowskich jest nieco niezręczne. Udziałowcy nie kryją zdziwienia, gdy dowiadują się, że w najbliższym czasie bank nie będzie wypłacał dywidendy, a zwrot udziału członkow­skiego musi być poprzedzony odrębną zgodą nadzoru. Jaki inwestor zaangażuje kapitał w tak obwarowaną inwestycję?

Spółdzielczość bankowa została we­pchnięta do tego samego bankowego wor­ka i musi działać według reguł obo­wiązujących w świecie opartym na funduszu akcyjnym. Nie bierze się pod uwagę tego, że niezadowolony udziałowiec ma prawo wypowiedzieć udział członkowski i tego, jak reaguje, gdy jego bank nie płaci drugi rok z rzędu dywiden­dy. A pomyśleć, że wystarczy od zgromadzo­nych udziałów członkowskich naliczyć dy­widendę w wysokości nawet nie większej niż przeciętne opro­centowanie rocznych depozytów termino­wych. Wynik banku, poprzez naliczenie dy­widendy, zostanie ob­ciążony w wysokości maksymalnie od 3 do 5% funduszu udziałowego, a ona sama i tak w ponad 80% zostanie dopisana do udziałów i powiększy fundusz udziałowy. W takiej sytuacji udziałowiec będzie spokojny, że jego środki pracują na w miarę zadowalającym poziomie. Jeśli nawet uda się go przekonać do pozostawienia udziału w banku, to i tak wy­wiera on presję na cenę usług świadczonych przez bank na jego rzecz (przecież najczęściej jest też jego klientem). – Cią­gle nie bierze się pod uwagę, że fundusz obligacji czy akcji, po emisji na rynek podlega wycenie, ale na tym rynku pozostaje. Fundusz udziałowy wprawdzie jest zarządzany przez bank, ale pozostaje do indywidualnej dyspozycji udziałowca – dodaje prezes Janusz Matusz.

Konkurencja

W środowisku banków spółdzielczych od kilku lat trwa dyskusja, czy rzeczywiście możliwa jest realna współpraca i unikanie konkurencji oraz kolizji interesów. Czy jest po drodze bankom dużym i małym, tym z rejonów rolniczych i bardziej uprzemysłowionych? Taka różnorodność może być przy współpracy obciążeniem lub zaletą. Wydaje się, że kluczem może być wyważenie pomiędzy dążeniem do maksymalizacji zysku a realizacją idei związanych ruchem spółdzielczym.

Wiele ostatnio mówi się i pisze (choć chyba więcej mówi i to w sposób nieoficjalny lub zawoalowany) o wza­jemnej konkurencji banków spółdzielczych – podkreśla prezes Janusz Matusz. – To temat na odrębną pracę ba­dawczą, która powinna odpowiedzieć na wiele pytań z tym związanych. Po pierwsze, dlaczego bankom spółdzielczym nie wolno konkurować między sobą a innym bankom wol­no. Jeżeli wzajemna konkurencja osłabia sektor spółdzielczy, to dlaczego bezwzględna konkurencja nie osłabia sektora bankowego w ogóle? Dlaczego bankowi spółdzielczemu nie wolno wejść na rynek zajęty przez inny bank spółdzielczy, ale wolno to zrobić bankowi komercyjnemu i nie ma się o to pretensji? Dlaczego bank spółdziel­czy funkcjonujący w średnio dużym (50–200 tys. mieszkańców) mieście, od 100 lat nie wy­korzystał szansy rozwoju i pozostaje bankiem spół­dzielczym na poziomie średniego bądź małe­go. Jednak w ostat­nim czasie 10 różnych banków spółdzielczych otwiera swoje placów­ki i każdy z nich reali­zuje obroty na poziomie często większym niż ten bank? Dlaczego, zamiast tracić czas na rozważania o zakazie konkurencji pomiędzy bankami spółdzielczymi, nie skupić się na dyskusji o wykorzystaniu potencjału banków z sektora i ich współpracy w formie konsorcjów lub konsolidacji banków w celu podniesienia ich efektywności, zasobów kapitałowych czy technologicznych? – pyta.

Prezes Bartosz Kublik uważa, że współpraca nie tylko jest możliwa, ale jest konieczna. – Przy rzeczywiście dużym zróżnicowaniu populacji banków spółdzielczych nadal więcej je łączy niż dzieli, i to niezależnie od środowisk, w których działają. Nawet więcej – ścisła współpraca w ramach zrzeszeń oraz IPS-ów, a może kiedyś jednego IPS-u i jednego zrzesze­nia, jest warunkiem przetrwania. Raczej nie odkryjemy jakiejś trzeciej – indywidualistycznej – drogi dla rodzimej bankowości spółdzielczej. Takie pomysły realizowane na szeroką skalę będą bardzo niebezpieczne dla sektora i paradoksalnie skończą się tym, czym często straszą ci, którzy je propagują – utratą spół­dzielczego charakteru i suwerenności właśnie. Tylko zacieśnia­nie współpracy w ramach sektora pozwoli na kontynuację spół­dzielczych wartości – podkreśla prezes Banku Spółdzielczego w Ostrowi Mazowieckiej. – Kooperację, która legła u podstaw

tych instytucji i należy dziś, w globalnej, internetowej gospo­darce rozpatrywać właśnie na poziomie zrzeszeń oraz systemów ochrony. Największe banki spółdzielcze są sto razy mniejsze niż największe komercyjne banki w Polsce, które nadal się łączą, szukając korzyści w skali – dodaje.

Udział w ważnych projektach

Czy banki spółdzielcze są gotowe do tego, aby aktywniej uczestniczyć w ważnych dla gospodarki i państwa projektach, na przykład związanych z „zieloną energią”, energią odnawial­ną itp.? – Długo czekaliśmy na ustawę, która pozwalałby na rozwój OZE w Polsce, a gdy powstała w lutym 2015 r. wszyst­kie banki były przekonane, że zainteresowanie finansowaniem OZE wzrośnie, ponieważ system wsparcia stanie się pewny. Nowa ustawa miała pociągnąć za sobą pewny wzrost gospodar­czy, a także liczby miejsc pracy. Mieli zyskać inwestorzy, produ­cenci rozwiązań technologicznych i na końcu również banki – mówi prezes Bartosz Kublik. – Jednakże okazało się, że insty­tucje finansowe odmawiają kredytowania budowania nowych instalacji, ponieważ założono zbyt niską cenę. Na granicy opła­calności są instalacje zlokalizowane w dobrze nasłonecznionych regionach. Potrzebne zatem są kompleksowe działania napraw­cze w tym obszarze, to znaczy modyfikacja podnosząca udział zielonej energii elektrycznej i nowelizacja ustawy o odnawial­nych źródłach, wyznaczająca ścieżki realizacji zielonego obo­wiązku w kolejnych latach. Chodzi o większą stabilność, bo są to wszystko modele finansowe obliczone na wiele lat. Polityka państwa musi być w tych kwestiach konsekwentna – podkreśla.

Z kolei prezes Janusz Matusz uważa, że banki spółdziel­cze nie powinny się angażować w inwestycje z dziedziny energii odnawialnej. Jego zdaniem, niestabilność przepi­sów prawa w tym zakresie generuje zbyt duże ryzyko w sto­sunku do możliwości kapitałowych banków oraz ich ni­skiego poziomu absorpcji portfela kredytów zagrożonych.

Szukanie alternatywnych źródeł przychodów

Na całym świecie banki szukają alternatywnych źródeł przychodów. Po przeniesieniu wielu usług świadczonych w oddziałach do internetu rozsądne wydaje się dodatko­we wykorzystanie istniejącej infrastruktury. Pojawiają się pomysły sprzedażny produktów niebankowych, choćby gadżetów; proponuje się też usługi, takie jak doładowania kart podarunkowych, liczników energii. Banki otwierają również platformy zakupowe dla firm – przykładem z na­szego rynku jest Aleo należąca do ING Banku Śląskiego. Na pewno warte rozważenia jest budowanie modeli bizne­sowych we współpracy z projektami rządowymi, takimi jak choćby „Profil Zaufany”. – Budowanie modeli biznesowych we współpracy z projektami rządowymi oraz wchodzenie w inne niż klasyczne dla nas obszary produktowe ma sens, jednakże z udziałem banków zrzeszających i przy współpracy wszystkich banków spółdzielczych – uważa prezes Bartosz Kublik. Jak podkreśla, dowodem na tę tezę może być zaini­cjowany przez BPS i nieliczną cześć banków spółdzielczych „Program Rodzina 500+”. Platforma wniosków 500+ wraz z funkcjonalnością platform bankowości internetowej po­szczególnych banków spółdzielczych działa bez zarzutu.

Jak dodaje, sam już dwukrotnie korzystał z tego sposo­bu złożenia wniosku i jest to forma bardzo łatwa w obsłudze i szybka. Jednak dla pojedynczego banku spółdzielczego jest kosztowna i, oprócz marketingu i ułatwień dla użytkowników bankowości internetowej, nie przynosi profitów. – Model biz­nesowy musi być rentowny, aby wszyscy przystąpili do takie­go projektu. Z drugiej strony często będzie rentowny wtedy, kiedy przystąpią do niego wszystkie zrzeszone banki. A z tym czasem jest problem, ponieważ niektórzy wolą poczekać i do­łączyć później po niższych kosztach – przyznaje prezes Banku Spółdzielczego w Ostrowi Mazowieckiej. – To nie jest w po­rządku. Budowanie wspólnego wizerunku przez jednolitą ofertę produktową (przy zachowaniu obszarów i produktów kształtowanych samodzielnie) jest podstawowym zadaniem bankowości spółdzielczej na kolejne lata – dodaje.

Podobne zdanie o udziale w projektach takich jak „Pro­fil Zaufany” ma prezes Janusz Matusz. Natomiast jest zde­cydowanym przeciwnikiem „gadżetomanii” w bankach. Jego zdaniem zdecydowanie osłabia to pozycję reputacyjną w społeczeństwie. – Jeżeli oczekujemy poważnego trakto­wania sektora bankowego, powinniśmy także sami o to zadbać. Nie może być tak, by klientowi rozważającemu poradę doradcy dotyczącą finansowania inwestycji życia, jej ubezpieczenia i zabezpieczenia spłaty, za chwilę propo­nowano ofertę na zakup hulajnogi dla dziecka, wędki dla siebie oraz torebki dla żony i rajstop gratis – podkreśla. Podobne zdanie ma o przekazach reklamowych w stylu: „wypożyczka”, czy „ratka – gratka”, uważa, że zacierają one różnice w odbiorze oferty firm pożyczkowych.

Należy przypominać, że podmioty, które ze swojej na­tury nie dążą do maksymalizacji zysków także są potrzebne w gospodarce rynkowej. Budują równowagę w konkuren­cji na rynku. Inaczej zyskają całkowitą przewagę inwesto­rzy zorientowani na maksymalizację zysków. To podobny mechanizm do tego, jaki obserwują ekonomiści w przy­padku przedsiębiorstw państwowych. Na pewno banki spółdzielcze i spółdzielcze kasy oszczędnościowo-kredyto­we, jeśli tylko budują je „zdrowe” organizmy gospodarcze, mogą skutecznie stabilizować rynek finansowy. Dlatego powinny być wspierane, by mogły, bez nadmiernego ryzy­ka ekonomicznego, działać w nieco inny sposób na rynku niż podmioty stricte komercyjne.

Zdzisław Kupczyk,
prezes zarządu Banku Polskiej Spółdzielczości S.A.
Sukces pojedynczego banku spółdziel­czego składa się na sukces całego sektora bankowości spółdzielczej. Banki spół­dzielcze są koordynatorami lokalnych procesów gospodarczych oraz insty­tucjami aktywnie działającymi na rzecz lokalnych wspólnot i ich mieszkańców. Oferują produkty i usługi finansowe do­stosowane do potrzeb społeczności, w których działają. Co ważne, dysponu­ją przyjazną bankowością internetową, rozwiniętą siecią bankomatów, posiadają rozwiązania ułatwiające klientom korzy­stanie z usług bankowych. Banki spół­dzielcze dbają o bezpieczeństwo swoich klientów – ich oszczędności zdeponowa­ne w nich mają gwarancje Bankowego Funduszu Gwarancyjnego. Dodatkowo funkcje kontrolne i nadzorcze nad ban­kami spółdzielczymi sprawuje system ochrony zrzeszenia, który poprzez stały monitoring bieżącej sytuacji banków będących uczestnikami systemu, w ra­mach działań prewencyjnych i wspoma­gających, zapewni wsparcie oraz udzieli także niezbędnej pomocy w przypadku wystąpienia sytuacji niestandardowych w którejkolwiek z instytucji.

Bankom spółdzielczym powierzono ak­tywną rolę w realizacji programów rzą­dowych: udzielanie kredytów preferen­cyjnych dla rolnictwa i dystrybucję środ­ków unijnych. To z pewnością czynnik, który ma wpływ na dobre ich postrzega­nie w lokalnych społecznościach. Banki angażują się w realizację tych kredytów, mimo że nie są one opłacalne. To wiąże kapitał spółdzielczy, nie przynosi docho­du, rodzi wymóg kapitałowy. Niemniej jednak aktywność banków spółdziel­czych w tym obszarze spotyka się z sza­cunkiem i uznaniem ze strony klientów.

Niewątpliwe czynnikiem mającym wpływ na kondycję bankowości spół­dzielczej byłyby uregulowania prawne, które pozwoliłyby zaabsorbować śro­dowisko lokalne w zakresie członkostwa w bankach spółdzielczych. Proces ten wymaga jednak dokonania przeglądu dotychczasowych regulacji, które ogra­niczają możliwość, chociażby honoro­wego, wypłacenia dywidendy. Zmiana w tym obszarze byłaby gestem ze stro­ny regulatorów, wskazującym na po­strzeganie banków spółdzielczych jako stabilnych podmiotów odgrywających ważną rolę w rozwoju gospodarczym państwa, a jednocześnie umocniłaby ich poczucie więzi z lokalną społecznością. Gdyby obecna sytuacja w tym zakresie uległa zmianie, lokalni przedsiębiorcy w większym stopniu stawaliby się człon­kami swoich banków spółdzielczych – z pożytkiem dla rozwoju ich biznesu i rozwoju regionalnego.

Kolejnym czynnikiem mającym wpływ na sukces banku spółdzielczego jest wspólna praca całego środowiska na rzecz przygotowywania rozwiązań le­gislacyjnych do projektowanych prze­pisów prawa, które wyrażałyby zasadę proporcjonalności. Podjęcie wspólnych działań powinno wpłynąć na możliwości akceptacji tego procesu.

Dla rozwoju bankowości spółdzielczej w Polsce niezbędne jest zwiększenie siły kapitałowej całego sektora. W Pol­sce funkcjonują 553 banki spółdzielcze skupione w dwóch zrzeszeniach (352 zrzeszone są z Bankiem BPS). Łączna suma bilansowa banków spółdzielczych zrzeszonych na koniec II kw. 2017 r. wy­niosła 74 203 mln zł. W całym sektorze dominują jednak małe banki o kapi­tałach własnych do 4 mln euro, z akty­wami łącznymi ok. 200 mln zł. Jest ich ok. 65%. Mogą one – i coraz częściej to czynią – łączyć swoje siły kapitałowe dla wspólnej obsługi większych partnerów biznesowych, a tym samym wzmacniać swoją pozycję konkurencyjną na ryn­ku. Nie konkurować między sobą, ale szukać możliwych synergii. Wzmożenie współpracy w obrębie zrzeszenia na rzecz obsługi środowisk gospodarczych z wykorzystaniem lokalnego charakteru banków spółdzielczych pozwoliłoby na większą absorpcję rynków, które są teraz zbyt duże dla pojedynczych instytucji.

Banki spółdzielcze powinny też dbać o promocję w swoim regionie, ale rów­nież korzystać z działań promocyjnych przygotowywanych przez Bank BPS pod spójnym logiem grupy. Jedną z najważ­niejszych aktywności promocyjnych banków spółdzielczych Zrzeszenia BPS jest TalentowiSKO, program adresowa­ny do dzieci i młodzieży. Uczy je odpo­wiedzialnego dysponowania środkami finansowymi. W ramach jego realizacji banki spółdzielcze zapraszają dzieci i młodzież do placówki, pokazując tym samym ich działanie w praktyce.