Bardzo stare, lecz jare firmy nieduże

Blogi / Jan Cipiur

Jan Cipiur
Jan Cipiur Fot. Autor

W skali światowej najstarszą firmą jest przedsiębiorstwo budowlane Kongō Gumi założone w 578 roku. Najstarszą przemysłową firmą europejską jest odlewnia dzwonów należąca nieprzerwanie od 1040 r. do rodziny Marinelli.

#JanCipiur: Wiek nie jest atutem, już zwłaszcza w biznesie, ale długie tradycje mają świetny odbiór u klientów, zwłaszcza jeśli to tradycje rodzinne #FirmyRodzinne

The Coatinc Company Holding GmbH nazywa się z angielska, ale to firma z Niemiec. Takich jak ona są nad Renem i Łabą tysiące, ale ta akurat to najstarsza, działająca firma rodzinna w tym kraju. Zajmuje się pokryciami ochronnymi dla stali oraz innych metali i ma dobrze ponad 500 lat.

Nie jest za wielka. W 22 zakładach firmy rozsianych po Niemczech i Europie Zachodniej pracuje raptem 1500 osób. Jeśli doliczyć spółki zagraniczne, w których The Coating ma udziały, zatrudnienie rośnie do 2200 pracowników, a roczne przychody ze 185 mln € do prawie 300 milionów.

The Coatinc jest trochę za duża jak na definicję słynnego sektora niemieckich firm rodzinnych średniej wielkości zwanego tam Mittelstand i będącego od stuleci niezachwianym trzonem niemieckiej gospodarki, ale duchem i tradycją przynależy właśnie tam.

Na początku była kuźnia. Założył ją w 1502 roku w Siegen, w górzystej krainie Północnej Nadrenii-Westfalii, mistrz tamtejszego cechu kowali Heylmann Dresseler. Był świetnym specem i nie ograniczał się do podkuwania koni, czy wyrobu narzędzi.

Wkrótce stał się wybitnym specem od walki z korozją metodą cynkowania ogniowego. Dziś firma jest w rękach 17. pokolenia tej samej rodziny, choć nazwisko uległo uproszczeniu i dziś brzmi Dresler.

Źródła nie zwracające uwagi na istotne niuanse podają, że najstarszą firmą rodzinną w Niemczech jest winiarnia i destylarnia z gospodą Steffelter Hof w miasteczku Kröv nad Mozelą w Nadrenii Palatyncie, z rodowodem już prawie 1200-letnim, bo istnieje nieprzerwanie od 862 roku.

Dwór Staffelter jest wprawdzie od 7. pokoleń w posiadaniu jednej rodziny, ale rozpoczął działalność w ramach bizneswo-winiarskiej aktywności benedyktyńskiego opactwa Malmedy-Stavelot z Walonii, które dotarło też do Kröv. Poza tym mały przybytek turystyczny nie wytrzymuje porównania z wytwórczością przemysłową całą gębą.

Na nasze tereny rzymskie legiony nie dotarły, więc i historię spamiętaną mamy krótszą. Nasz wkład w almanach najstarszych działających firm świata to królewskie żupy krakowskie z czynnymi do dziś kopalniami soli w Wieliczce i Bochni. Pierwsze wzmianki o nich pochodzą z 1044 r., ale przyjmuje się, że ich historię jako przedsiębiorstwa można liczyć od 1248 roku.

Najstarszą przemysłową firmą europejską jest odlewnia dzwonów należąca nieprzerwanie od 1040 r. do rodziny Marinelli. Wytwórnia w Agnone w środkowych Włoszech zatrudnia ledwo kilkanaście osób, ale sprzedaje kilkadziesiąt dzwonów rocznie, mogąc od prawie 100 lat oznaczać je z nadania Watykanu mianem „papieskich”.

W skali światowej rekordzistą jest przedsiębiorstwo budowlane Kongō Gumi założone w 578 r. w Osace przez sprowadzonych do Nipponu budowniczych z Korei.

Firma należała aż przez 14 stuleci do rodziny Kongō, ale ostatnie pokolenia nie miały szczęścia i biznesowego drygu. Z powodu długów sięgających 350 mln dolarów firma przeszła w 2006 r. w posiadanie grupy budowlanej Takamatsu. Szkoda, ale wszystko ma kiedyś swój koniec. Więcej o najstarszych firmach świata w nadal aktualnym przeglądzie spisanym przeze mnie prawie 10 lat temu, a więc też już historycznym.

Wiek nie jest atutem, już zwłaszcza w biznesie, ale długie tradycje mają świetny odbiór u klientów, zwłaszcza jeśli to tradycje rodzinne. Niestety sztafeta pokoleń to bardzo trudna konkurencja. Wg badań specjalistów i pasjonatów zarazem, założycielom tylko mniej niż jedna trzeciej firm udaje się przekazać pałeczkę prezesowską dzieciom lub innym krewnym. Biznes to trudne, czasochłonne i ryzykowne zajęcie, a ludzie pragną spokoju i wygody.

Wielkie rozmiary i długa historia stanowczo nie idą w parze. Giganty zapadają się jak masywne gwiazdy, z których pozostają podobno tylko „czarne dziury”. Przykładów są tysiące.

Najnowszy dotyczy słynnego generała, który nie doczeka się jednak marszałkowskiej. Mowa o koncernie General Electric, którego akcje warte były na początku obecnego stulecia 600 mld dolarów, a dziś dają za nie wszystkie 54 miliardów, a więc 12 razy mniej. Niby ciągle dużo, ale jeśli uwzględnić profesjonalną wycenę aktywów pomniejszoną o zadłużenie GE, tylko grosze. Analityk banku JPMorgan Stephen Tusa szacuje mianowicie, że wczorajszy olbrzym wart jest netto ledwo 4 miliardy.

Długowieczność lubi się natomiast z powszechnością potrzeb i problemów ludzi. To właśnie łączy budowle świątynne wznoszone przez rodzinę Kongō, wino i pokoje hotelowe ze Staffelter Hof, dzwony od mistrzów Marinelli. Z rdzą borykamy się od zarania metalurgii, więc specjalizacji nic tylko pozazdrościć Dreslerom.

Jan Cipiur
Jan Cipiur, dziennikarz i redaktor z ponad 40-letnim stażem. Zaczynał w PAP, gdzie po 1989 r. stworzył pierwszą redakcję ekonomiczną. Twórca serwisów dla biznesu w agencji BOSS. Obecnie publikuje m.in. w Obserwatorze Finansowym.

Źródło: aleBank.pl
Udostępnij artykuł: