BIG InfoMonitor: Nie wjedź samochodem do rejestru dłużników

Finanse i gospodarka

Mieć czy nie mieć własne cztery kółka? - Europejski Dzień bez Samochodu, to dobra okazja, aby na poważnie zadać sobie takie pytanie. Tym bardziej, że w wielu polskich miastach 22 września można będzie bezpłatnie przetestować transport publiczny i przekonać się czy dla posiadania faktycznie warto zapożyczać się na samochód, stresować za kierownicą, wydawać tysiące złotych na ubezpieczenie i paliwo, a czasami z powodu samochodu zaparkować na lata w rejestrze dłużników.

Motoryzacja jest jednym z największych i najważniejszych sektorów przemysłu w Polsce. Pod względem wartości produkcji sprzedanej (7,9 proc.) zajmuje drugie miejsce, zaraz po przemyśle spożywczym. Nie jest to jedynie efekt obecności montowni samochodowych i licznych firm pracujących na rzecz przemysłu motoryzacyjnego zarówno dla odbiorców w kraju jak i za granicą. Polacy naprawdę lubią samochody. Jak wynika z danych CEPiK na koniec 2014 r. liczba samochodów w Polsce dochodziła do 20 mln, a w opinii Instytutu Samar, według którego nie wszystkie pojazdy z ewidencji faktycznie jeżdżą po drogach – jest ich o 22 proc. mniej, bo 15,6 mln.

Z ostatnich danych Eurostatu uwzględniających dane CEPiK, liczba samochodów osobowych na 1000 mieszkańców w Polsce w 2012 wyniosła 486 i niemal dorównywała ówczesnej średniej dla Unii Europejskiej (487). Najwięcej aut mieli Luksemburczycy po 663 na każde 1000 osób i Włosi 621. Do nich nam jeszcze daleko, ale nawet po odjęciu sugerowanych przez Instytut Samar ok. 20 proc. “martwych dusz” i tak nasz park samochodowy wypada bardziej bogato niż w Bułgarii (385) na Litwie (305), Węgrzech (301), Słowacji (307) czy Rumunii (224). Niżej od Polski uplasowały się też m.in. Dania, Irlandia oraz Szwecja.

Auto wyciąga z kieszeni miesięcznie prawie 1000 zł
Samochód to jednak nie tylko przyjemność, ale również obowiązek i spore wydatki. Zakładając, że przejeżdżamy autem miesięcznie bardzo skromne 500 km, przemieszczając się głównie po mieście, samo paliwo kosztuje 200 zł. Tyle wychodzi, gdy policzymy spalanie 8 litrów benzyny bezołowiowej 95 oktanowej na 100 km, po ok. 4,9 zł za litr. Do tego trzeba dodać koszty ubezpieczenia. Pakiet OC i AC z assistance dla auta za ok. 30 tys. zł, to prawie 1,3 tys. zł rocznie, ewentualnie samo OC 475 zł. Przy czym, koszt ten może wzrosnąć jeśli właściciel samochodu zmienia towarzystwo ubezpieczeniowe, w którym wykupuje polisę i odpowiednio wcześnie, minimum na dzień przed jej zakończeniem, nie wypowie dotychczasowej umowy. Zgodnie z prawem za okres zanim się zorientuje i wypowie wcześniejszą umowę będzie również zobowiązany zapłacić. Raz do roku konieczny jest przegląd techniczny, pochłaniający co najmniej 1300 zł. Ze 160 zł trzeba wydać na dwukrotną zmianę opon z letnich na zimowe i odwrotnie. Auto wypada też myć, nawet jeśli ktoś nie jest szczególnym pedantem wyda na to w rok w granicach 100 zł i już mamy prawie 440 zł kosztów miesięcznie. Do tego należałoby jeszcze w wielu przypadkach doliczyć minimum 10 zł miesięcznie opłat za parkowanie w płatnych strefach, dołożyć też koszt użytkowania opon zimowych i letnich, zakup płynu do spryskiwacza i trafiających się po drodze napraw. Wielu kierowców do listy wydatków musi też dołożyć koszty mandatów za nieprawidłowe parkowanie, czy też wykroczenia na drodze.

Nie można też zapomnieć o utracie wartości pojazdu. Omawiany tu, nieduży, włoski samochód po 4,5 roku stracił połowę z 58 tys. zł swojej pierwotnej wartości. W skali miesiąca daje to blisko 540 zł.

Koszty bieżące posiadania auta, nieuwzględniające napraw, plus utrata wartości samochodu dają razem niemal 1000 zł miesięcznie. Czy na pewno warto tyle wydawać? Może czas sprawdzić, we wtorek, jak działa komunikacja miejska i przy okazji zmniejszyć zanieczyszczenie powietrza.

Tysiąc złotych, to nic, bo do zapłacenia może być kilkaset tysięcy
Miesięczne wydatki związane z utrzymaniem czterech kółek, to jednak niewiele, w porównaniu z kosztami na jakie może narazić się właściciel nieodpowiedzialnym użytkowanie samochodu.

Polisa OC przestaje bowiem działać jeśli ubezpieczony:

  • wyrządził szkodę umyślnie, w stanie po użyciu alkoholu lub w stanie nietrzeźwości (w praktyce oznacza to sytuacje, gdy zawartość alkoholu w organizmie wynosi lub prowadzi do stężenia we krwi od 0,2 promila alkoholu albo obecności w wydychanym powietrzu od 0,1 mg alkoholu w 1 dm³)  albo po użyciu środków odurzających, substancji psychotropowych lub innych środków o podobnym charakterze;
  • nie posiadał wymaganych uprawnień do kierowania pojazdem mechanicznym (z wyjątkiem przypadków ratowania życia ludzkiego, mienia albo pościgu za przestępcą);
  • zbiegł z miejsca wypadku.

Obowiązująca od 18 maja 2015 r. nowelizacja prawa o ruchu drogowym sprawiła też, że właściciel samochodu nie może już unikać odpowiedzialności próbami tłumaczenia, że nie wie kto prowadził pojazd w feralnym momencie. Zgodnie z prawem, gdy nie wskaże winnego,  odpowiedzialność spada na niego.

Pełnym hazardem jest jeżdżenie w ogóle bez ważnej polisy OC. A jak szacuje Ubezpieczeniowy Fundusz Gwarancyjny uprawia go w Polsce ok. 1 proc. posiadaczy pojazdów, czyli ponad 200 tys. osób.

Tymczasem wysokie obciążenia finansowe jakie mogą się pojawić w następstwie braku polisy OC, lub wyłączenia ochrony ubezpieczeniowej są w stanie wpędzić w tarapaty. Z uwagi na to, że odpowiedzialność ubezpieczycieli obejmuje nie tylko naprawę auta poszkodowanego, ale też  koszty osobowe, które przeważnie stanowią zdecydowaną większość wypłacanej sumy, w grę mogą wchodzić setki tysięcy złotych. Poza naprawą pojazdu ubezpieczyciel zobowiązany jest uwzględnić też zadośćuczynienie pieniężne za doznaną krzywdę, rentę np. w związku z utratą/ograniczeniem możliwości zarobkowych, finansowanie rehabilitacji, ewentualnie zadośćuczynienie na rzecz najbliższych.

W rezultacie, choć trudno w to uwierzyć, co najmniej raz w roku, zdarza się na drodze wypadek spowodowany przez osobę nietrzeźwą, w którym wartość szkody (a później regresu) sięga 600-700 tys. zł – wynika z danych Polskiej Izby Ubezpieczeń.

Nawet jeśli w pokrycie szkód włączy się ubezpieczyciel czy Ubezpieczeniowy Fundusz Gwarancyjny (gdy kolizję spowodował nieposiadający polisy OC), to i tak potem zażądają od sprawcy zwrotu wypłaconego odszkodowania (tzw. roszczenie regresowe).

Jak szacuje Polska Izba Ubezpieczeń tylko od pijanych kierowców ubezpieczyciele dochodzą rocznie około 45-50 mln zł. Jeśli nietrzeźwy, czy nieubezpieczony kierowca pozostaje z żoną/mężem we wspólnocie majątkowej, obowiązek spłaty zadłużenia dotyczy także współmałżonka.

Nieodpowiedzialność za kierownicą może więc wyczyścić konto, a później doprowadzić pod drzwi firmy windykacyjnej, albo np. do Rejestrów Dłużników BIG InfoMonitor. Ewentualnie w oba miejsca na raz, a także do egzekucji komorniczej. – Dłużników ubezpieczeniowych w bazie BIG InfoMonitor nie brakuje.  Warto mieć świadomość, że wpisanie do rejestru BIG oznacza natychmiastowe powiadomienie o tym m.in. sektora bankowego, pożyczkowego i telekomunikacyjnego, kłopoty z uzyskaniem kredytu, pożyczki, telefonu na abonament, umowy na kablówkę, czy problem z jednoosobową działalnością gospodarczą, jeśli kontrahenci poza NIP-em będą sprawdzali też, PESEL właściciela firmy – mówi Sławomir Grzelczak prezes BIG InfoMonitor.

Ryzykowne zachowania w świecie finansów przenoszą się na drogę
Na dodatek, dla części osób, które z powodu nieodpowiedzialnego użytkowania samochodu trafią na listę dłużników nie będą to wcale pierwsze kłopoty finansowe. – Z amerykańskich doświadczeń, potwierdzonych również analizami Grupy BIK w Polsce wynika, że osoby z problemami finansowymi są sprawcami większej liczby szkód w ubezpieczeniach komunikacyjnych niż kierowcy bez znaczących zobowiązań, które regularnie spłacają. Wyraźnie widać, że większa skłonność do ryzyka w finansach, to także bardziej ryzykowne zachowanie na drodze – mówi Sławomir Grzelczak.

Jak podaje Ubezpieczeniowy Fundusz Gwarancyjny kierowcy z województwa dolnośląskiego, pomorskiego, mazowieckiego i zachodniopomorskiego – powodują najwięcej szkód z komunikacyjnego OC. Z kolei, z danych BIG InfoMonitor  wynika, że najwyższy odsetek posiadających zaległe zobowiązania pozakredytowe przypada właśnie na woj. mazowieckie. W  połowie tego roku, w łącznej liczbie mieszkańców Mazowsza było 13,8 proc. osób z płatnościami opóźnionymi o co najmniej 60 dni. Na trzecim i czwartym miejscu tego zestawienia są woj. pomorskie i dolnośląskie – odpowiednio z odsetkiem 8,9 proc. oraz 8,6 proc. Woj. zachodniopomorskie znalazło się na 7. pozycji z 6,9 proc. udziałem mieszkańców z zaległymi zobowiązaniami pozakredytowymi. Wyprzedzone zostało jeszcze przez nie wymienione wcześniej woj. śląskie, wielkopolskie i kujawsko-pomorskie.

Halina Kochalska
Rzecznik Prasowy
Biuro PR i Komunikacji
BIG Infomonitor S.A.

Udostępnij artykuł: