Bogaci emeryci żyją ponad 15 lat dłużej od biednych

Mój plan emerytalny

Para emerytów z wnukami
Fot. Pixabay.com

Lepiej być emerytem zasobniejszym niż mniej zasobnym. Jak różnice w wysokości emerytury wpływają na długość życia? W Niemczech właśnie opublikowano ekspertyzę na ten temat.

#HolgerLüthen: Osoby z niskimi zarobkami nie tylko dostają potem niższą emeryturę, ale też pobierają ją krócej #ZUS @Grupa_PFR @Moje_PPK

Badanie przeprowadził Niemiecki Instytut Badań Gospodarczych (Deutsches Institut für Wirtschaftsforschung – DIW). Wnioski właściwie nie są zaskakujące: kto dłużej żyje, dłużej dostaje emeryturę. Ci, którzy w okresie aktywności zawodowej zarabiali więcej, mieli lepsze życie, a więc – można się spodziewać – nie tylko będą żyli dłużej, ale też z wyższą emeryturą.

Zbadano, jak konkretnie wygląda ta „niesprawiedliwość”. Uczynili to ekonomiści z DIW Peter Haan, Daniel Kemptner i Holger Lüthen, analizując zależność między długością życia dzisiejszych emerytów a ich dochodami z czasów pracy zawodowej.

Według ogólnie dostępnych danych, w krajach przemysłowych od 150 lat długość życia co dziesięć lat zwiększa się o 2,5 roku. Haan, Kemptner i Lüthen przeanalizowali  życie zachodnioniemieckich mężczyzn urodzonych w latach 1926-1949, a więc mających obecnie od 70 do 93 lat. Uwzględniono tylko najemnych pracowników, płacących ustawowe składki, pominięto więc przedsiębiorców i urzędników państwowych.

 

Badane biografie podzielono na dziesięć grup; w najniższej dziesiątce byli emeryci najubożsi, a w najwyższej ci najlepiej sytuowani.  Ekonomiści przyjrzeli się, o ile dłużej żyją ci bogatsi od biedniejszych i czy różnica ta się zmienia. Ustalili, że tak. Że zmienia się po ukończeniu przez te osoby 65. roku życia, co właśnie interesowało naukowców.

Nawet 15 lat różnicy

I tak dla roczników 1926-1928 ci bogatsi żyli po przejściu na emeryturę o 4,3 roku dłużej niż ci z niskim dochodem. Z biegiem lat ten rozziew się zwiększał. Dla ostatnich badanych roczników czyli 1947-1949 ci lepiej sytuowani żyli już o 15,2 roku dłużej niż ci z niską emeryturą.

Autorzy raportu zauważyli więc, że ich ustalenia oznaczają naruszenie tzw. zasady ekwiwalentności. Opiera się ona na założeniu, że długość życia jednego rocznika emerytów jest mniej więcej taka sama i nie różnicuje się według dochodów. Okazuje się, że jest inaczej: długość życia różnicuje się także zależnie od dochodów.

Tę systemową niesprawiedliwość tak ujął  Holger Lüthen, jeden z autorów analizy: „Osoby z niskimi zarobkami nie tylko więc dostają potem niższą emeryturę, ale też pobierają ją krócej. Przeczy to więc zasadzie ekwiwalentności, na której bazuje ustawowe ubezpieczenie emerytalne”.

Kolejny argument za emeryturą minimalną

Ubezpieczenie emerytalne ma za podstawę założenie, że składki  ściśle wiążą się z późniejszymi wypłatami. Ci wpłacający dłużej i więcej dostają potem solidniejszą emeryturę niż ci, którzy wpłacali mniej i krócej. Badanie pokazało jednak, że ci, którzy wpłacali długo (choć może mniej), pobierają emeryturę (niesprawiedliwie) krócej, bo jako (ubożsi) emeryci żyją krócej.

Niemieccy ekonomiści postulują więc jakieś dowartościowanie wypłat dla tych pracowników, którzy wprawdzie spełnili minimalny wymóg długości pracy zawodowej, ale nabyli prawa tylko do niewielkiej emerytury. Ich zdaniem dobre rozwiązanie to jakaś emerytura minimalna, finansowana z podatków.

Rząd federalny CDU/CSU-SPD dyskutuje teraz zresztą nad formą dochodu podstawowego i raport DIW może dostarczyć tu argumentów.

W państwie socjalnym może więc nie jest aż takie ważne, żeby być pięknym i bogatym, ale żeby uczciwie pracować i potem godnie żyć. Praca jest ważniejsza niż zasiłki, bo jak mówi inne nasze przysłowie „bez pracy nie ma (nie powinno być) kołaczy”.

Źródło: aleBank.pl
Udostępnij artykuł: