Brak presji na wzrost cen w USA

Finanse i gospodarka

W Stanach Zjednoczonych nie widać presji na wzrost cen. Nie jest to zaskakujące, ponieważ Amerykanie nie zaciągają kredytów. Coraz donośniej słychać jednak głosy zwolenników ograniczenia programu skupu obligacji. Kluczowym kryterium pozostaje stopa bezrobocia. W Polsce cykl hamowania inflacji dobiega końca, co nie służy obligacjom. Słabsze zachowanie rynku długo osłabia również złotego.

Pomimo wzrostu aktywności gospodarczej oraz rozszerzenia z początkiem 2013 r. programu skupu obligacji QE3, inflacja w Stanach Zjednoczonych jest pod kontrolą. Wskaźnik CPI w ujęciu rok do roku spadł w kwietniu do najniższego poziomu od czerwca 2010 r., a z wyłączeniem kategorii wrażliwych na wahania sezonowe, od czerwca 2011 r. Miesiąc do miesiąca ceny spadają drugi miesiąc z rzędu. Na takie informacje Departamentu Pracy dolar zareagował osłabieniem. Oznacza to bowiem, że ze strony inflacji nie ma żadnego zagrożenia dla dalszego trwanie programu ilościowego łagodzenia polityki pieniężnej QE3 w obecnej formie. Wzrosty kursu EUR/USD okazały się jednak nietrwałe.

Kryteria, które Rezerwa Federalna przyjęła dla oceny konieczności stosowania niestandardowych instrumentów polityki pieniężnej w przyszłości, są dwa. Drugim jest oczywiście wysokość stopy bezrobocia. A ta od wielu miesięcy systematycznie spada i jest już tylko 1 pp. powyżej docelowego poziomu 6,5 proc. Jeśli bezrobotnych będzie ubywać w tym tempie, co obecnie, najpóźniej w połowie przyszłego roku odsetek osób bez zatrudnienia zbliży się do zakładanej wielkości. Fed zapowiadał jednak, że nie będzie czekał do momentu osiągnięcia poziomu 6,5 proc., ale odpowiednio wcześniej zareaguje zmniejszając bądź całkowicie wygaszając QE3.

O konieczności działań dostosowawczych w tym zakresie (limitowania skupu) mówiło wczoraj dwóch prezesów regionalnych oddziałów Fed – R. Fischer oraz Ch. Plosser. Nawet jeśli zaliczymy ich do najbardziej jastrzębiego skrzydła Rezerwy Federalnej, podobnych głosów będzie z czasem więcej, co oznacza, że trzeba realnie liczyć się z bliskim końcem programu wsparcia płynności w obecnej formie. Tym samym, szanse na trwałe spadki wartości dolara wobec najważniejszych walut, są obecnie mało prawdopodobne. Po skorygowaniu ostatnich spadków, kurs EUR/USD będzie w kolejnych dniach raczej kierował się na 1,2750, a niżeli do ostatnich szczytów z okolic 1,3200. To z kolei zwiększa zagrożenie kontynuacji wzrostowej tendencji kursu USD/PLN nawet poza 3,3000.

Jeśli chodzi o dane z Polski, potwierdziły się szacunki inflacji bazowej wyliczone na podstawie wcześniejszych danych GUS. Wskaźnik cen bez żywności i energii wzrósł w kwietniu, po raz pierwszy od roku, co oznacza, że najpewniej zakończył półtoraroczny cykl spadkowy. W perspektywie najbliższych kilkunastu miesięcy należy się spodziewać systematycznego przyspieszania dynamiki cen. Po 2-3 miesiącach stabilizacji na niskim poziomie, również wskaźnik cen ogółem wejdzie od lipca w fazę wzrostową. A pod koniec 2013 r. CPI znajdzie się ponownie w przedziale dopuszczalnych wahań NBP, czyli powyżej 1,5 proc. Stąd nie dziwi reakcja rynku obligacji. Wczoraj ponownie polskie papiery skarbowe nie cieszyły się powodzeniem. Rentowność 10-latek zbliżyła się do 3,30 proc. Pomimo gorszych perspektyw kształtowania się inflacji w przyszłości RPP raczej nie zawaha się po raz kolejny obniżyć stóp w czerwcu. Dalsze cięcia zaleca też Międzynarodowy Fundusz Walutowy argumentując to relatywnie wysokimi na tle konkurentów realnymi stopami procentowymi.

Damian Rosiński
Dom Maklerski AFS

Udostępnij artykuł: