Brexit bije po kieszeni piłkarzy na Wyspach

Artur Rolak / Blogi

Wszyscy — no, prawie wszyscy… — piłkarze marzą o grze w Anglii. Każdy kibic wie, że tamtejsze kluby płacą najwięcej, ale są powody, aby współczuć Alexisom Sanchezom, Mesutom Oezilom i innym Paulom Pogbom. Od referendum brexitowego funt stracił w stosunku do euro już 14 procent i nic nie zapowiada odwrócenia tendencji.

Artur Rolak: Czy to Raheem, czy funt, to i tak coraz słabszy

Kluby radzą sobie ze słabnącym sterlingiem w bardzo prosty sposób. Z najlepszymi – tymi występującymi w Lidze Mistrzów albo Lidze Europy – UEFA systematycznie dzieli się zyskami nominowanymi w euro, więc po przeliczeniu na walutę brytyjską kluby Premier League zarabiają coraz więcej. Z kolei kontrakty reklamowe zawierane z firmami zagranicznymi są wyrażane w dolarach amerykańskich. Tak się jednak składa, że im większy klub, tym większa część przychodów pochodzi od korporacji międzynarodowych, więc musi to mieć wpływ na pogłębianie się dysproporcji między możliwościami finansowymi czołówki ligi i jej ogona.

Co na to piłkarze? W Premier League grają przedstawiciele 65 krajów, którzy stanowią ok. 70 proc. zatrudnionych, co jest najwyższym wskaźnikiem we wszystkich ligach świata. Zawodnicy, słuchając podpowiedzi menedżerów i doradców, starają się uratować jak najwięcej ze swoich bajecznych dochodów. Argentex, firma specjalizująca się w usługach finansowych na rynku sportowym, chwali się wyraźnym wzrostem obrotów. Od 2016 roku jej klienci przynieśli ponad 100 milionów funtów, które chcieli ubezpieczyć od ryzyka wahań kursu funta nie tylko wobec euro i dolara.

Przedstawiciele Manchesteru United ujawnili nawet, że kilku nowo pozyskanych piłkarzy prosiło o wycenę kontraktu w euro, jednak klub musiał odmówić. Oficjalnie dlatego, że nie dysponuje na co dzień taką ilością wspólnotowej waluty, a po cichu nie chciał zapewne wprowadzać sztucznego podziału w szatni. Pod koniec sezonu piłkarze zarabiający w funtach mogliby przecież poczuć się mniej doceniani (i gorzej wynagradzani) przez pracodawcę.

A w grę wchodzą naprawdę duże kwoty. Trzech wspomnianych na wstępie graczy – Alexis Sanchez, Mesut Oezil (po 350 tys.) i Paul Pogba (290 tys.) – kasuje tygodniowo(!) łącznie niemal milion funtów. Obecnie sterling traci wobec euro około procenta miesięcznie, więc pod koniec sezonu Chilijczyk i Niemiec mogą zauważyć, że ich tygodniówka ledwo przekracza równowartość 300 tysięcy, natomiast Francuz z trudem doliczy się ćwierci miliona. Jak żyć?

W czołowej „20” reprezentowanych jest zaledwie sześć klubów: Manchester United – sześciu piłkarzy, Arsenal i Manchester City – po czterech, Chelsea – trzech, Liverpool – dwóch i Tottenham Hotspur – jeden. Znacznie szerszy jest przekrój narodowościowy: Hiszpania – pięciu, Belgia – trzech, Francja –dwóch oraz dziesięć państw – po jednym. Dwunastu piłkarzy pochodzi ze strefy euro, a tylko jeden – Harry Kane – jest Brytyjczykiem i nie musi zamieniać swoich funtów na inną walutę.

Na koniec dla kibiców reprezentacji Anglii trochę złośliwa uwaga – nie spodziewajcie się wielkich sukcesów, dopóki w drużynie będzie grał Sterling. Bo czy to Raheem, czy funt, to i tak coraz słabszy.

Udostępnij artykuł: