Budżet bez rewolucji, nowelizacja bardzo prawdopodobna

Komentarze ekspertów

Jedną z najbardziej charakterystycznych cech projektu budżetu przyjętego przez obecny rząd jest to, że tak niewiele różni się on od budżetu zaproponowanego przez poprzedników. To pokazuje, że był on ukierunkowany na fiskalne pobudzanie gospodarki, poprzez zwiększenie wydatków. Nie zawierał jednak aż tak poważnych wydatków socjalnych, jak na przykład 500 zł na dzieci, czy obciążeń wynikających z obniżenia wieku emerytalnego. Włączenie już tylko tych dwóch kwestii do programu rządu przy jednoczesnym utrzymaniu budżetu w niemal niezmienionym kształcie sugeruje, że obecny projekt można traktować bardziej jako swego rodzaju prowizorium, a nie docelowy plan finansowy państwa, gdyż przy takich parametrach nie ma on szans utrzymać się do końca roku bez nowelizacji.

Jedną z najbardziej charakterystycznych cech projektu budżetu przyjętego przez obecny rząd jest to, że tak niewiele różni się on od budżetu zaproponowanego przez poprzedników. To pokazuje, że był on ukierunkowany na fiskalne pobudzanie gospodarki, poprzez zwiększenie wydatków. Nie zawierał jednak aż tak poważnych wydatków socjalnych, jak na przykład 500 zł na dzieci, czy obciążeń wynikających z obniżenia wieku emerytalnego. Włączenie już tylko tych dwóch kwestii do programu rządu przy jednoczesnym utrzymaniu budżetu w niemal niezmienionym kształcie sugeruje, że obecny projekt można traktować bardziej jako swego rodzaju prowizorium, a nie docelowy plan finansowy państwa, gdyż przy takich parametrach nie ma on szans utrzymać się do końca roku bez nowelizacji.

Nowelizacja jest bardzo prawdopodobna również ze względu na to, że przejęte od poprzedników główne założenia makroekonomiczne budżetu bądź trudne do osiągnięcia, jak w przypadku zakładanego na 3,8 proc. tempa wzrostu gospodarczego lub nierealne, jak w przypadku inflacji, która ma sięgać 1,7 proc. Zawyżony poziom inflacji w projekcie poprzedniego rządu miał umożliwić zaplanowanie wzrostu wydatków budżetowych, zgodnie z wymogami reguły wydatkowej. Obecny rząd te możliwości zwiększa jeszcze bardziej, modyfikując tę regułę w ten sposób, że wiąże wzrost wydatków nie z planowanym poziomem inflacji, który w jakimś stopniu musi uwzględniać jej faktyczną ścieżkę i rynkowe realia, lecz z celem inflacyjnym NBP, określającym pożądany poziom inflacji na 2,5 proc. Przyjęcie takiego mechanizmu powoduje, że wydatki można zwiększać w większej skali, nie powodując jednocześnie "wykolejenia" całego budżetu, czyli nadmiernego wzrostu deficytu, oczywiście tylko na etapie planowania.

Odchylenie tych założeń, czyli tempa wzrostu PKB i inflacji od ich kształtowania się w rzeczywistości, może spowodować konieczność nowelizacji budżetu, prawdopodobnie z deficytem wyższym niż zakładane 2,8-2,9 proc. Jednak zaplanowanie i utrzymanie deficytu w ryzach, określonych wymogami Unii Europejskiej, przynajmniej przez część roku, przyczyni się do utrzymania wiarygodności finansowej państwa wśród inwestorów oraz pozwoli uniknąć napomnień ze strony władz unijnych. W rzeczywistości bardzo wiele zależeć będzie od efektów zapowiadanego uszczelnienia systemu podatkowego i poprawy ściągalności VAT. Wobec dodatkowego zwiększenia wydatków o 16,5 mld zł w porównaniu do założeń rządu PO-PSL, planowane zwiększenie przychodów z podatku bankowego i od sieci handlowych, będzie zdecydowanie niewystarczające do zbilansowania wydatków i wpływów.

Roman Przasnyski,
GERDA BROKER

Udostępnij artykuł: