Budżet Włoch martwi Niemcy

Gospodarka

Brama Brandenburska, Berlin Fot. Pixabay

O reakcjach finansistów i prasy ekonomicznej w Niemczech na plany budżetowe rządu włoskiego pisze z Berlina Włodzimierz Korzycki

#Włodzimierz Korzycki: Reakcje rynków mają silną moc sprawczą, zwłaszcza wobec populistów #Niemcy #Włochy #Euro

Niemcy i nie tylko oni w Unii Europejskiej doznali wstrząsu po przedstawieniu przez Włochów projektu budżetu na następny rok. Jak zauważył dziennik „Frankfurter Rundschau”, rządzący w Rzymie populiści z Ligi Północnej i Ruchu Pięciu Gwiazd postanowili dalej zadłużać państwo, by finansować swoje obietnice wyborcze, w tym obniżki podatków i tak zwany dochód obywatelski, który w istocie jest zasiłkiem socjalnym.

10 mld euro rocznie za obietnice wyborcze

Ten zasiłek socjalny w wysokości 780 euro miesięcznie dla 6,7 mln potrzebujących obywateli, obiecany przez Ruch Pięciu Gwiazd i jedno ze źródeł sukcesu wyborczego tej partii, kosztowałby budżet 10 miliardów euro rocznie.

Włosi zechcieli w następnych trzech latach zwiększać wewnętrzny dług państwowy każdorazowo o 2,4 proc. PKB. A już teraz wynosi on 2,3 biliona (2300 miliardów) euro czyli 132 proc. PKB. Większy dług wśród krajów z eurowalutą ma tylko Grecja.

Rząd włoski opierał się na względnie optymistycznych prognozach wzrostu gospodarczego. Jednakże – jak zwrócił uwagę dziennik „Süddeutsche Zeitung” – organizacja rozwoju i współpracy gospodarczej OECD, ale także włoski związek przemysłowy przewidują znacznie niższy wzrost niż rząd. Planowany deficyt wypadłby więc jeszcze gorzej niż planują w Rzymie.

 

Włosi zwariowali – dług Włoch większy od długu Niemiec

Nic dziwnego, że znany niemiecki ekspert finansowy Marc Beis raczej mało oględnie oznajmił w swym cotygodniowym wideokomentarzu, że Włosi chyba „zwariowali”. Jest takie dosadne niemieckie określenie na czyny trudne do zaakceptowania: „die spinnen wohl”. I tego właśnie  słowa użył Beis.

Beis zauważył ponadto, że ponad dwubilionowy dług Włoch jest większy niż znacznie silniejszych gospodarczo Niemiec. „To nie jest odpowiedzialna polityka finansowa” – mówił. Z takim krajem trudno działać na rzecz UE. Zarazem jednak Włochy są ważne i nie można ich pominąć. UE potrzebuje Włoch jako jednego z ważniejszych graczy politycznych i gospodarczych. Musimy niestety współpracować z tym rządem w nadziei, że zwyciężą kiedyś siły rozsądne – skonstatował niemiecki ekspert.

Znowu problem euro

Tymczasem prasa niemiecka z pewnym przekąsem cytowała deklaracje szefów obu partii rządowych, wicepremiera Luigi di Maio z Ruchu Pięciu Gwiazd i ministra spraw wewnętrznych Matteo Salviniego z Ligi Północnej. Powtarzali oni „jak mantrę” („Frankfurter Rundschau”), że nowy budżet musi być „odważny”. „Brzmiało to jak samozaklinanie się” (FR).

Jak by tego było mało, deputowany z Ligi Północnej Claudio Borghi dał do zrozumienia, że wszystkiemu właściwie winne jest euro. Powiedział on mianowicie, cytowany przez zdumionych Niemców, że gdyby Włochy miały własną walutę, to większość problemów dałaby się rozwiązać. Spekulacje, że oto szykuje się wyjście z eurolandu, musiał dementować sam premier Giuseppe Conti. Oznajmił z całą mocą, że „euro jest naszą walutą i pozostaje dla nas niezbywalne”.

 

Czekanie na rozsądnych polityków

Zamierzenia „odważnych” rządzących, „wsparte” przez tego czy innego buńczucznego posła, wstrząsnęły nie tylko unijnymi ekspertami i politykami, lecz także rynkiem finansowym. Natychmiast skoczył koszt obsługi obligacji państwowych. Rząd włoski – jak odnotował tygodnik „Der Spiegel” – przekonał się, „jak kosztowne mogą okazać się jego zadłużeniowe plany”.

Rząd włoski nieco obniżył więc projektowane zadłużenie: zamiast co roku zwiększać dług o 2,4 proc., uczyni to w tej wysokości tylko w przyszłym roku, a w następnych dwóch latach nowe zadłużenie ma wzrosnąć „tylko” o 2,1 proc. w roku 2020 oraz o 1,8 proc. w roku 2021. Reakcja rynków finansowych „najwyraźniej przyniosła skutek” – skwitował to nieznaczne ustępstwo „Der Spiegel”.

W Niemczech odnotowano, że bezpartyjny minister gospodarki i finansów Giovanni Tria sprzeciwiał się planom kolegów i chciał się zadłużać nie o 2,4 proc., lecz o 1,6 proc. W rządzie był jednak „osamotniony”.

Niemcy wiedzą, że muszą dla dobra UE współdziałać z każdym rządem kraju, uznawanego za ważny. I że pozostaje czekanie na zwycięstwo rozsądku (Beis). Oraz że reakcje rynków mają silną moc sprawczą, zwłaszcza wobec populistów.

Udostępnij artykuł: