Byki dziękują bankom centralnym

Finanse i gospodarka

Inwestorzy nie potrzebują Świętego Mikołaja. Przy pomocy banków centralnych sami są w stanie zrobić sobie rajd. W piątek mieliśmy przykład tego, jak kłopot w postaci osłabienia gospodarczego można przekuć w rynkowy sukces, dzięki deklaracjom i działaniom z ze sfery polityki pieniężnej. Pytanie, na jak długo taki impuls wystarczy. W Warszawie niestety przekuwanie szło dość opornie, potwierdzając słabość naszego parkietu.

Gdy wydawało się, że byki zepchnięte do defensywy wskutek ostatnich publikacji słabych danych makroekonomicznych, mogą liczyć dziś jedynie na skromne i niepewne odreagowanie spadków, w sukurs przyszły im kolejno Europejski Bank Centralny, a zaraz po nim bank centralny Chin. Można z grubsza oszacować, że obietnica Mario Draghiego rozszerzenia skupu aktywów zwiększyła skalę zwyżki indeksów w Paryżu i Frankfurcie do ponad 1 proc., a decyzja Ludowego Banku Chin o obniżeniu stopy procentowej o 0,25 proc., niemal ją podwoiła.

Tym samym piątkowa sesja, choć nie zapowiadała się emocjonująco, nabrała rumieńców. Najbardziej widoczne były one na wspomnianych parkietach w Paryżu i Frankfurcie, gdzie wczesnym popołudniem indeksy rosły po ponad 2-2,5 proc. Spory optymizm zagościł też na giełdach w Atenach, Madrycie, Mediolanie i Lizbonie, a więc krajów, które najbardziej liczą na wsparcie. I jak nietrudno zgadnąć, w tych wzrostach dominującą rolę odegrały akcje banków, których papiery dłużne powędrują do skarbca we frankfurckiej siedzibie EBC. Walory włoskiego Banco Popolare szły w górę o 4,5 proc., Banco Santander zyskiwały 3,5 proc., tyle samo rosły papiery portugalskiego BCP, głównego akcjonariusza naszego Millennium. Walory samego Millennium na tym na razie niewiele skorzystały, podobnie jak akcje pozostałych polskich banków. Ich kursy szły w górę po zaledwie kilka dziesiątych procent. W końcu słusznie, bo ich obligacji Mario Draghi nie zamierza kupować.
Także nasze indeksy zyskały na europejskiej euforii połowicznie i to w znaczeniu niemal dosłownym, jeśli przyrównać ponad 2 proc. zwyżki CAC40 i DAX-a do nieznacznie przekraczających 1 proc. wzrostów WIG20 i WIG30. A im dalej od europejskiego “koryta”, tym było gorzej, bowiem mWIG40 i WIG50 rosły po zaledwie 0,2 proc., a indeksy małych spółek miały kłopoty z utrzymaniem się nad kreską.

Wśród naszych blue chips optymizm był niemal powszechny, ale jego skala mocno zróżnicowana. Koncentrował się on głównie na branży paliwowej i surowcowej oraz energetyce. Akcje Lotosu rosły wczesnym popołudniem o prawie 4 proc., o 3 proc. szły w górę walory PKN Orlen. Z dobrych nastrojów korzystały mocno przecenione akcje Orange, drożejąc o niemal 4 proc. Podobnie było w przypadku JSW, które po porannym zaliczeniu kolejnego historycznego minimum, zwyżkowały po południu chwilami o 4,5 proc. Można sobie wyobrazić ulgę, z jaką niektórzy inwestorzy wykorzystali tę okazję do pozbycia się trefnego papieru. Można ją było nawet zmierzyć, patrząc jak skala zwyżki topnieje do poniżej 1 proc. Na korzyści z ożywienia chińskiej gospodarki przez tamtejszy bank centralny liczyli z pewności inwestorzy kupujący walory KGHM o 3,5 proc. drożej niż w czwartek. Po około 2 proc. zwyżkowały też akcje PGE, Tauronu i Bogdanki. Pod kreską znalazły się papiery Asseco, Kernela, Synthosu i PGNiG.

W niewielkim stopniu spełniły się nadzieje na bardziej wyraźną poprawę w segmencie średniaków. Stawka liderów pozostaje niezmienna od kilku dni, jednak jest ona zbyt mało liczna, by pociągnąć indeksy mocniej w górę. Widzimy w niej wciąż te same “twarze”, czyli Ciech, Kęty, Forte, CD Projekt. Nie brakuje też jednak sporych spółek mocno przecenianych, jak na przykład ZE PAK, Astarta, Emperia, które w piątek taniały po 2-3 proc.

Amerykańskie indeksy także umiarkowanie korzystały z dobrej atmosfery, zwyżkując na początku handlu po 0,8-0,9 proc. W przypadku S&P500 oznaczało to przekroczenie poziomu 2070 punktów. Wątpiącym we wcześniejsze prognozy, że do końca roku dotrze on do 2100 punktów na zamianę zdania zostało już niewiele czasu. Muszą się też zastanowić, czy teraz im się to jeszcze opłaci.

WIG20 ostatecznie oddalił się na bezpieczną odległość od 2400 punktów, zwyżkując o 0,91 proc. WIG30 wzrósł o 0,93 proc. WIG o 0,7 proc., mWIG40 o 0,36 proc., WIG50 nie zmienił wartości, a WIG250 wzrósł o 0,3 proc. Obroty nadal pozostały na bardzo poziomie 730 mln zł, wskazując na kameralny charakter handlu w Warszawie.

Roman Przasnyski,
analityk niezależny

Udostępnij artykuł: