Candy – ostatnia włoska firma „białej branży” sprzedana Chińczykom

Gospodarka

Moneta euro na tle flagi Włoch
Fot. stock.adobe.com/W. D. Summers

Sprzedaż Candy dowodem na kryzys biznesu rodzinnego we Włoszech – pisze z Rzymu Marek Lehnert

Marek Lehnert: We Włoszech rodzina założyciela albo kontroluje wszystko, albo pozbywa się wszystkiego. Nie ma trzeciego wyjścia

Włosi nazywają go „białym przemysłem”. Widzą go niestety w ciemnych kolorach. Chodzi o produkcję sprzętu gospodarstwa domowego. Jeszcze niedawno Włosi byli w tej dyscyplinie jeśli nie mistrzami świata, to na pewno Europy.

Wiedzą coś o tym i polscy konsumenci, posiadacze pralki, zmywarki albo lodówki firmy Candy. Otóż jest ona ostatnią z tej branży, która opuściła narodową włoską flagę. Stało się to dokładnie 28 września. Przejął ją właśnie chiński koncern Qingdao Haier. Za 475 milionów euro. Kierujący nią do tej pory Beppe Fumagalli, reprezentujący trzecie już pokolenie założycieli, robi dobrą minę do złej gry. Podkreśla, że w nowej sytuacji Chińczycy przeniosą swoją dyrekcję na Europę z Paryża do Brugherio, 30-tysięcznego miasta w Lombardii na północy Włoch, gdzie w 1945 roku ich dziadek Niso skonstruował pierwszą elektryczną pralkę, którą rok później pokazał na targach w Mediolanie.

Beppe i jego brat Aldo pozostaną w zarządzie nowej spółki, by jak zapewnia ten pierwszy, „patrzeć na ręce nowym właścicielom”, a także dbać o stu pozostawionych na miejscu włoskich pracowników.

Włoska marka – produkcja gdziekolwiek na Świecie

Przy okazji bowiem okazało się, że tylko cztery procent produkcji Candy pochodzi z Włoch. Już w drugiej połowie lat 50. otworzyła swoje zakłady we Francji i w Niemczech. W 1958 powstała pierwsza automatyczna pralka, a w latach 60. ruszyła produkcja zmywarek. Projektantami tych urządzeń były gwiazdy pierwszej wielkości światowego designu, jak Giorgetto Giugiaro i Marco Zanuso.

W latach 80. przejęła znaną firmę Hoover European Appliance Group, która od tego momentu nazywała się Candy Hoover. W 2002 eksportowano do 111 krajów. Pierwszym kontaktem z Chińczykami było przejęcie w 2006 firmy Jinling. Rok później kupiono turecką Doruk oraz dwie fińskie marki Helkama i Grepa.

W 2013 Candy przejęła kontrolę nad brytyjską Baumatic. W tej chwili posiada 47 filii zagranicznych, produkujących zarówno pod marką Candy i Hoover, jak i markami poszczególnych krajów, jak Vyatka, Otsein, Iberna, Jinling, Rosières, Süsler, Gasfire i Baumatic. Nic więc pozornie nie zwiastowało kryzysu ani potrzeby sprzedaży firmy. Tymczasem i ona, i cały włoski „biały przemysł” od lat robił bokami.

Kryzys  branży AGD  we Włoszech trwa od lat

Wbrew swojsko brzmiącym nazwom największe i najbardziej znane marki tej branży od dawna nie mają już z Włochami nic wspólnego. Ariston-Indesit, założona w latach 30. XX wieku i należąca niegdyś do rodziny Merloni, od 2015 roku jest własnością amerykańskiego koncernu Whirlpool.

Najstarsza firma produkująca sprzęt gospodarstwa domowego Zanussi z Pordenone w regionie Friuli, założona na początku XX wieku, od 1987 należy do grupy Electrolux (przez długi czas Włosi najwyraźniej nie chcieli dopuścić do siebie tej myśli, ponieważ przyjęło się to uważać, że to szwedzka marka jest własnością Włochów).

Kryzys wytłumaczyć jest bardzo łatwo, bo świadczą o nim same objawy: z roku na rok spada sprzedaż artykułów AGD. Włosi mają już wszystko i rynek jest nasycony. Idą jeszcze suszarki – w ubiegłym roku ich sprzedaż wzrosła o 16,3 %, one jednak stanowią zaledwie trzy procent produkcji. W ubiegłym roku ich ogólna sprzedaż spadła po raz pierwszy w historii poniżej dziesięciu milionów sztuk.

Na włoskim rynku pojawili się nowi producenci, głównie z Turcji i Dalekiego Wschodu, a coraz większym powodzeniem cieszy się sprzedaż on line: w Internecie ceny są niższe średnio o co najmniej 10%. Badania rynku pokazują, że większość konsumentów decyduje się na kupno nowej pralki czy lodówki wyłącznie wtedy, gdy sprzedawca oferuje sporą zniżkę.

Kryzys firm rodzinnych?

Przejście Candy w obce ręce jest dla analityków okazją do postawienia raz jeszcze szeregu poważnych i ciężkich, jak się podkreśla zarzutów rodzimym przedsiębiorcom. Pierwszy to brak ambicji stworzenia dużych grup, o takich rozmiarach, które zniechęciłyby zagranicznych inwestorów do robienia zakupów we Włoszech. Wybrano działania niszowe i unikanie konkurencji.

Drugim błędem strategicznym było to, że nie postawiono na jakość, a więc na design i technologię. Przedsiębiorcy woleli oszczędzać na kosztach produkcji, zapominając, że zawsze znajdzie  się kraj, gdzie będzie onae jeszcze tańsze niż we Włoszech.

Trzeci ich „grzech” to pozostawianie rodzinnej firmy dzieciom czy wnukom, a przecież ambitnych wizji i planów nie sposób przekazać „drogą genetyczną”. Dlatego we Włoszech rodzina założyciela albo kontroluje wszystko, albo pozbywa się wszystkiego. Nie ma trzeciego wyjścia.

W rezultacie podsumowują trzej włoscy ekonomiści Marco Fortis, Luca Beltrametti i Fulvio Coltorti, Włosi płacą za te chybione decyzje i to z nawiązką.

Udostępnij artykuł: